sobota, 12 maja 2012

Wczoraj i dziś ...

Tam, jazda do kuchni! 
Co? 
Na dwór?? 
Trzeba torty piec! 
Nie ma wychodzenia! 
Przytrzymaj! 
Zrób! 
Pozmywaj! 
Sprzątnij! 
Zrób mi miejsce! 
Pozmywaj! 
Bo jak pojutrze przyjadą to co? 
Trzeba jedzenie przygotować. 
Nie! 
To też trzeba ugotować! 
Pozmywaj! 
Posprzątaj! 
Pozmywaj bo tam znowu pełno! 
Jak to niepotrzebne? 
A co ciotka powie? 
Wyszoruj podłogi! 
Wyszoruj wszystkie kąty bo znowu Sanepid* przyjedzie! 
I co z tego że ładna pogoda?? 
A ta szafka to co? 
A tu za zasłoną? 
A czemu tu jeszcze nie poodkurzane? 
Przecież zaraz będą! 
To mają być starte kurze? 
A frędzle w dywanie kto wyczesze??
Co z tego że inni są nad wodą? 
Musisz być w domu bo co będzie jak goście przyjadą? 
W sumie nie wiem kto przyjedzie dziś a kto za tydzień. 
Nie wiem o której!
I tak nigdzie nie wyjdziesz! 
Przecież masz URODZINY!


Znienawidzony urodzinowy obrazek silnie zakodowany w mojej głowie z dawnych czasów.

* - "Sanepid" - siostra mamy, która będąc w gościach zaglądała ludziom we wszystkie kąty. Nie pytajcie dlaczego...

***

Postanowiłam - kiedyś będzie inaczej. Trochę to trwało by wyjść z błędnego koła utartych schematów. Przyzwyczaić otoczenie do myśli, że to nie kwestia jedynie słusznych powinności lecz indywidualnych chęci i własnego pomysłu na spędzanie wyjątkowych dni w roku.

Teraz TEN dzień jest MÓJ. Tylko mój. W tym dniu robię to co kocham najbardziej. Biorę urlop, wsiadam na rower i jadę tam gdzie mam ochotę. Zakup prezentu dla siebie samej (tak tak! można sobie samemu robić prezenty!), wyjazd w plener na zieloną trawkę, nad wodę, do parku, turystycznie na miasto.

Tak jest o wiele przyjemniej.



I zauważam, że otoczenie nie tylko powoli przyzwyczaja się do tych moich "dziwactw", ale również nieśmiało próbuje uskuteczniać podobne "dziwactwa" u siebie :).

Wszak takie klimaty są dość kuszące :))