niedziela, 25 maja 2014

W moim raju – cz.2

Przebywając tutaj znów przypomniałam sobie, kiedy jestem najszczęśliwsza. Najszczęśliwsza jestem wśród zwierząt i natury. A tutaj jest tego pod dostatkiem. Ogromne łąki, pastwiska, lasy, polany, daleki horyzont i mnóstwo zieleni, przy których wzrok odpoczywa.

Tutaj wszystko jest jak pies. Kot chodzi przy nodze, przynajmniej dopóki nie ma na horyzoncie psów. Psy zawsze w pełnej gotowości by towarzyszyć w “obchodach” i przy koniach. Nawet konie chodzą za człowiekiem krok w krok jak przerośnięte psy. Jak cienie. Wszystkie zwierzaki od dużych po małe tulą się, łaszą, zaczepiają i sępią uwagę i głaski. Zaczepki koni i spoczywający na moim ramieniu koński łeb gdy przykucam ustawiając aparat to dla mnie przeżycie absolutnie nowe. I jakże cudowne!

IMG_5396
A to to co to? Trzy nogi...dziwne...może trącę nosem? Co mi tu stać będzie?

To prawda, że wsiąść na gotowego, osiodłanego konia i jeździć na nim bo ktoś mu każe – można wszędzie, w każdej stajni. Ale taki kontakt z końmi to zupełnie inna bajka. To możliwość zbudowania relacji z tym pięknym i inteligentnym zwierzem, gdzie zwierz przychodzi się z tobą przywitać bo usłyszał twój głos i CHCE to zrobić. Gdy stado koni podąża za tobą, trzymając się tak blisko, że nie sposób ich fotografować bo ciągle “siedzą w obiektywie”, a wręcz go zaparowują nozdrzami. Gdy te, które cię polubiły najbardziej, na twój widok wręcz odłączają się od stada by wyjść ci naprzeciw.

Takie relacje z końmi cieszą bardziej niż ich dosiadanie.

IMG_5401
Moja trawa!

Godzinami mogę je obserwować, podziwiać, towarzyszyć im. A one potrafią towarzyszyć człowiekowi, albo wiedzione ciekawością – przyjść do ciebie, zobaczyć co porabiasz na kocyku w polu.

Wystarczy cierpliwość i czas.

IMG_5449
Tul mnie! Głaszcz mnie! A tak w ogóle...mogę się o ciebie podrapać?

sobota, 17 maja 2014

W moim raju–dzień przyjazdu, cz.1

Wreszcie uciekłam z miasta. Od domu, otoczenia, wspomnień, smutnej rzeczywistości, źle kojarzących się miejsc. I od permanentnej inwigilacji. Mimo, że jest zimno i leje, wszedłszy w ten inny świat, nagle czuję, że mogę oddychać.

Chodząc po ścieżce przy polanie albo po leśnych dróżkach, aż dziwnie się czuję, gdy co rusz zza krzaka, zakrętu nie wyskakuje jakiś biegacz, rowerzysta, znajomy albo pies sąsiada biegający luzem. Za to w błocie ślady końskich kopyt, zalewane przez ulewny deszcz. Ale to nic. Jest kurtka przeciwdeszczowa, są dobre, nieprzemakalne buty – nic mnie nie ruszy. W taką pogodę nawet lokalne żmije się chowają.

A konie spokojnie sobie stoją na pięknym, wielkim pastwisku, na tle malowniczych drzew. Podnoszą zaciekawione głowy i patrzą na mnie. Dziwny, czerwony, mały punkt, dotąd niewidziany w tych stronach. Przynajmniej dla tego stada. Dla tego stada jestem “nowa”.

Wieczorną porą siedzę w łóżku z książką w swoim pokoju. A właściwie to wypasionym apartamencie. I wciąż nie mogę się nadziwić, że istnieje takie miejsce, “moje” miejsce na ziemi, w którym gospodarze traktują obcą w sumie osobę jak członka rodziny, zapraszają do wspólnego stołu, poświęcają czas na długie pogawędki. Miejsce, które jest gospodarstwem ze zwierzętami, błotem wokół gdy pada deszcz – a w domu wszystko lśni tak, że aż głupio przejść w butach przez izbę restauracyjną do przedpokoju i masz potrzebę ich zdjęcia jeszcze na tarasie by je przenieść dalej. Pokoiki pięknie przygotowane, aż onieśmielają – nie chcesz zaburzyć idealnego porządku. “Perfekcyjna Pani Domu” mogłaby się uczyć od TEJ Pani Domu!

IMG_5251

c.d.n.

poniedziałek, 12 maja 2014

24h

Doba urodzinowa zamknęła się kilka minut temu. Można więc podsumować. Jaka była? Spokojna. Pełna wyciszenia i kontaktu z przyrodą. Byłam sama, ale nie samotna. Zwyczajnie sama ze sobą, z wiatrem hulającym wśród polnych traw, ze śpiewem ptaków wodnych w szuwarach, z rżeniem koni na pastwisku, z malowniczymi, choć ciężkimi chmurami wędrującymi po niebie, z bezdrożami, na których niezbędna staje się mapa. Jedyne co przypominało o  cywilizacji, to dzwoniący raz po raz telefon, z którego płynęły życzenia. Piękny dzień, cichy dzień. Dzień bez specjalnych
oczekiwań. Dzień bez zakazów i nakazów.



sobota, 10 maja 2014

Reaktywacja

Wracam. Znów wracam na stare śmieci. Bo życie jednak wcale nie jest takie zajebiste. Spadłam z wysooooka, więc pewnie będę się jeszcze długo podnosić. Ale znów spróbuję zobaczyć te jaśniejsze strony życia. Sama. Na przekór wrednej rzeczywistości i "MIMO WSZYSTKO". Znów spróbuję iść naprzód.