sobota, 31 grudnia 2016

Trzeba byc ostrożnym w tym, czego sobie życzymy

...bo może się spełnić.
Na początku kończącego się roku ustanowiłam hasłem roku "Zaplanuj zaskoczenie!"
Nooo... to miałam takie zaskoczenia, że mi bokiem wyszło ;)
To był mega ciężki rok, rok przykrych, traumatycznych zdarzeń, rewolucji w życiu zawodowym i prywatnym. Ciężko się napracowałam nad ogarnięciem tego wszystkiego i szczerze mówiąc, jestem zmęczona.
Nie świętuję dziś...efekty świątecznego chorowania odczuwam do dziś, więc po prostu odpocznę. I tak miałam towarzyszyć mojej koteczce podczas wystrzałów. Do siego roku!

wtorek, 27 grudnia 2016

Tym razem nie-święta

Święta nie-święta w tym roku były lekcją przyjmowania pomocy i troski od innych.
Ze względu na zjadliwość wirusa oraz kompletny nokaut mojej osoby, niestety izolacja od żywych człowieków (z wyłączeniem podawania zakupów przez drzwi).
Co roku sobie zwyczajowo czytałam książkę Grishama "Ominąć święta", ale że w tym roku nie miałam na to sił, puściłam sobie ją w formie audiobooka. Przydał się ten, który zdobyłam dla mojej słabowidzącej mamy.
Teraz powoli odbudowywanie sił, energii, odkarmienie się...
No cóż, jak wszystko już przejdzie, odbiję sobie ojjj odbiję :)

piątek, 23 grudnia 2016

Myślał kogut o niedzieli...

Planuje się jedno, wychodzi drugie.
Nie przewidziałam, że wredne choróbsko się przypatoczy :(
Tak więc będzie jak w reklamie: święta z coca-colą ...i sucharki do tego :/

środa, 21 grudnia 2016

Przedświątecznie


Już prawie święta.
Dziś rządzi światło i nawet słonko świeci jak szalone.
Już w tematach najważniejszych-międzyludzkich odgruzowana, atmosfera oczyszczona, pozytywnie rozwojowa.
Cóż za ulga... i radość :)
Na czas wolnego nie muszę zbyt dużo przygotowywać bo dość niestandardowo spędzam święta.
Bo to nie chodzi o szaleństwo na szmacie, zarzynanie się w kuchni ani o wielkie zakupy.
Fajnie jest w wigilię usiąść do ulubionego dania, zatrzymać się na chwilę, poszukać klimatu.
A klimat spokojnie znajdę w zapachu zbrązowionego masła, świeżo obranych pomarańczy, w dźwiękach ulubionego utworu świątecznego, położonych na parapecie choinkowych światełkach, płomieniu świecy. I pewnie kilku innych drobnych szczegółach. Wystarczy.
W tym roku zaprosiłam Mamę by nie była sama - będzie mały "szwedzki stół".
Może jeszcze ktoś wpadnie w międzyczasie.
A dziś cieszę się faktem, że dzień się będzie wydłużał.
I to jest optymistyczne :)

środa, 14 grudnia 2016

Gdy po człowieku wcale nie spływa jak po kaczce...

Nie jest dobrze zostawać z burzą myśli lub lekkim zdołowaniem czy też dezorientacją w czterech ścianach. Nie raz się przekonałam, że nawet jeśli się potrzebuje samotności, warto wyjść z domu, pójść gdzieś, gdzie nie ma ludzi. Pobyć sam na sam z myślami ale tam, gdzie horyzont dla myśli szerszy i nie ma tego przytłaczającego półmroku, jaki dają wnętrza przy pochmurnej pogodzie. Na zewnątrz, gdy jaśniej, jakoś wszystko wydaje się być dużo bardziej optymistyczne. Można złapać dystans. Obym jak najczęściej dawała radę w kiepskich momentach "kopnąć się w tyłek" i nie karmić potwora zwanego zniechęceniem...

wtorek, 13 grudnia 2016

Spróbować dobra rzecz

Jak się okaże, że się udało - to super.
Jeśli jednak przytrafi się niepowodzenie - to jest się bogatszym o doświadczenie.
A niektóre doświadczenia są bardzo ciekawe i bardzo cenne.
Było kolejne "ahoj przygodo", jest kolejne "to nie dla mnie".
Ale gdy to już wiesz, dobrze umieć spasować i przyjąć na klatę niepowodzenie.
Pożegnać błędne wyobrażenia i  pójść naprzód szukać dalej swojego miejsca, swojej ścieżki.
Ot życie.



niedziela, 11 grudnia 2016

Czego nauczył mnie InPost?

  • by już nigdy nie skorzystać z ich usług
  • by już więcej nie kupować w necie z przedpłatą, a wyłącznie za pobraniem
  • że można bezkarnie przetrzymywać i gubić cudze mienie powierzone na czas przewozu, mieć klienta w głębokim poważaniu i traktować jak debila


Bye bye paczkomaty :(

sobota, 10 grudnia 2016

A miało być tak pięknie...

Jak zawsze szybko, sprawnie, wygodnie. Zakupy w ulubionym sklepie w sieci i wielkie hurrraaaa po odkryciu, że sklep ów wprowadził przesyłki paczkomatowe. Sklep się spisał na medal...paczkomaty jak się okazało - nie. Od poniedziałku paczka zaginiona w akcji, a dokładniej wszystko wskazywało na to, że prawie tydzień nie mogła wyjechać z miejscowości jej nadania. Zwyczajnie przetrzymywana. Sporo nerwów, próby dzwonienia na infolinię - głucho, słania wiadomości z formularza - cisza, złożona reklamacja - nic, w końcu sprawdzenie fan page'a firmy i zapytanie bezpośrednio tam - wpis usunięty. Podobnie jak wpisy mnóstwa innych oburzonych, zdesperowanych osób. Nagle człowiek choć zdenerwowany na maxa, przestaje czuć, że jest sam jeden z taką sytuacją. Wreszcie dostałam jakąś odpowiedź w wiadomości prywatnej na fejsie i...dowiedziałam się, że mam złożyć reklamację. A reklamacja już wisiała ponad dobę u nich w systemie.

Tak jak naprawdę sobie chwaliłam paczkomaty, tak teraz się przestraszyłam tym, jak można długo czekać na swoją paczkę z często wartościową zawartością, albo wręcz się nie doczekać. Przewoźnik woli najwyraźniej przyjąć więcej przesyłek niż jest w stanie obsłużyć nawet za cenę kryzysu i jazdy z klientami. No tak... fan page'a po wszystkim się posprząta i za rok już nikt nie będzie pamiętał o sprawie. A może będzie...?

Nie wiem, jakaś klątwa nad moimi dostawami wisi, bo wczoraj zgubił się w transporcie nawet zamówiony dla mnie przez serwis samochodowy nowy akumulator do auta. W tym momencie doszłam do wniosku, że nie ma sensu się szarpać, że chyba pozostaje odpuścić i poczekać aż sprawy same się rozwiążą bo nerwy na niewiele się zdają. Tak więc z ulgą odebrałam choć jedną pozytywną wieść, iż mój reklamowany smartfon SZCZĘŚLIWIE dotarł do serwisu. Chociaż tyle.

Teraz będę miała sporą zagwozdkę - czym słać ewentualne zakupy internetowe. Może warto się przeprosić z pocztą polską?

P.S. Akumulator dziś się znalazł, paczka w inpoście wciąż gdzieś krąży. Czekam na rozwój wypadków.

P.P.S. Jakie ciekawe doświadczenie chwilowego powrotu do komórki starego typu - która nie pipczy ani nie wibruje co pięć sekund jakimiś powiadomieniami mimo, że dźwięki włączone. Cisza, spokój...no wow!

czwartek, 8 grudnia 2016

Intensywnie, nerwowo, ale ku nowemu...

Chwila oddechu w ostatnim kołowrotku z mruczącą kulką, a właściwie prawie 4-kilogramową KULĄ zalegającą między mną a lapkiem tak, by mi jak najbardziej przeszkadzać w pisaniu ;) . Bo kto to widział, żebym ja zajmowała się czymś innym niż Nią?? I to akurat wtedy gdy Ona potrzebuje uwagi??? Ooo co to to nie! Od włączania olewki jest Ona-Kota, nie ja ;).

Wreszcie w moim życiu coś się odblokowało i tak na mikołaja dostałam szansę na nową ścieżkę zawodową. Czy owa ścieżka będzie udana lub chociaż pozytywna, to się okaże w praniu. Na razie bardzo sensownie to wygląda. Trochę mnie dziwi moja powściągliwość w temacie, bo kiedyś bym pewnie skakała z radości, nakręcała się i latała pod sufitem bo "mój własny sukces - ojej!" i w ogóle "na pewno będzie zajebiście" a tak generalnie to "zajebistość ocieka MNĄ!". Teraz jestem raczej skupiona, z miliardem obaw czy dam radę, no i nastawiona na "pożyjemy-zobaczymy, nie cieszmy się przedwcześnie". Nie wiem czy to efekt doświadczeń czy po prostu ujrzenia pewnych spraw z nowej perspektywy, otwarcia oczu.

Mam też nadzieję powolutku powrócić między ludzi, chociażby do treningów biegowych w grupie, bo od dłuższego czasu unikałam przebywania w większym gronie. Zdecydowanie był/jest to czas przebywania z najbardziej zaufanymi osobami 1:1. Dobrze mieć komfort posiadania takich bardzo nielicznych, ale bardzo bliskich osób, przed którymi nie udajesz gdy jest ci ciężko.

Żeby nie było za dobrze, w tle generalnie dość nerwowa aura. To taki moment gdy np. wysiada ci komórka - dotychczasowe "centrum dowodzenia" - gdy najbardziej potrzebujesz niezawodnej komunikacji, szwankuje akumulator w aucie gdy musisz gdzieś szybko pojechać coś mega ważnego załatwić, nawet ważna przesyłka, którą ma dostarczyć niezawodna dotąd firma - nagle gdzieś ginie, utknie na długo a przewoźnik zaczyna się zachowywać jak firma-krzak. Amba fatima - była paczka i nima.

Trudno być ZEN gdy wokół tyle się dzieje. Chyba czas powrócić do medytacji i wizualizowania sobie pozytywnej rzeczywistości, bo stałam się straszną pesymistką. A bycie pesymistą to też nawyk. Nadszedł też etap, w którym zauważam, że nawet po najbardziej traumatycznych przejściach, w końcu nadchodzi gotowość odpuszczenia wszystkiego i wszystkim. Dla siebie.