sobota, 27 października 2012

Kobieta potrafi!

Jest taka rzecz, której nie znoszę. To pospolite ruszenie około wiosny i tuż przed zimą pod hasłem "zmieniamy opony samochodowe". Wepchnąć się do warsztatu ciężko, kolejki...a ja takich klimatów bardzo nie lubię. No więc mam. Koła w całości, czyli opony wraz z całymi obręczami i tarczami. Wymiana trwa krócej niż samych opon, ale i tak mi się nie podobało wydzwanianie do mechanika by mi zechciał "kiedyś" zrobić rzecz, która mu się nie bardzo opłaca finansowo. Wkurzyłam się i doszłam do wniosku, że mam to gdzieś i sama sobie będę załatwiać temat. Przecież to bułka z masłem! A przy okazji mam co pół roku trening na wypadek "kapcia" gdzieś w szczerym polu.

Inna rzecz: wyobraź sobie faceta, który dumny jak paw wrócił z "wojny" o wymianę kapciuszków samochodowych u mechanika, spędził kilka godzin w ciągu: droga-kolejka-droga po czym dowiaduje się, że oto taka mała, filigranowa kobietka sobie machnęła to sama, bezproblemowo, zaoszczędziła czas, kasę, nerwy. Mina - bezcenna! Pawie nadęcie - spuszczone jak po wetknięciu szpileczki w balonik ;)

A ja uwielbiam taką dziką satysfakcję gdy jako singielka potrafię sobie zrobić sama jakąś rzecz, do której według wszystkich wokół powinnam "sobie chłopa znaleźć bo bez chłopa to ciężko kobiecie w życiu"  - znacie ten nieśmiertelny tekst? (błeeee....) Osobna sprawa, że coraz więcej panów ma syndrom "dwóch lewych rąk" - ale twardo twierdzą, że do mechanika jeżdżą z taką pierdółką "bo nie chcą się tym brudzić". Który by się przyznał, że nie bardzo mu idzie trzymanie klucza w rąsi? A co dopiero zrobienie z niego użytku! :P

OK. Skoro ja umiem, nic nie stoi na przeszkodzie by się tym podzielić z innymi. Kto wie, może komuś się kiedy przyda :)



Przynajmniej zdążyłam na czas - zmieniałam po południu, pod wieczór już nawaliło śniegu i było biało :). To dopiero dzika satysfakcja!

Kobieta potrafi!

Ślimaczek :)



a) samobójca
b) podróżnik preferujący jazdę "na gapę"
c) poszukiwacz mocnych wrażeń
d) miłośnik prędkości
???

Jak myślicie? :P

środa, 24 października 2012

Pierwsza seria

I oto nadszedł ten moment. Po publikacji fotografii gacio-spódniczki zumbowej z wpisu Skirt+Short=Skort , dziewczyny z którymi zumbuję, zakochały się w niej od pierwszego wejrzenia. To było jakiś tydzień temu, a dziś już w tychże spódniczkach śmigają po sali cztery kolejne dziewczyny :). Wyglądają w nich jak cukiereczki i już wiadomo, że na tej partii się nie skończy.

No więc niechże się pochwalę efektami ostatniego krawieckiego maratonu :).

IMG_0082

Kolorowo, prawda?

IMG_0083

Te doczepione karteczki towarzyszyły mi od początku do końca, gdyż każda spódniczka była robiona na wymiar i wedle indywidualnych życzeń :).

Wersja “turkus”

IMG_0089IMG_0096

 

Wersja “fuksja”

IMG_0093IMG_0098

 

Wersja “turkus z domieszką fuksji” – na specjalne życzenie. Koniec końców, jej właścicielka zmieniła zdanie i chce wymienić fuksję na standardowy czarny ;). Tak więc wymieniamy, bo dla mnie najważniejsze jest to, by się dziewczynom dobrze nosiło i by z przyjemnością spoglądały na siebie w lustro na treningach :).

IMG_0090IMG_0095

 

Wersja “limonka”

IMG_0091IMG_0092

 

Jestem z siebie dumna, a jeszcze bardziej z mojej 40-latki maszyny do szycia, która spisała się doskonale. Moja mama, która jest jej pierwszą i prawowitą właścicielką, nie może się nadziwić, że jestem w stanie na niej szyć elastyczne dzianiny - bo w tym względzie Łuczniczka nigdy nie chciała współpracować. “Jak ty to robisz?” – zapytała. Odpowiedziałam tajemniczo: “mam z nią swoje układy” ;P

 

Wiem wiem…coś ostatnio zamęczam Was tematami krawieckimi. Ale jakoś tak znalazłam się w “ciągu” szycia ;P

sobota, 20 października 2012

BHP

Cóż, szycie jednak dość urazowym zajęciem jest, jak widać na załączonym obrazku. Wypadek przy pracy z udziałem żyletki nie należy do miłych. Ale jedno mnie zastanawia - ostatnio stałam się jakaś nadwrażliwa na takie zdarzenia bo momentalnie czuję że jak się zaraz nie położę to zjadę. A jak u licha się położyć gdy trzeba przecie krwotok tamować i robić opatrunek?
Wysłane z telefonu

czwartek, 18 października 2012

Komplecik

Hmm... Już nawet nie sposób na naszej poczcie dostać zwykłego arkusza papieru pakowego, który jest idealny do wykrojów krawieckich. Teraz tylko w zestawie ze sznurkiem i etykietkami.

Papier zużyję... Natomiast po kiego mi reszta? Może sznurkiem przywiążę do kaloryfera kogoś niegrzecznego, a adresówkę z napisem "mój ci on" przykleję mu na czoło? ;P

wtorek, 16 października 2012

Skirt+Short=Skort

Po ostatnim moim dziele, czyli komplecie top+spódniczka z gaciami, dziewczyny z zumby podsunęły mi spódniczkę, którą kiedyś wypuściła marka zumba, o taką:

sassyskort

 

Podobno koszt tej spódniczki oscylował około 200zł! Znaczek zumby kosztuje słono ;) . Tak więc zapowiedziały, że jeśli rozkimię jak to jest zrobione i przypadkiem uszyję coś na ten wzór, to one też chcą taką :D.

 

No to rozkimiłam i uszyłam.

Spódniczka zumbowa typu Skort, czyli spódnica z gaciami pod spodem :). Materiał: dzianina poliestrowa (96% poliester, 4% elastan). Tkanina jest lekko elastyczna, dość solidna, lejąca się, gładka. W pasie szeroka guma 5cm - ma co trzymać bo te "falbanki" to sporo materiału. Na zdjęciu akurat rozmiar XL z falbanką w kolorze fuksji. Kolorowa falbana w wersji wypuszczonej przez zumbę była siateczką z tiulu, która jak dla mnie wyglądała bidnie...więc podmieniłam ją tą samą dzianiną co cała spódniczka. Dzięki temu również falbana ładnie faluje i pasuje do czarnej części spódnicy. Koszt ten sam co tiulu, a efekt nieporównywalnie lepszy. Wyszła na bogato :))))

czwartek, 4 października 2012

***

Pamiętacie mój niedawny wpis Lepiej być miłym ?

No to dzisiaj trafiłam na fajny filmik ściśle związany z tematem: "Infolinia" - Maciej Stuhr


Miłego dnia bez konieczności załatwiania czegokolwiek przez infolinię Wam życzę :)

środa, 3 października 2012

Gadatliwość

Zwał jak zwał. Lubię sobie pogadać z ludźmi. U lekarza też gadam dużo, zadaję mnóstwo pytań bo ciekawska dusza jestem. Najgorzej pod tym względem jest u dentysty. No bo jak tu gadać z tym całym badziewiem w rozdziawionej paszczy? A najzabawniej gdy nie ma w gabinecie pomocy dentystycznej i dentysta mówi do pacjenta, czasem coś opowiada, a pacjent tylko daje znaki za pomocą unoszenia brwi i mrugania oczami.

Jak zabiegi są proste to jeszcze można na chwilę to wszystko powyjmować i coś powiedzieć. Ale jak sprawa jest poważna bo się akurat leży na fotelu chirurga, który musi swoją robotę zrobić - to danie czegokolwiek do zrozumienia, na przykład, że zaraz się utopisz z powodu zalania wodą, jest niewykonalne.

Moja wyobraźnia zaczęła zatem wędrować w rejon wynalazków. Na przykład możliwość przekazywania informacji bądź odpowiedzi przy pomocy konwertowania myśli pacjenta na słowo drukowane na ekranie. Nooo...to by było coś. Zakładasz "czapeczkę" z elektrodami i możesz rozmawiać nic nie mówiąc. Ale potem sobie pomyślałam: no dobra, odczytywanie myśli może być pożyteczne, ale jest jeden haczyk. Bo czy rzeczywiście byłoby dobre, gdyby na takim magicznym ekraniku wyświetlały się WSZYSTKIE nasze myśli, zwłaszcza te gdy zabieg jest paskudny i długotrwały?

;P

Miłego dnia! - życzy zmasakrowana wczoraj u pana chirurga szczękowego Brysia.