czwartek, 27 stycznia 2011

Wreszcie ruszyłam tyłek

...i polazłam na salę do klubu fitness. Kumpela chora, więc cała sala do mojej dyspozycji - można było poszaleć no i poćwiczyć wszelkie kroki i kroczki służące do przemieszczania się. No i jestem ciut zła bo dalej mam problem z chodzeniem kółeczkiem omi na boki. W sumie w lewo to już coś-tam zaczynam łapać, ale w prawo to moje ciało kompletnie nie jarzy o co chodzi :/. Norma. Ponoć każdy człowiek ma mocniejszą jedną stronę ;).

Dałam sobie niezły wycisk a dobry wycisk działa oczyszczająco. Najlepszy na smutki i osobiste problemy.
Na zdjęcia dziś czasu nie miałam to wrzucę ostatnie zrobione przeze mnie przy domowym treningu (ci co chodzą po fejsbuku już widzieli ;) )


Generalnie ten bądź co bądź krótki urlop spędzam bardzo aktywnie. Aż sama jestem zdziwiona nagłym przypływem chęci do aktywności fizycznej. Właściwie codziennie coś robię :). I dobrze mi z tym :)

Cóż...

...to chyba by było na tyle...

środa, 26 stycznia 2011

Urlopowa kontemplacja

Najważniejsze w życiu jest bycie wiernym sobie i swoim przekonaniom. Czasem sytuacje ekstremalne wymagają od człowieka cierpliwości i schowania swojej dumy, a nawet własnych potrzeb do kieszeni – to fakt. Jednak szczęśliwy ten, który potrafi wyznaczyć granice i się ich trzyma w warunkach tzw. normalnych. Nie ma sensu nikogo urabiać tak by się wpasował w nasz ideał – lepiej bacznie obiekt obserwować i wyciągać wnioski. Pasuje? – ok. Nie pasuje? – na drzewo.
A tymczasem korzystam z uroków krótkiego urlopu. Po 9-kilometrowym spacerze z przyjaciółmi przypominającym sztafetę i gorrrrącym prysznicu, obłożona wysępionymi książkami (własne już wszystkie przeczytane razy pińcet Szeroki uśmiech ), pod ciepłym kocykiem, z gorącą herbatką z malinami w ręku, zagryzając rogalikami z różą kontempluję, rozmyślam, poddaję się refleksyjnemu nastrojowi. Za oknem prószy śnieżek, obok mnie słodko śpią koty. Czyż trzeba mi więcej do szczęścia? Puszczam oczko
Miłego dnia!
P.S. Dorwałam dziś w sklepie zawieszkę na łańcuszek – to chyba Neptun, ale mnie wygląda na diabełka Uśmiech. Przynajmniej takie było moje pierwsze skojarzenie. Podoba mi się – od dziś jestem diabełkiem Szeroki uśmiech takim z widłami Szeroki uśmiech

P.P.S. Wklejam foto specjalnie dla El ;)
I jak? Bardziej Neptun czy Diabełek? :D

wtorek, 25 stycznia 2011

Home sweet home...

Godzina 2:00 w nocy...
Na górze róże na dole fiołki... nie, źle.

Inaczej:
Na górze awantura, na dole chrapanie
A ja tu pomiędzy pierdolca dostaję

Godzina 2:40, może będzie już cisza (wreszcie)
Fraza "uciążliwy sąsiad" w google
K**** mać! - chyba mam po spaniu :/

Ot uroki mieszkania w bloku

niedziela, 16 stycznia 2011

Zaklinam zimę

...i szukam sobie kiecek na lato :). Zima póki co straciła pazury i człowiek się chwilowo poczuł bliżej wiosny. Zresztą czas śmiga jak szalony i za chwilę rzeczywiście się zrobi lato :). Tym razem ambitnie dopadłam stronę bonprixa - mają ciekawe fasony, więc można znaleźć coś dla siebie. A ja kocham letnie sukienki, więc z pewnością zaszaleję :). Mam nadzieję, że gdy już zaszaleję to nie zbankrutuję hyhy... ;)

Z innych tematów bieżących...
Ostatnio panowie i panie w telewizji się bardzo gorączkują pewnym raportem. Generalnie gdy słyszę słowo "smoleńsk", momentalnie chwytam pilota i przełączam kanał. Dziś sobie jednak grzebiąc przy kompie słuchałam jednym uchem tych bzdur na TVN24 - nawet nie wiem dlaczego mnie naszło na katowanie się tym :). Niestety raporcik dość mocno pokrywa się z moimi odczuciami. Ja bym jeszcze w tym raporcie dopisała, że inicjatorem tej presji wywieranej na pilotów był ś.p. prezydent kaczor. Ale na to pewnie nie ma dowodów to nie mogli napisać. Znając jednak tych ludzi na górze, można się wielu rzeczy domyślić. Nie wiem o co tyle krzyku... jeszcze się okazuje, że o tak wczesnej porze pan generał już sobie musiał golnąć jednego albo i drugiego. Kurka - ot pikny obrazek, zresztą podejrzanie podobny do tego, który mogliśmy kiedyś obejrzeć w filmie "Kariera Nikosia Dyzmy".

Ja mam tylko nadzieję, że ci co próbowali wywołać - jak to nazywali po swojemu - wojnę polsko-polską (w przełożeniu na prawidłowy j. polski: "wojnę domową"), nie wywołają nie daj buk jakiego konfliktu Polska-Rosja.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Mam takie dziwne przeczucie...

...graniczące z pewnością, że gdybym zamiast pracować co chwila ganiała po mieście z wieńcami i opowiadała o swoich urojeniach, to bym bardzo szybko wyleciała z roboty.

piątek, 7 stycznia 2011

Kasa

Przychodzi i odchodzi - tak już z nią jest.
Jednak w jednej kwestii pieniądze są nieocenione.
Poznając czyjś stosunek do nich można się dość skutecznie przekonać z jakim typem człowieka ma się do czynienia. Fakt, czasem to bywa kosztowne doświadczenie ;), no ALE - one odchodzą... i przychodzą ;).

niedziela, 2 stycznia 2011

Na luzie

W sylwestrową noc wrzuciłam wreszcie na luz i postanowiłam wreszcie zająć się sobą. Nakazałam ekipie, wybierającej się na większą imprezę na sali, taniać w intencji mojego dobrego sylwestrowego snu :D i o godzinie 19:30 wyłączyłam lapka, unieszkodliwiłam komórkę ...i odetchnęłam z ulgą.

Domowe SPA, dobre jedzonko, nieśmiertelny Kogel-mogel w TiVi obie części. Bosko! O północy przekonałam się, że należało jednak przerobić lekcję z fotografowania fajerwerków ;). Ale olałam niepowodzenie i po prostu wykasowałam wszystkie foty :D. Fajerwerki są co roku, tak że może innym razem się uda.

A po północy...seans filmowy. I to nie byle jaki :). Wreszcie miałam okazję obejrzeć "Marzenia Loli", czyli "Whatever Lola Wants". Cudowny, klimatyczny film o odkrywaniu tajemnic tańca arabskiego przez Amerykankę. Polecam wszystkim! Film mnie na tyle zainspirował, że już w Nowy Rok poderwałam moje czcigodne cztery litery z kanapy by poćwiczyć.

A tak generalnie to na tym luzie sylwestrowym jadę do dziś :).
Wszystkim w Nowym Roku życzę zatem dużo luzu! ;)