środa, 29 grudnia 2010

Coś

...ewidentnie w powietrzu wisi. Niedobrego coś. Ludzie wokół mnie ciągle jacyś wkurzeni, marudni, niezadowoleni, czepialscy i sfrustrowani. Wszystko fajnie...ale w tej całej zabawie niefajne jest to, że jeśli jest strona, która chce bezkarnie wyładowywać swoje frustracje i nie panować nad swoimi humorkami, musi być też strona, która to wszystko absorbuje, wyhamowuje i nie daje się "nakręcić". Inaczej byłby ogień na dachu. No a jeśli by tak każdy chciał "mieć humorki", łazić i się wyżywać na innych, to gdzie mieliby niby być ci co się nie dają sprowokować i mimo nerwowej atmosfery zachowują spokój?

Chyba potrzebuję wolnego i wyłączenia komórki :/ przynajmniej na jakiś czas. Ale to dopiero za jakiś czas...

środa, 22 grudnia 2010

Idą święta

Wszystkim blogowym Sąsiadom
ślę życzenia wesołych, rodzinnych, pełnych ciepła i spokoju
Świąt Bożego Narodzenia
a także pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku!

Dedykuję Wam jedną z moich ulubionych kolęd :)
spokojnie...to wcale nie oznacza "nawrócenia" - po prostu lubię kolędy i klimacik :D

niedziela, 19 grudnia 2010

Nim stopnieje śnieg, trochę pofocić wypada

W sobotę się wybyczyłam więc w niedzielę nadrabiam :). I już z rana poderwałam czcigodne cztery litery, kijaszki w dłoń, aparat w plecak i myk-myk - w las :).
Co więcej - pod wieczór poprawiłam. Szwendacz ustawiony na max :).
Rozpisywać się dziś nie będę, za to wrzucę fociszonów garść :D
Tory kolejowe w lesie a wygląda jakby ktoś piechtolotem ciągnął jakieś wielkie sanki :D
Kawałek szyny żeby nie było wątpliwości, że to jednak przysypane tory
Strasznie mi się podobały te fale śnieżne, które utworzyły się na belkach podtrzymujących tory
Słonko próbowało przeświecać przez drzewa, ale słabo mu szło

A to - jak każdy widzi - ja we własnej osobie, god bless samowyzwalacz+kadrowanie :D

Życzę miłego przedświątecznego tygodnia roboczego ;P

sobota, 18 grudnia 2010

Zimowe lenistwo

Za oknem cudna zima, ale jakoś nadchodzących świąt się nie czuje gdy w pracy zajęć mnóstwo. Człowiek chodzi zakręcony i nakręcony taki - i raczej o przyjemnych rzeczach nie myśli. Święta dla mnie to przede wszystkim przerwa w pracy i okazja by się pobyczyć do góry brzuchem leżąc, zajmując się nicnierobieniem.

Trochę mnie dołuje ten wcześnie zapadający zmrok, ale dobra wiadomość jest taka, że już za parę dni dzień się przestanie skracać, a zacznie sukcesywnie wydłużać :).

Mam też powody do radości w życiu tak zwanym prywatnym ;), wreszcie się przejaśniło na zachodzie bo u Boskiego nastąpił przełom, na który czekaliśmy wiele miesięcy. Do tego dochodzi przynosząca wielką satysfakcję działalność na rzecz zwierzaków. Wróć - przełom. Nie mówiłam? Nie mówiłam... Tak to jest, że gdy dzieje się coś bardzo, bardzo złego, człowiekowi się nawet o tym gadać nie chce, gryzie się z tym sam. Teraz gdy już, mam nadzieję, zagrożenie dla życia powoli odchodzi, mogę trochę odetchnąć. Czuję jakby opadła gruba, ciężka i czarna kurtyna. Tutaj powiem tylko tyle kochani - ostrożnie z grypą i doleczajcie ją! Bo jak się trafią powikłania, może być różnie. Wiem doskonale, że gdyby to wszystko się działo w Polsce, przy opieszałości polskiej służby zdrowia i oszczędzaniu na wszystkim, Jego już by nie było wśród żywych. Ale że się wszystko rozgrywało w Stanach, skończyło się na rocznej walce w warunkach szpitalnych i balansowaniu na granicy...wiadomo czego.

A tymczasem...śnieżek prószy za oknem, koty śpią na fotelu w jakiejś wymyślnej pozie, ja się byczę i zastanawiam czy nie ruszyć czterech liter z chałupy...tylko że coś się już (!?) ciemno robi. Każda wymówka dobra by nie ruszyć tyłka z ciepłej kanapy ;)

Miłego dnia!

niedziela, 5 grudnia 2010

Klimatycznie ciut

Leniwa niedziela pod znakiem igły w dłoni, bajeczna zima za oknem i świadomość ciepełka domowego gdy na dworze zimno. Zebrało mi się na wspominki i starocie i jakoś od rana chodzi za mną to:


Dream a little dream of me - Mama Cass Elliot

No więc szyję sobie spokojnie i nucę :)
Miłej niedzieli!

czwartek, 2 grudnia 2010

Brnąć w zaspach czy nie brnąć :)

Śniegu dużo, odśnieżają średnio a co odśnieżą to znów napada. Chodzi się raczej ciężko, jednak już teraz nie zastanawiam się długo - po prostu na spacer biorę kije bo ułatwiają chodzenie w zaspach, po śniegu pod którym jest lód. Dzięki kijaszkom nie ma się wrażenia, że się robi krok w przód-2/3 kroku w tył.

Przy okazji dziś miałam okazję zrobić porządny chrzest bojowy nabytemu niedawno obuwiu. Byłam ciekawa straszniście, jak te leciutkie i wyglądające na cienkie butki poradzą sobie w śniegu i na mrozie. No i zdały egzamin! Nic nie przemaka, nie czuć żadnego chłodu a noga się nie poci :). Teraz mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że nie żałuję żadnej z wielu złotówek wydanych na nie. Inwestycja, tym razem we własne stópki - dołącza do grona moich najlepsiejszych :D.

Kijki nordikowe też się super sprawdzają, są lekkie a jednocześnie mocne. Ludzie dopytują  czy się dobrze z tym chodzi, dziś jednym z zaczepiających był nawet starszy pan idący o lasce. Tak tak! - ludzie zaczepiają, zatrzymują i pytają co, jak i gdzie :).

Edit:
Wstawiam info o butkach na życzenie Czarnego Pieprzu i Stardust :)
źródło obrazka sklep Presto, dokładny opis tutaj