piątek, 29 marca 2013

Po remoncie...

...i w oczekiwaniu na nową kanapę. Strasznie się dłuuuuży ten tydzień czekania na dostawę.

To ja krócej remont robiłam bo w niespełna tydzień wszystko :P A salon do małych nie należy...

wtorek, 26 marca 2013

Czasem mózg się zawiesza...

...na przykład po otrzymaniu maila reklamowego od pewnej dużej, znanej firmy, sprzedającej ciuchy. Maila o tytule następującym:

"Najnowszy bestseller 25 % taniej!‏"

Mózg zaraz czai, że coś się nie zgadza. Ba - że wszystko się nie zgadza. No bo jak "najnowsze" może być już "bestsellerem"? I jak tak niby "najnowsze" a już "25% taniej"? To jaką miało cenę początkową przed tym "taniej"? I kiedy było to "przed taniej", skoro "najnowsze"?

Po takim chwilowym zwisie mózgu wiadomo, że oto właśnie się przeczytało głupoty. Ale przeczytanie głupot to jeszcze nie jest żadna tragedia by zaraz rwać włosy z głowy. To, co jest niefajne, to poczucie, że poważna firma właśnie mnie (i innych swoich subskrybentów) potraktowała jak debila, co to nie zna znaczenia słów w języku polskim.

czwartek, 21 marca 2013

Zamiast topienia Marzanny...

...śniadanko tematyczne.


Żądam ciepełka !!!

Miłego, wiosennego dnia wszystkim :)))
P.S. W kwestii wagarów jeszcze się zastanawiam :P

wtorek, 19 marca 2013

Myślałam, że będzie gorzej ;)

Bo jednak salon to salon - metry ścian, masa rzeczy do upchnięcia...no i jeszcze facet w domu. A z facetami to różnie bywa. Bo na przykład akurat wówczas, gdy wszystko rozwalone, graty poupychane niewiadomogdzie, Mężczyzna potrafi sobie ubzdurać, że właśnie dziś, teraz, zaraz potrzebuje TĘ niebieską koszulkę, która jest schowana na samym dole najgłębiej schowanego pudła :D.

Ale widzę, że moje obawy w tym konkretnym przypadku były bezpodstawne, jako że:
  1. udało się ustawić meble w holu tak, że można z nich jako-tako korzystać,
  2. facet nie jest nadto marudny,
  3. a wręcz jest bardzo pomocny! :)

Na ten przykład w niedzielne popołudnie, ku uciesze sąsiadów, zabraliśmy się za zdrapywanie starych tapet ze ścian. O dziwo, współpraca szła tak doskonale, że po paru godzinach mieliśmy odrapane WSZYSTKIE ściany! Jak dla mnie niezły szok, myślałam, że się z tym będziemy męczyć co najmniej dwa dni.

Wczoraj natomiast doszłam do głębokich refleksji przy okazji wywozu starutkich: kanapy, fotela (tak tak, tego o który toczyła się wojenka) i telewizora. Czyli że wywalając stare, robi się mnóstwo miejsca na nowe. W sumie banał, ale mam zamiar wykorzystać tę refleksję w praktyce przy wiosennym oczyszczaniu zawartości szaf i półek rozmaitych.

Inna refleksja dotyczy domowych zwyczajów. Otóż widzę, że nagłe zmiany w organizacji domu, mniejsza powierzchnia użytkowa i generalnie mały szok nawykowy - doskonale wpływają na relacje. Nagle się jest "skazanym" na ciągłe przebywanie razem na małej powierzchni, wszystko jest inaczej - i nagle zanikają rutynowe zachowania :). Uważam to za absolutny pozytyw!

A dziś myślę, że ściany zdążyły się porządnie osuszyć. Trzeba więc rozłożyć folie malarskie, zaszpachlować dziury w ścianach (uwielbiam tę robotę, nikomu jej nie oddam :P ), odmalować sufit i kaloryfer, bo moje nowiutkie tapety - jak widzę na stronie GLS-u - są już "w doręczeniu". A więc dziś przybędą :).



Życie jest pięęęękneeeee... ☼

niedziela, 17 marca 2013

To już staje się normą…

…że marzec = remont Uśmiech z językiem

 

Kocham porządki wiosenne a remont to szczególny rodzaj porządkowania. Po ostatnim dużym remoncie pozostał mi do zrobienia salon, ale czekał na dojście do siebie moich nadgarstków i dłoni…no i przypływ gotówki Szeroki uśmiech.

 

Porządki wiosenne rozpoczęłam jednak od likwidacji piwnicy, czyli wywalenia wszystkiego co się tam nagromadziło przez ponad 30 lat – aż do gołych ścian. Dla mnie wyczyszczenie tego miejsca było sprawą kluczową – to jakby odblokowanie miejsca, które nie ma być składowiskiem śmieci, w którym nie wiadomo co się czai, lecz miejscem na rzeczy potrzebne, które niekoniecznie muszą być w mieszkaniu.

 

Wpuściłam tam zatem ekipę, która przybyła na miejsce autem-kontenerem, by rozwalili i wynieśli wszystkie dziwne ustrojstwa, które tam są. Myślałam też o jakimś czyszczeniu ścian, myciu podłóg po wszystkim, bo syf straszny, tylko dziada z babą tam brakowało. Jak się jednak okazało – w pakiecie znalazł się prysznic i zalanie z wyparzaniem. Strzelił bowiem zawór od rury doprowadzającej wodę do centralnego ogrzewania, znajdujący się w mojej piwnicy. Na szczęście już wszystko było wyniesione, na etapie końcowego zamiatania podłogi. A że próg w mojej piwnicy dość wysoki, to można było w niej pływać pontonem. Tylko woda ciut za gorąca jak na ponton. Piwnica wraz z klatką schodową przypominały łaźnię parową, tak więc atrakcji nie brakowało.

 

Tak więc to miejsce mam już załatwione, teraz zabrałam się za salon. Tapety mają przybyć we wtorek, więc od wczoraj z Y. opróżniamy pomieszczenie. Roboty masa, ale to bardzo pozytywna akcja. Największa niespodzianka czekała mnie pod meblami – mianowicie sierść mojego piesa, którego w mieszkaniu już nie ma dłuuuugoooo.

 

Już się nie mogę doczekać zrywania tapet i rozpierdziuchy właściwej, po której następuje nałożenie czyściutkich, nowiutkich powłok. Póki co jeszcze trwa mała wojenka z Y. o ukochany fotel i miejsce do ćwiczeń – bo się uparłam, że chcę podzielić salon na dwie strefy – gościnną i moje miejsce do szycia. Co wyniknie z tej wojenki? Jeszcze nie wiadomo. Ale wesoło jest Uśmiech z językiem

 

Idę demontować kwietnik Puszczam oczko tararara…

sobota, 9 marca 2013

Tak sobie myślę…

…że tytuł bloga “A pesar de todo”, czyli “Mimo wszystko”, już nie bardzo do mnie pasuje. Za każdym razem gdy wchodzę tu coś naskrobać, tytuł mi zgrzyta i nie przystaje do rzeczywistości, w której teraz żyję.

Blog założony w czasach dla mnie trudnych, miał swoim tytułem zawsze motywować mnie do zauważania pozytywnych stron życia i pisania o nich - “mimo wszystko” – czyli mimo wszelkich życiowych trudności, które mnie przygniatały i którym trzeba było stawiać czoło każdego dnia.

Od jakiegoś (dłuższego) czasu już nic nie jest “mimo wszystko”. Tak jakby życie nagle postanowiło mi wynagrodzić wszystko złe, co mnie spotkało na mojej drodze. Jestem nieprzyzwoicie szczęśliwa, mam spokój w głowie, dziwne przekonanie, że teraz już będzie dobrze. Inny świat. Jest co pielęgnować. Teraz już nic nie ma “mimo wszystko” teraz jest “po prostu”.

poniedziałek, 4 marca 2013

Wreszcie marzec!

A z marcem nadchodzi wiosna, już przebieram nóżkami! Ostatnio wyjęliśmy dwa górale - Gustawa do przeglądu i mojego dojechanego staruszka do wskrzeszenia dla Y. Nie ma co na szybko kupować taniego byle jakiego roweru "za pięć stówek", który za chwilę się rozleci, skoro w garażu stoi i się kurzy przetestowany w ekstremalnych warunkach staruszek, któremu wystarczy wymienić kilka rzeczy by znów służył. Ze starego górala wyszła zgrabna góralka wyglądająca jak prawie nówka. Koszt - całe 94 zeta :). I trochę roboty. Wspólnej :). Dlaczego góralka? Ano bo Y. stwierdził, że skoro ja jeżdżę na facetach, to on musi ochrzcić rower jako babeczkę :D. Na razie jest Diana...zobaczymy czy zostanie, jako że Y. ma sto pomysłów na minutę :P Teraz tylko czekamy na piękną, ciepłą pogodę.

Druga rzecz, która mnie czeka to wiosenna rewizja szaf. Tym razem będzie rewizją wyjątkowo przyjemną, gdyż...na dzień dzisiejszy trudno w niej znaleźć w niej coś, co by mi z tyłka nie spadało :) . Ostatnio gdy wybierałam się do mojego studia tańca, po dłuższej przerwie treningowej, godzinę szukałam jakichś ciuchów, które by się mnie trzymały. W końcu znalazłam jakieś nie za wielkie spodenki dzianinowe ze sznurkiem w pasie by je ściągnąć i bez problemu szaleć na zumbie. Ojjj teraz to będzie szał jak sobie zacznę fajniste letnie kiecuchny szyć... :)))

Pozdrawiam wiosennie! ☼