środa, 28 marca 2012

No to się chwalę :)))

Zanim się chwalić będę, muszę przyznać, że narobiłam się jak koń, w 3 tygodnie nazasuwałam się fizycznie łącznie przez ponad 130 godzin. No i dało mi to w kość, bo wszystko mi teraz leci z rąk. Nakrętki, szklanki, drobne przedmioty, ostatnio rozwaliłam o beton bidon pełen wody a po kilkunastu sekundach omal nie rozwaliłam komórki w ten sam sposób ;). Ale przeżyła :D. Wczoraj to już w ogóle dałam popis zręczności, gdy w Lidlu przy kasie upuściłam wprost na ziemię jogurt o zabójczej wadze 150g - jogurt się rozwalił i zrobił niezły syf. Myślałam, że się spalę ze wstydu, no ale przeprosiłam, wytłumaczyłam się i pani kasjerka tylko wyraziła współczucie połączone z podziwem (aż dziw bo to taka niezbyt przyjemna pracownica tegoż Lidla).

No ale rąsia dojdzie do siebie a zadowolenie z siebie, brak konieczności użerania się z ekipą i krótki czas remontu są bezcenne! Co do cennych rzeczy, to sporo zaoszczędziłam kasy na robociźnie :D.

Panowie szpecjaliści mieli okazję się wykazać przy poprzednim remoncie i efekty były koszmarne. Niestety, jeśli nie chcę ładować wszędzie gładzi, które i tak popękają (tereny górnicze), jestem skazana na tapetowanie. Ściany są straszne bo to bloczyska budowane w PRLu, więc w żelbetowych płytach, z których je poskładano - można znaleźć dokładnie wszystko. A generalnie są tak nierówne, że w niektórych miejscach widać to nawet spod tłoczonych tapet, które zawsze wybieram by maskowały to i owo.

Przy okazji dokumentowania stanu "przed" i "po" remoncie, uwieczniło się kilka przykładów wtop, które się powtarzały we wszystkich pomieszczeniach. Sami zobaczcie:

Po co zrobić dobrze, skoro można zmaścić :)))

Na pierwszy ogień poszła sypialnia. Na niej de facto uczyłam się tapetowania więc pomyślałam, że jeśli mi coś nie wyjdzie, to i tak tam nikogo nie wpuszczam ;). Kiepsko wyszedł mi jeden narożnik - z dwóch pierwszych brytów jakie kładłam :)). Pozostałe narożniki wyszły już dobrze :). Jako że walczyłam samotnie, bardzo pomocna okazała się klapka przy drabinie, która normalnie służy do zrobienia z drabiny wózka 2-kołowego. Mnie ta klapka (strzałeczka na zdjęciu u dołu) służyła za podajnik do tapet, dzięki któremu mi się rolka nie brudziła klejem od ściany bo była odseparowana:
 O! To ten narożnik co mi nie wyszedł ;P Moje pierwsze niepewne kroczki gdy nie wiedziałam z której strony się za to zabrać, a tu jeszcze jakieś rurki od centralnego ;P

I tak sypialnia przed i po remoncie:

Kolejna była moja pracownia. Wybrałam zieleń bo ten kolor na mnie działa dość inspirująco i pozytywnie pobudzająco. Niestety, ten kolor na zdjęciach za chiny nie chciał mi wyjść realistycznie. Ale odcień jest zdecydowany i nietypowy :)) No i dopełniająco szaro-brązowy.

Najpaskudniejsza robota była z przedpokojem i holem. O akcji w przedpokoju już wylewałam swoje żale we wpisie "O fachowcach". Przedpokój teraz przynależy do części biurowej, muszę jeszcze machnąć tam jakiś parawanik czy coś w tym rodzaju.

Natomiast hol jest wielki i ma masę dupereli, które trzeba ominąć, wymierzyć, kombinować, więc pracochłonne to to było. Udało mi się jednak zyskać dodatkowe "pomieszczenie" w głównej jego części, oddzielając ją optycznie i nieco skracając względem szerokości.

Teraz to mi się kompletnie nie podoba salon, który wygląda koszmarnie, choć przed remontem i tak był najbardziej "wydarzonym" pomieszczeniem. Ale to na razie odległy, zwłaszcza finansowo, temat ;)

Odpoczywam więc :))))

poniedziałek, 26 marca 2012

Fajrant!


Naczelny Fizol skończył robotę :))
Remont, po 3 tygodniach, dobiegł końca!
Odpoczywam i kuruję przeciążenia :D
Foty...jak się obudzę ;P

niedziela, 25 marca 2012

Happy End

Wreszcie. Wszystko co planowałam - wytapetowane. Czy będę coś ozdabiać - zastanowię się jutro...tzn dziś. Ale po nocy :D Dziś śpimy godzinę krócej, będzie dłużej jasno - hurraaaaa! Czekałam na ten moment całą zimę!

Teraz trzeba do końca posprzątać dom po remoncie. A potem dłuuugo nie chcę widzieć pędzla i innych takich ustrojstw ;). Wreszcie będę się cieszyć wiosną na maksa no i trzeba przetrzepać szafę, wyjąć wiosenne rzeczy :D Życie jest piękne...tylko niech mnie przestaną boleć nogi, plecy, rąsie ;P I niech poznikają te wszystkie siniaki od drabiny :D

Miłego pierwszego DŁUGIEGO DNIA!

środa, 21 marca 2012

Ostatnia prosta

...oby była prosta i bez zakrętów sobie bym bardzo życzyła :)

W niedzielę i poniedziałek pozwoliłam ciut odpocząć przeciążonej ręce. Przy okazji wykorzystałam przepiękną niedzielę na rowerkowanie. Natomiast wczoraj i dziś po pracy dałam radę wywalić cały hol do góry nogami i wyprowadzić na czysto, czyli by można było zacząć tapetowanie. Hol jest WIELKI i jest tam co robić, ale to już finisz z tego co zaplanowałam do zrobienia na teraz.

A potem to już tylko przyjemności czyli zakup wieszaczka, komódki, rolet i innych drobnych pierdółek :). I obijanie się :)))

Przy okazji remontu sypialni - przestawiłam łóżko w inne miejsce i nagle - odpukać - od tej pory lepiej sypiam! Jaja jak berety o.O

wtorek, 20 marca 2012

NO!

Dziś astronomiczna, jutro kalendarzowa - oj strasznie mieszają z tymi datami, kiedyś było prościej :D
Dzień wagarowicza, 21 marca, topiło się marzannę w śmierdzącej Kłodnicy, czasem się ją litościwie paliło, było przebieranie się, gra w butelkę albo jakieś hece się robiło. Hmm... a może tak jutro na wagary? To też jakaś myśl ;P

Tak czy owak, mamy WIOSNĘ , nawet się względnie pani Pogoda dostosowała :) U mnie słonko od rana daje czadu.

Nie mogę się doczekać jak krzew złotego deszczu pod moim blokiem zakwitnie na złoto :))
Wszystkim pięknej pogody - tej za oknem i tej w głowie - życzę :))))

niedziela, 18 marca 2012

Taka myśl mnie naszła...

...że ostatnio coś za często łapię się na wypowiadaniu frazy: "jestem przyzwyczajona, że robię coś-tam SAMA".
I nie wiem czy to dobrze - nie że mówię, tylko że jestem przyzwyczajona.
[zastanawia się]

sobota, 17 marca 2012

O fachowcach


Był sobie przedpokój.
Rodziciele daaawno temu mieli fantazję i pomalowali go wściekle czerwony kolor bo chcieli "w cegiełkę".
Ale farba brudziła bo była z tych dawnych, wrednych farb.
No więc koszmarna farba, zamiast zdrapana, została przykryta boazerią.

Przy ostatnim remoncie, boazeria została zerwana bo przedpokój miał zostać wytapetowany.
Teraz po kilku latach zrywam starą tapetę, a tam...CZERWONA FARBA!
Myślałam, że mnie szlag trafi.

Wniosek? Pańskie oko konia tuczy.
Jak chcesz mieć porządnie zrobiony remont, nawet w jeszcze niezamieszkałym domu, bierz urlop i siedź z panami "fachowcami" w tym syfie i hałasie i gap im się na ręce jeśli nie chcesz mieć niespodzianek.

Panom "fachowcom" się nie chciało za jednym syfem, w pustym mieszkaniu, wziąć szlifierki i zeszlifować tego paskudztwa. Szybciutko zatapetowali i nie było widać fuszery. Co ciekawsze, gdzieniegdzie zaszpachlowali ten syf! O.O

Tylko po kiego grzyba brać fachowców, skoro - zamiast wykonywać swoją pracę - trzeba brać urlop i siedzieć cały czas by pilnować jak dzieci w przedszkolu? Jak mam siedzieć w tym syfie i patrzeć to wolę sobie to sama zrobić :).

Tak więc z powodu tego typu niespodziewanek pod tapetami, jestem dwa dni w plecy, mam zajechaną rękę i zaliczyłam kryzys remontowy, ale i tak dziś udało mi się ukończyć pracownię i przenieść do niej sprzęt. Jestem z siebie dumna, a zieleń którą wybrałam, wygląda bosko! :). Jutro dzień przerwy - mam nadzieję porowerkować przy pięknej pogodzie. Został hol i kawałek przedpokoju :D Ale najgorsze za mną :)))

piątek, 16 marca 2012

Żyję!

Ale mam serdecznie dosyć.
Obiecuję sobie, że jeszcze troszkę, jeszcze ciut pociągnę :)
Idę sobie Was poczytać bom zbyt znużona remontem by o nim dziś pisać a nic innego się u mnie nie dzieje chwilowo. A przynajmniej nie przypominam sobie ;).
Jeszcze trochę i mi pędzel na stałe przyrośnie do jednej ręki a szmatka do wygładzania tapet - do drugiej.
Ale żyję i daję radę :)))
Jak to każda SuperWoman :))))

poniedziałek, 12 marca 2012

Krótko i na temat bo padam na nos :))

Sypialnia ukończona, pękam z dumy.
STOP
Rozwalam pracownię, przedpokój i hall.
STOP
Kobieta-Demolka nadal w akcji.
STOP
Tydzień zasuwania przy remoncie - 2 kilo mniej! O.O
STOP
A nie mówiłam że niezły fitness? :D
STOP

niedziela, 11 marca 2012

Tak się zastanawiam...

...czy to, że gdy czytam któryś-tam raz w komentarzach na portalach różnistych słowo "Grycanki" i kompletnie nie wiem o co chodzi, oznacza że jestem:

a) nierozgarnięta
b) zacofana
c) niedoinformowana
d) szczęśliwa

???
:)))

Nie mam pojęcia...

...ile razy dziś właziłam na i złaziłam z drabiny. Niezły fitness, taki całodniowy.

Efekt? Pokój wytapetowany a ja mam już niezłą wprawę. Najgorsze są wycinanki na ścianie okiennej - tu kawałek ściany, tu wnęka, tu jakiś parapet, a na deser koszmarny, dociśnięty do ściany żeberkowy kaloryfer. Zapomniałam o gniazdku :D. Wszystko na jednej ścianie.

Jakość wykonania - pierwsza klasa :)). Powiem nieskromnie, że już daaawno w tym mieszkaniu tapety nie były tak dobrze położone. Jestem SuperWoman bez dwóch zdań! :)))

Jutro trzeba wszystko umyć i wprowadzić się z powrotem. Koniec spania na kanapie! 

Kolorystyka sypialni nasuwa mi teraz skojarzenie z... czekoladą :P A dokładniej z łaciatą milką :))))

piątek, 9 marca 2012

Urlop :)

foto z sieci
Przyszły tydzień będzie u mnie urlopowo-remontowy :).

Sypialnia już ładnie pomalowana gdzie trzeba, zaszpachlowana i wyschnięta. Można tapetować. Wczorajszy dzień sobie odpuściłam z racji ciężkiego dnia w pracy i zdecydowałam się na odpoczynek w pozycji horyzontalnej :). Ale dziś już wracam do dalszych robót.

Mam nadzieję w weekend wprowadzić się już do sypialni z powrotem, natomiast przyszły tydzień będzie pod znakiem rozwalania pracowni. Już się boję jej wynoszenia i demontowania ;P Mam zamiar stworzyć sobie przyjemne miejsce pracy, w związku z czym wybrałam kolor zieleni. Dla mnie to chyba najbardziej pobudzająca wenę barwa :)))

Zastanawiam się, czy w ramach urlopu nie zdeponować obu lapków u kumpeli by mnie nie korciło usiąść przy kompie ;P . To byłby dopiero odwyk :D..

wtorek, 6 marca 2012

Praca wre :)

Tempo zawrotne.
W ciągu dzisiejszego dnia zdołałam wyprowadzić pokój tak, że jutro można kłaść tapety.
Czyli stare powłoki zdarte, ściany oczyszczone, syf po wszystkim ogarnięty, sufit pomalowany. No, może jeszcze zaszpachluję tu i ówdzie gdzie trzeba...jeśli będzie trzeba ;).
Fajnie, że jeszcze jest sezon grzewczy - ściany ładnie szybko schną :)

Skrobanie ścian jest tak cudownie odmóżdżające...

P.S. Przydałby się masażysta...wszystko mnie boli ;) w nadziei, że to pomoże uniknąć nadmiernych zakwasów i boleści, po wszystkim zafundowałam sobie rozciąganie :P

P.P.S Idę spać :D
...co tam że z kurami ;)

sobota, 3 marca 2012

Czasem...

człowiek musi sobie coś rozwalić...zniszczyć... :))). To takie oczyszczające ... :)

I ja szykuję się do rozwalania. Nie mogę się już doczekać jak się rzucę na moje ściany ze szpachelką by pozdzierać stare tapety. Tak tak, zgadliście - będzie REMONT! Nie mogę już patrzeć na moją chałupę, najwyższy czas coś z tym zrobić.

Oto zestaw kolorów na najbliższy etap remontu:

Oj prawda...wychodzi na to, że kocham stonowane kolory ziemi :)
Na razie jeszcze myślę nad kolorami do salonu, po głowie mi ciągle chodzi zestaw granat+niebieski jasny. Bo niebieskości też lubię.

Na pierwszy ogień pójdzie sypialnia (kolory nr 3 i 4). Czeka mnie spanie na kanapie w salonie. A przedtem muszę jakoś zniknąć z sypialni to wielkie łoże.

Potem w planach pracownia z przedsionkiem (kolory nr 1 i 2), na końcu wielki hall (kolory nr 2 i 5).

Wszystko wskazuje na to, że będzie rozwalanko jak się patrzy. I mój pierwszy raz z samodzielnym tapetowaniem :D.

Tapetki zamówione, wszystkie pędzle, wałki i inne niezbędne duperele kupione. Jak to dobrze, że mam tak mało gratów w sypialni... Gorzej będzie z wyniesieniem biura. Ale dam radę! Tylko kot przebywający u mnie na tymczasie może się ciut stresować - kociszcze nie lubią takich przestawianek i rozgardiaszu :)

Trzymajcie kciuki za:
  • sprawne zdarcie starych tapet
  • równe przyklejenie nowych
  • brak strat w ludziach ;P
:)))
18 DDW