sobota, 21 lipca 2012

Komplementy “kuchenne”

Nie uważam się za dobrą kucharkę. Nie przepadam za pichceniem wymyślnych potraw, ani pięciodaniowych posiłków. Gotuję szybkie, proste obiady, starając się, by sterczenie przy garach nie trwało dłużej niż 15-20 minut. No, góóóra 30 od wielkiego dzwonu. A to dlatego, że jak się za długo nawącham przy gotowaniu, to już nie mam ochoty tego jeść. Jednak pilnuję, by jedzenie było dobrze doprawione i żeby składniki były dobrej jakości.

Kiedyś-kiedyś jednak usłyszałam, MEGA komplement na temat mojego pichcenia. MEGA - no bo czyż istnieje większy komplement, aniżeli usłyszany z ust osobistego ślubnego: “gotujesz lepiej niż moja mama”?

Do wczoraj sądziłam, że nie :). Wczoraj bowiem usłyszałam komplement jeszcze większego kalibru - od grymaśnej siedmiolatki: “Ciociu, ty takie dobre obiadki gotujesz, że powinnaś być normalnie kucharką w przedszkolu!”.

Życie lubi zaskakiwać ;).

A jaki był najlepszy komplement w tym temacie, którym uraczono was?

czwartek, 12 lipca 2012

...może bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca...


Ach, długo jeszcze po­leżę 
w szkla­nej wodzie, w sieci wo­dorostów, 
za­nim na­reszcie uwierzę, 
że mnie nie kocha­no, po prostu. 

/Maria Pawlikowska-Jasnorzewska/

wtorek, 10 lipca 2012

Dopiero przed a już po

Urlop...i po urlopie. Jutro z rana powrót do rzeczywistości. Pracy, zegarka, służbowej komórki.



Chyba sobie bardzo zasłużyłam na to wolne, bo pogoda była dla mnie wybitnie łaskawa. Przez cały czas przepiękna pogoda - i taka trochę na rower, i trochę do smażenia się, i trochę nocnych burz z piorunami. Czas wykorzystany maksymalnie.



Rowerkowanie, zumba, błogie lenistwo z książką, trochę spotkań, ciekawych imprez, nowych doświadczeń, a nawet w trakcie tego urlopu kota z mojego tymczasu znalazła stały dom.



Chyba najbardziej będę pamiętać występy kursantek Akademii Tańca Alhambra - zamieszczę jedynie nagranie z "finału" jako że nie życzą sobie udostępniania nagrań swoich choreografii ;)




Oraz imprezę na zakończenie sezonu w Studio Tańca Copa Cabana, która miała formę salsoteki i zumboteki, gdzie DJem był sam Hector Torres :)  Było genialnie, tańczyliśmy prawie do 4 rano :D



No...to "byle do urlopu!" :)))

wtorek, 3 lipca 2012

Postanowione!

Koniec z odbieraniem telefonów i smsów tuż przed umówionym spotkaniem z facetem. A już zwłaszcza pierwszym spotkaniem.

Taki telefon oznacza jedną z dwóch rzeczy:

a) facet spóźni się
b) facet jest na miejscu sporo wcześniej

W pierwszym przypadku jest d*pą wołową jeśli sobie nie umie sprawdzić na mapie trasy dojazdu, oszacować czasu dojazdu z marginesem bezpieczeństwa, albo jeśli nie potrafi zapytać przechodnia o drogę. Nie szanuje też kobiety, z którą się umówił dopuszczając możliwość spóźnienia się i pozwolenia na to by kobieta nań czekała. To on ma czekać.

W drugim przypadku reagowanie na telefon w czasie przygotowania do wyjścia bądź w drodze przeszkadza kobiecie w dotarciu na miejsce na czas, natomiast tekst “ja już jestem” ani niczego nie wnosi, a jedynie stresuje bo za nim kryje się oczekiwanie “zabij się ale przyjdź już bo JA jestem wcześniej”.

Od dziś dnia – moja komórka będzie wyłączona przy takich okazjach. Jak się facet nie pokaże na czas – to mnie nie ma :).

poniedziałek, 2 lipca 2012

Skarby na wyciągnięcie ręki, czyli Pławniowice.

W pierwszy urlopowy weekend, korzystając z przepięknej pogody, postanowiłam się wybrać na mały-dłuższy wypad rowerowy. Kierunek – Pławniowice, cel – Zespół Pałacowo-Parkowy. Nigdy nie byłam, a wstyd mieć pod nosem i nie odwiedzić. I nie wyżyć się fotograficznie Szeroki uśmiech.

 

Wybrałam trasę odpowiednią dla Gustawa, który lubi bezdroża, dziury i teren i pomknęłam przez pola w kierunku Ligoty Łabędzkiej.

IMG_9511

Sporo ludzi wybrało się zarówno na rowery, jak i nad wodę, wielu z tych ostatnich błądziło i poszukiwało u mnie informacji. Ja zwykle po bezdrożach jeżdżę na mapy turystyczne, więc mogłam zbłądzonym użyczyć do wglądu wraz z informacją gdzie aktualnie się znajdują. Ligota Łabędzka to już kawałek wąskiego asfaltu, dopiero w Rzeczycach asfalt zwinięty i zaczynają się koszmarne, wybrakowane, pokomunistyczne kafle, na których się można zabić. Zaraz po tym jak człowiek wpada w drgania, w bonusie uderza go koszmarny smród. To oznacza, że wjechało się w strefę świniarni rzeczyckiej. Chciałoby się przemknąć obok z prędkością dźwięku by jak najprędzej uciec przed tym odorem, ale nie pozwala na to owa okropna nawierzchnia. No i nie ma ucieczki, pozostaje myśleć o przyjemnych rzeczach aż do końca strefy. Kawałek drogi za strefą smrodu napotykam grupę rowerzystów, z których jeden akurat klei dętkę. Chyba ofiara zbyt dużej prędkości podczas próby ucieczki przed smrodem.

Dalej trasa jest milsza bo jest i asfalt, i czyste powietrze Puszczam oczko. W Taciszowie natrafiam na bocianie gniazdo, któremu urosły włosy:

IMG_9527

Dalej w kierunku Pławniowic prowadzi przyjemna droga. Same Pławniowice to miejscowość, gdzie można by śmiało postawić tabliczkę z napisem “koniec świata”. Kręta, wąska szosa ma sporo podjazdów i zjazdów, ale dla górala to nie problem.

Wreszcie dojeżdżam do celu, czyli bramy Zespołu Pałacowo-Parkowego. Przy wejściu trzeba kupić bilet-“cegiełkę” na renowację i utrzymanie zabytku – w zabójczej cenie 1 zł Puszczam oczko. Nie wolno jeździć rowerem po parku ale można rower zabrać ze sobą. Zauważyłam też stojaki na rowery.

Jako pierwsza rzuciła mi się w oczy prześliczna wieżyczka wozowni.

IMG_9533

Chwilkę odpoczęłam w cienistym zaułku w jej pobliżu, jednocześnie naprzeciw frontu pałacu, nieco przesłoniętym koronami drzew.

IMG_9564

IMG_9532

Siebie też uwieczniłam…

IMG_9555

A to wejście do kościoła i malowniczo je okalające drzewa.

IMG_9572

Po krótkim odpoczynku, bez pośpiechu zaczęłam się przechadzać wzdłuż parkowej alejki, doskonale bawiąc się podczas fotografowania.

Urzekający czubek wieży na tle pogodnego nieba…

IMG_9582

…Jej Wysokość Puszczam oczkoIMG_9594

…a te ławeczki Czerwone serce

IMG_9604

Nieco dalej na tyłach pałacu znajduje się nieduże jeziorko z ławeczkami dookoła.

IMG_9606

A to miejsce mnie absolutnie zachwyciło – taki zakątek zwany Eksedrą

IMG_9625

Ach, gdyby można było tu sobie spokojnie posiedzieć w samotności i podumać…

IMG_9634

Niestety ludzi sporo więc idę dalej. Docieram do strefy Alpinarium.

IMG_9639

IMG_9648

Kilka serii schodków, na których lepiej nie przysiadać jeśli się nie chce zostać oblezionym przez mrówki i docieram na tyły pałacu.

IMG_9653

A tam na podwyższeniu popiersie Angelusa BallestreroIMG_9656

Widok z podwyższenia na dziedziniec wewnętrzny i zaparkowany na dole Gustaw.

IMG_9660

Kieruję się powoli do wyjścia, więc idę tym razem ścieżką biegnącą tuż przy froncie pałacu by nacieszyć oko wszystkimi detalami z bliska.

IMG_9675

…i jak tu sobie nie wyobrażać tych wszystkich powozów podjeżdżających na dziedziniec?

IMG_9689

IMG_9694

Na sam koniec gdy już prawie wychodziłam z parku, włączono frontową fontannę. Momentalnie zrobił się przy niej ruch, podbiegały dzieci, ludzie robili sobie przy niej zdjęcia.

IMG_9703

Ale przyszedł czas wyjechać w drogę powrotną. Po drodze parę razy przystawałam by zrobić zdjęcia, bo jak tu zignorować tak bajeczne niebo rozciągające się nad łanami zbóż:

IMG_9713

…albo taaakie pole kukurydzy zdające się sięgać “aż do nieba”…

IMG_9727

A to miejsce pełne polnych kwiatów upatrzyłam sobie już w drodze do Pławniowic. Ale postanowiłam zrobić w nim sobie zdjęcie dopiero przy późno-popołudniowym słońcu, które daje ładniejsze światło.

IMG_9733

Tak oto po około 30 kilometrach i kilku godzinach dotarłam do domu. Ukurzona, zmęczona nadmiarem słońca, z aparatem pełnym zdjęć.

Mam nadzieję, że i Wam wycieczka przypadła do gustu Uśmiech

P.S. Tak informacyjnie dodam, że zdjęcia nie widziały photoshopa Szeroki uśmiech gdyby przypadkiem komuś przyszła do głowy taka wątpliwość…

niedziela, 1 lipca 2012

***

Jadę rowerkiem, przede mną całą szerokość chodnika zajmuje baaaaardzo szeroki pan z dwójką małych chłopców i oglądają fury z komisu. Zwalniam, w tym czasie jeden z chłopców szepcze panu, że trzeba się przesunąć. Pan się ogląda i rzecze:
- po chodnikach się nie jeździ pani kochana
- no tak, tylko że tu jest też ścieżka rowerowa – odpowiadam wesoło
- no ja nic o tym nie wiem żeby tu była ścieżka rowerowa
- bo to trzeba na znaki patrzeć, wie pan? – nie kryję ubawu i przejeżdżam dalej
Tu zmieszany i niezadowolony pan dwukrotnie chrząka, bo gdzieżby mógł powiedzieć “oj przepraszam, nie wiedziałem”, a w dodatku przy maluchach się wydało, że głupio wyskoczył a racji nie miał…