czwartek, 22 grudnia 2011

Dla tych co świętują...

 Wesołych Świąt!

 
Dla tych, co nie świętują - cudownego dłuższego weekendu!

Dla wszystkich - Wszystkiego dobrego w nadchodzącym Nowym Roku!

Ja wolne dni wykorzystam na leniuchowanie i czytanie książek :) A Wy?

sobota, 10 grudnia 2011

Co tam na sali?

Kołowrotek kołowrotkiem a na salę wrócić w końcu by wypadało :)
No to wróciłam. Po 4 miesiącach przerwy mocno się czuje różnicę - ciało nie słucha tak jak by się tego chciało. Jednak okazało się, że nie wygląda to tak źle jak kiepsko ja to czuję ;P No więc coś wkleję :).



Ależ radocha :)))

niedziela, 4 grudnia 2011

W biegu

Czas sukcesywnie przyspiesza, ostatnimi czasy pędzi jak szalony. Dopiero było lato, nagle się zrobił październik, a tu ni z tego ni z owego nastał grudzień a mój ostatni blogowy wpis datowany jest na prawie miesiąc temu.

Żyję w jakimś kompletnym kołowrocie, gdzie mnóstwo zajęć jest zarówno w pracy, jak i po pracy. W pracy nie wiadomo gdzie ręce włożyć, na po pracy zorganizowałam sobie porządkowanie mojego świata. I tak szybko się robi ciemno, to jeśli człowiek się zajmie czymś konstruktywnym - pojawia się satysfakcja, że coś jest zrobione i że nie traci się na to pięknych, ciepłych dni wiosny tudzież lata.

Nie zapominam też o zdrowiu, więc biegam na fitness, przy okazji naprawiam kolana, które kiedyś-tam człowiek sobie zajechał bo był młody i głupi, a teraz się to mści. Niby wylewam hektolitry potu na fitnessie, niby pilnuję tego co wkładam do otworu gębowego celem pożarcia...ale jak na złość efekty są marne. No ale nie nastawiałam się na szybkie (i nietrwałe) efekty. Wolę powolutku zmieniać swoje nawyki by czuć się lepiej i zdrowiej we własnym ciele. Bo nie zawsze "chudość" jest tożsama z "dobrym samopoczuciem".

Chwilowo zastąpiłam taniec arabski nieco inną, bardziej hardkorową formą jaką jest zumba (dance fitness). Mogę tam poszaleć do granic wytrzymałości, a po zajęciach rogal nie schodzi mi z twarzy. No...może i schodzi, ale dopiero na następny dzień. Rano. Jak coś mnie w pracy wkurzy ;).

Jednak w miarę jak kolanka mają się coraz lepiej, mogę podejmować znów więcej aktywności, tak więc zaliczyło się jakieś zajęcia "fatburning" i "BPU". No i powolutku myślę o dołożeniu tańca :).

Dużo wszystkiego do ogarnięcia, sporo stresów, w tym porządnych "wkurwów finansowych" ale daję radę.

Nawet już przestałam się emocjonować nadejściem jesieni, perspektywą zimy, wybitnie krótkich dni i wszechobecnego, nieprzyjemnego zimna - ani się obejrzę, a znów będzie wiosna. Prawdopodobnie tak samo mnie zastanie jak jesień. W biegu. I z niedoczasem.