wtorek, 26 października 2010

Spotkania mniej i bardziej pożądane :)

Jak co rano pędzę ze sklepu ze śniadankiem. Na horyzoncie moja "ulubiona" Starsza Pani - Fanka Rydzyka.
- Dzień dobryyy - kłaniam się w biegu mijając Panią
- A ty to się zawsze taaak spieszysz! - odpowiada z wdzięcznym uśmiechem niebezpiecznie zwalniając
- No wie Pani do pracy trzeba - odpowiadam uprzejmie i w pięćdziesięciu procentach zgodnie z prawdą
Na co woła za mną Pani Starsza: - A to nie ma się co spieszyć! Tam nikt nie czeka!
- o.O
Rzuciłam za siebie przez ramię uśmiech i pomyślałam tylko: ciekawe czy będzie tego samego zdania gdy następny raz będzie żwawo gnać do kościoła ;)

A teraz kawusia i do pracy!
Miłego dnia!

niedziela, 17 października 2010

Naiwniara jestem ;)

Dotąd sądziłam, że do pomagania kotom potrzeba warunków, czasu, cierpliwości i serca. Okazuje się, że trzeba mieć jeszcze stalowe nerwy do niektórych porąbanych ludzi na kocich forach :).

Dodawanie takich "kwiatków" do ignorowanych częściowo rozwiązuje problem, ale zanim się człowiek dowie, że trzeba delikwenta dorzucić do czarnej listy, trzeba się nieźle wkurzyć :).

czwartek, 14 października 2010

No muszę, po prostu muszę

...to wrzucić :D. Poprawiło mi humora chyba na resztę dnia
Z serii nie rób tego sam w domu - pralka i cegła


Komentarze pod filmem jeszcze lepsze:

  • Ch_j z pralką szkoda kwiatków ;]
  • Jebana ale skacze, jak ziomale na LOVE PARADE
Uwaga
  • ale ta prlka ma ADHD;/ Xd pozdro za pomysl: D
  • i teraz będziesz chodził w brudnych gaciach :p
  • a potem ładny pewnie opierdol był :D

 Miłego dnia :)

sobota, 9 października 2010

Muzyka, która mnie przenika

Do zabawy zaprosiła mnie El.
wybierzcie 3 utwory, które są dla Was najważniejsze; takie, co to szarpią struny duszy, które budują Wasze wspomnienia... pozwólcie innym poznać te ważne z jakiegoś tam powodu dla Was dźwięki...
- wklejcie linka z YouTube, albo podajcie tytuł i wykonawcę i jak to bywa w szczęśliwych łańcuszkach (czy ja kiedyś pisałam, że niekoniecznie popieram ??) - zachęćcie 3 osoby, żeby podzieliły się z innymi muzyką swojej duszy

W sumie niemałe wyzwanie wybrać 3 utwory. Jest sporo takich, które szarpią jakąś strunę mojej duszy, odnoszą się do wspomnień z różnych okresów życia. No ale spróbuję (choć nie wiem, czy np. za tydzień nie wybrałabym innych) ;)

Absolutny numer 1: "Nothing else matters" - Metallica

Numer 2: "Ocalić od zapomnienia" - Marek Grechuta

Numer 3: "Kochać" - Piotr Szczepanik

Zapraszam do podzielenia się swoimi typami wszystkich którzy mają na to ochotę :)

czwartek, 7 października 2010

Rok z łokingowaniem

Ależ ten czas przeleciał. Rok temu zastanawiałam się jak to będzie chodzić z kijkami po lesie. Drugą rzeczą nad którą się zastanawiałam było to, ile z nimi pochodzę i czy w ogóle mi ten rodzaj aktywności będzie odpowiadał. Dorwałam jakieś lidlowskie kije trekkingowe "na próbę" i pomyślałam, że jeśli rzeczywiście po kilku razach nie pójdą w kąt, to kupię sobie porządne do nordika.

Minął rok. Łaziłam jesienią nawet gdy z nieba dosłownie waliło żabami, kijkowałam zimą, z przyjemnością odkrywając jak łatwo się dzięki nim chodzi po lesie w zaspach śnieżnych. Robiłam wypady wiosną gdy na nic innego jakoś pogody dobrej nie było. No i latem mimo komarów, z poświęceniem w długich spodniach, dłuższymi rękawami i czapeczką na głowie bo jak ręce zajęte to paskudy nawet po głowie żrą.

I stwierdzam: to jest doskonały rodzaj aktywności! I mam zamiar kijkować dalej :)

Z okazji rocznicy kijkowania zainwestowałam w dobre buty na sezon jesienno-zimowo-wiosenny oraz w porządne kije. Tak - te właściwe do nordika :D. Przez cały rok chodziłam z trekkingowymi i uważam, że da się nauczyć prawidłowego łokingowania nawet bez rękawiczki, która ułatwia chwytanie kija po fazie jego puszczenia. Tylko trzeba zręczności do tego :).

Dziś "ochrzciłam" przelotem przez las zarówno nowiutkie buty, jak i kijki. I jedno, i drugie leciutkie i wygodne. Spotkałam po drodze starsze małżeństwo. Mili państwo zatrzymali mnie i rozpytali dokładnie co i jak z tymi kijami, gdzie kupić, ile kosztuje itd. A w zeszły weekend uczyłam łokingowania moją mamę :). Spodobało jej się :) Przyznała też, że z nimi jakoś tak inaczej się chodzi - dużo lżej.

Polecam!

wtorek, 5 października 2010

W ofercie od czwartku :)

Pewnego czwartkowego poranka jak zwykle wybierałam się do piekarni po świeże pieczywko. Jednak tym razem zamierzałam za jedną drogą odwiedzić Lidla by kupić sobie i kumpeli pelerynę przeciwdeszczową. Już nie raz nas deszcz zlał, zresztą często łazimy na spacery bądź kijkowanie w taką pogodę, że nikt normalny nie wyścibiłby nosa z domu. Nie chciało mi się schodzić dwa razy na zakupy a Lidl czynny dopiero od 8.
Gdzieś dziesięć minut przed ósmą zerknęłam przez okno pracowni: "o żesz...ludziska za komuną tęsknią" - mruknęłam, widząc sterczących już pod Lidlem, pilnujących zamkniętych drzwi ludzi. Im bliżej 8, tym więcej luda. Kilka minut po 8 pod Lidlem zrobiło się pusto - o! otwarte. Przyszła pora iść po śniadanko i sprawdzić jakie pelerynki w Lidlu dają :).

Uzbrojona w wózek weszłam do środka, z zadowoleniem stwierdzając, że market świeci pustkami. Pomyślałam, że może ludziska już sobie poszli. Przedwczesna radość ulotniła się z chwilą wejścia w drugą alejkę. Na jej końcu, mimo braku okularów i krótkowzroczności, ujrzałam dosłownie kotłujące się, dzikie stado. Podjechałam bliżej. I się zdziwiłam. Panie biegały wokół koszy z produktami, które "rzucili" właśnie dziś. Podczas gdy jedne starsze panie w asyście doradczyń-rówieśnic wciskały się w fikuśne bluzeczki typu fitness w kolorach absolutnie nietwarzowych, eksponujące wszelkie braki w figurze, inne panie latały jak w dzikim transie dookoła, łapiąc w biegu kurteczki, polarki, skarpeteczki, sportowe topy i buk wie co jeszcze przyciskając do piersi swoje zdobycze.

No nic. Pomyślałam że rzucę tylko okiem czy są pelerynki i zmykam. Akurat przy pelerynkach grzebał jakiś babsztyl i zastawił wózkiem dojście na całej długości. Jakoś mi się w końcu udało podjechać manewrując zręcznie między krążącymi, chomikującymi satelitami, które kompletnie nie zwracały uwagi na innych ludzi. Stanęłam obok babiszona patrzę - męskie pelerynki. Babsztyl obok tarasował dojście do damskich, jednocześnie oglądał wyjętą prawdopodobnie przez siebie z opakowania pelerynę nr 1, trzymał w ręku opakowanie z peleryną nr 2. Sięgnęłam po opakowanie z peleryną damską nr 3 i czytam etykietę. Po chwili sięgnęłam po opakowanie z pelerynką nr 2, które to babsztyl dawno był odłożył i dalej miąchał w tej rozpakowanej pelerynie nr 1. No więc sięgnęłam po opakowanie nr 2 by porównać czy to to samo i ewentualnie wziąć dla kumpeli. Czytam etykietę (kolor, rozmiar) i nagle...babsztyl wyrywa mi z ręki opakowanie nr 2, rzuca tekst: "TO SĄ TE SAME ROZMIARY!" i szybko wrzuca zabraną mi pelerynę do swojego wózka. Przez chwilę stałam z dosłownie opadniętą z zaskoczenia szczęką. Zerknęłam na męskie peleryny i pomyślałam że najwyżej wezmę dla siebie męską - w sumie co za różnica (?) i w tym momencie zauważyłam samotne opakowanie nr 4 z modelem damskim, leżące spokojnie na innych męskich. Wzięłam je, wrzuciłam oba do wózka i wycedziłam do babsztyla: "widzi pani, bo ja potrzebowałam dwa" - i poszłam sobie jak najdalej od tego sajgonu. Miałam wrażenie, że za chwilę mi ktoś po prostu wyjmie towar z mojego wózka i zaczęłam rozumieć dlaczego "satelity" tak tuliły do siebie swoje zdobycze zamiast dać je do wózka :/

Do dziś się zastanawiam jak to się dzieje, że ludzie zachowują się tak, jakby nie mogli tego samego albo i lepszej jakości kupić w innym miejscu? Normalnie jak psy, którym rzucono aport. Ale przynajmniej rozwiązałam zagadkę produktów w ofercie, po których nie ma śladu gdy idzie się np. o godzinie 10. Dotychczas myślałam, że być może nie dowieźli czegoś albo że oferta z gazetki to pic na wodę... Zupełnie przypadkowo odkryłam jak się to dzieje.

Teraz się śmieję, że moja i kumpeli pelerynka jest "zdobyczna". Ehhhh.... śmiać się czy płakać? Ja osobiście jestem w ciężkim szoku.