czwartek, 8 grudnia 2016

Intensywnie, nerwowo, ale ku nowemu...

Chwila oddechu w ostatnim kołowrotku z mruczącą kulką, a właściwie prawie 4-kilogramową KULĄ zalegającą między mną a lapkiem tak, by mi jak najbardziej przeszkadzać w pisaniu ;) . Bo kto to widział, żebym ja zajmowała się czymś innym niż Nią?? I to akurat wtedy gdy Ona potrzebuje uwagi??? Ooo co to to nie! Od włączania olewki jest Ona-Kota, nie ja ;).

Wreszcie w moim życiu coś się odblokowało i tak na mikołaja dostałam szansę na nową ścieżkę zawodową. Czy owa ścieżka będzie udana lub chociaż pozytywna, to się okaże w praniu. Na razie bardzo sensownie to wygląda. Trochę mnie dziwi moja powściągliwość w temacie, bo kiedyś bym pewnie skakała z radości, nakręcała się i latała pod sufitem bo "mój własny sukces - ojej!" i w ogóle "na pewno będzie zajebiście" a tak generalnie to "zajebistość ocieka MNĄ!". Teraz jestem raczej skupiona, z miliardem obaw czy dam radę, no i nastawiona na "pożyjemy-zobaczymy, nie cieszmy się przedwcześnie". Nie wiem czy to efekt doświadczeń czy po prostu ujrzenia pewnych spraw z nowej perspektywy, otwarcia oczu.

Mam też nadzieję powolutku powrócić między ludzi, chociażby do treningów biegowych w grupie, bo od dłuższego czasu unikałam przebywania w większym gronie. Zdecydowanie był/jest to czas przebywania z najbardziej zaufanymi osobami 1:1. Dobrze mieć komfort posiadania takich bardzo nielicznych, ale bardzo bliskich osób, przed którymi nie udajesz gdy jest ci ciężko.

Żeby nie było za dobrze, w tle generalnie dość nerwowa aura. To taki moment gdy np. wysiada ci komórka - dotychczasowe "centrum dowodzenia" - gdy najbardziej potrzebujesz niezawodnej komunikacji, szwankuje akumulator w aucie gdy musisz gdzieś szybko pojechać coś mega ważnego załatwić, nawet ważna przesyłka, którą ma dostarczyć niezawodna dotąd firma - nagle gdzieś ginie, utknie na długo a przewoźnik zaczyna się zachowywać jak firma-krzak. Amba fatima - była paczka i nima.

Trudno być ZEN gdy wokół tyle się dzieje. Chyba czas powrócić do medytacji i wizualizowania sobie pozytywnej rzeczywistości, bo stałam się straszną pesymistką. A bycie pesymistą to też nawyk. Nadszedł też etap, w którym zauważam, że nawet po najbardziej traumatycznych przejściach, w końcu nadchodzi gotowość odpuszczenia wszystkiego i wszystkim. Dla siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz