wtorek, 27 lipca 2010

Czasami...

...fajnie jest się poczuć dzieckiem.
Pojeździć na motorku...
...przytulić się do konika...
Zwłaszcza jak dzieci nie patrzą zazdrośnie że im ktoś przerośnięty miejsce zajmuje :D
A wszystko to przy okazji łokingowania

sobota, 24 lipca 2010

Chłodniej...

...i zaraz spokojniej, puściej.
Luda zero - wiadomo dlaczego:

Kąpielisko Leśne świeciło pustkami no i zamknięte na cztery spusty. Na taflach wody w basenach małe fale - był mocny wiatr. Fajnie tak sobie w ciszy i spokoju pobyć sam na sam z naturą w samym środku sezonu.

Ześwirował mi dzisiaj Sports Tracker w komórce i zarejestrował jakąś dziwną trasę, która miała 17km (!) podczas gdy spacerek miał około 5km. Może to ma jakiś związek z testami nowego serwisu dla tego gadżetu? Jakkolwiek zdziwiłam się mocno po powrocie do domu :)

A to ja w wydaniu nordic-walkingowym :) foto z samowyzwalacza :D

piątek, 16 lipca 2010

Nowa wyprawka


Wczoraj przyjechało służbowe zaopatrzenie w sprzęt :D.
Nowe "pudło" czyli komp stacjonarny - niezły potwór, aż się boję włączyć ;) , nowszy skaner i służbowa komórka nóweczka.
Jeszcze dostanę najnowszego Photoshopa! Aaaaaa! :)))))))))))))))))))))))

To się nazywa Firma przez duże "F", która dba o stanowisko pracy.
O monitorach nie wspominam, bo mam wymianę średnio co roku...z tym, że aktualny tak mi odpowiada, że długo nie oddam :D

poniedziałek, 12 lipca 2010

Z pamiętnika "nauczyciela" obsługi kompa :D

Zostawiłam mamę z laptopem w pracowni by samodzielnie go włączyła i strategicznie poszłam podlewać kwiatki na balkon.
Wracam z balkonu po zapas wody i idąc do łazienki słyszę absolutną ciszę, tylko szum wentylatora dobiegał z pracowni.
- I jak tam? Komp włączony? - wołam przez całe mieszkanie
Cisza. Mama mi zniknęła?
- Jesteś? - pytam
- Jestem - odpowiada głos z pracowni.
- Komp włączony?
- Nie
- A czemu?
Chwila ciszy i słabiutki głosik
- Bo ja się go boję...

***

Wchodzę do pracowni po podlaniu kwiatków a mama siedzi przed wyłączonym laptopem ale już z otwartą klapą.
- Nie widzę żadnych zębów na tej klapie
Mama patrzy na mnie z wielkim znakiem zapytania w oczach.
- Mówiłaś, że się go boisz. Ale nie wiem czego - ten laptop jak widać nie ma zębów

***

- No, to gdzie masz włącznik?
- No TU! - pokazuje paluchem mama
- No to wiesz co zrobić
Mama naciska włącznik, laptop startuje, a ja wyskakuję zza ekranu
- Uaaaaaa!!! - udaję straszydło
Mama pokłada się ze śmiechu
- No... sama widzisz jaki ten komp jest straszny...

***

Mama uczy się odpisywać na maile na NK
- Jak mam to zlikwidować?
- Co chcesz zlikwidować?
- Nacisnęłam taki zygzaczek i mi się wyświetliły jakieś zygzaczki
- A jak te zygzaczki wyglądają?
- No jamnik mi się jakiś zrobił
- O.o

Zaczynam rozumieć pracowników helpdesk ;)

Mam zwidy?

Chyba tak...
W weekend sobie tak łaziłam po blogach, czytałam, komentowałam i...gdy potem wracałam zerknąć na dalszy ciąg dyskusji, w niektórych przypadkach okazywało się, że mojego komentarza nie ma!
Blogger zeżarł, czy to mnie się wydawało, że napisałam komentarz?
Ale jaja...
To chyba z przegrzania...
Chyba jednak mam zwidy!

niedziela, 11 lipca 2010

Mega leniwy weekend

Wreszcie przyszedł taki czas, gdy dosłownie nie chciało mi się kiwnąć palcem a najlepszą rozrywką było wylegiwanie się na balkonie.
W międzyczasie bawię się rozkimianiem narzędzi pakietu windows live. No i nie powiem – coraz bardziej mi się podoba. Co prawda mam tu zainstalowaną póki co wersję beta w wersji angielskiej by móc obczaić możliwości wersji najnowszej, ale zabawę mam przednią. Kontakty, galeryjki, filmiki, obsługa blogów i takie tam bajery. Bardzo fajny jest najnowszy komunikator live messenger. Generalnie fajna zabawka Smile.
A teraz jednym okiem oglądam meczyk finałowy Holandia-Hiszpania, jednocześnie bawię się zdjęciami. Oczywiście nie lubię pomarańczowego za to lubię południowców – więc nietrudno się domyślić komu kibicuję Winking smile
A por ellos Espańaaaaa!!!! Open-mouthed smile

piątek, 9 lipca 2010

Przed nadejściem sauny

Komarów niestety w tym roku więcej niż zwykle po powodziach. No i bawię się z nimi w chowanego. Wieczorem zostawiam otwarte okno sypialni by się wietrzyła no i drzwi do sypialni też otwarte, by wszystko to co wleci przez otwarte okno ku światłu z pokoju dziennego mogło polecieć właśnie do pokoju dziennego. Gdy kończę urzędować w pokoju dziennym i mam zamiar iść spać, robię taki myk, że gaszę światło w dziennym, szybko zamykam za sobą drzwi, potem szybko do sypialni, też zamykam drzwi i bez zapalania światła po omacku kładę się do łóżeczka. No i jeszcze zamykam okno. Na koniec pękam z dumy, jaka to ja chytra jestem i nie dam się cholerom zjeść.

Po pewnym czasie praktykowania takich akcji, można dojść do mądrych wniosków, że to w sumie niezbyt normalne :). No i że w sumie to się sprawdza dopóki noce są na tyle chłodne, że nie trzeba spać przy otwartym oknie. Ale idą upały, więc będzie non stop wietrzenie.

No więc dziś wyjęłam z szafy zakupione już w zeszłym roku i nigdy nie zamontowane moskitiery i zabrałam się za montaż w dwóch strategicznych miejscach - czyli w oknie sypialnianym no i w drzwiach balkonowych. Ta do drzwi balkonowych to całkiem zmyślne ustrojstwo, montaż łatwy, choć przydała się piła.

I nawet nie wygląda najgorzej ...

Ciekawe jak się sprawdzi ;)

środa, 7 lipca 2010

Jednorazowy pogrom

Pobojowisko balkonowe uprzątnięte :).
Akcja chyba zakończona sukcesem.
Przynajmniej tak mi się wydaje po oględzinach zawartości donic :D
Fajnie, że miałam na całą akcję kilka chłodniejszych dni.
:))

poniedziałek, 5 lipca 2010

Stop paskudom

Chwilowo zrobiło się chłodniej i pochmurniej, więc skorzystałam z okazji i postanowiłam rozprawić się z paskudami, które oblazły moje kwiatki na balkonie. W zeszłym tygodniu zakupiłam malusią buteleczkę preparatu o nazwie Decis do sporządzania roztworu no i zaopatrzyłam się w spryskiwacz. Ustawiwszy w jednym miejscu donice z zaatakowanymi roślinami i zastosowawszy środki bezpieczeństwa wyszczególnione na opakowaniu, czyli strój ochronny, zabrałam się na balkonie do sporządzania roztworu.

Gdy tylko odkręciłam nakrętkę z buteleczki - uderzył mnie smród nie do opisania. Oesu - myślałam że padnę trupem choć na twarzy miałam maseczkę. No nic nalałam tego świństwa do wody w ilości na chybił trafił i zakręciłam śmierdzącą zawartość. Doszłam do wniosku, że im szybciej zakończę operację, tym lepiej dla mnie. Wskoczyłam do pokoju sztachnąć się świeżym powietrzem, bo na balkonie waliło jakbym tam nie wiem co robiła, wyskoczyłam z powrotem na balkon i heja - zaczęłam opryski śmierdzącą cieczą. Wstrząśniętą. Nie zmieszaną. Podczas zabiegu parokrotnie latałam do domu po chaust powietrza - tak śmierdziało.

Mam nadzieję, że dostatecznie spryskałam rośliny, a jednocześnie nie za mocno by mi nie padły. Po szczęśliwym zamknięciu za sobą drzwi balkonowych, odgradzających od strefy smrodu, uprzątnięciu świństwa i wzięciu prysznica - zastanawiałam się tylko nad jednym. Co my właściwie jemy? Preparat ten nadaje się bowiem nie tylko do kwiatów, ale przede wszystkim do roślin przeznaczonych do spożycia. Okres karencji swoją drogą, ale po dzisiejszej akcji balkonowej jakoś siłą rzeczy inaczej patrzę na owoce i jarzynki w sklepie ;).

niedziela, 4 lipca 2010

No!

Wreszcie mogę zwolnić tempo.
Ostatnie 2-3 tygodnie to jakaś masakra była.
Wśród wszystkich rzeczy do ogarnięcia był też tajny projekt pod kryptonimem "SZEJKOSTWO" :D
Finał akcji miał miejsce wczoraj rano, akcja się udała i była totalnym zaskoczeniem dla zainteresowanych, więc już mogę powiedzieć o co chodzi ;).
Otóż założyciele forum www.belly-dance.pl brali ślub, pojawił się pomysł zrobienia życzeniowej strony www...no i cała działka techniczna przypadła mnie.
Efekt tajnych działań wygląda tak:
W sumie w dalszym ciągu jest przy tym co robić, ale to już wszystko na spokojnie i przede wszystkim już nie trzeba uważać na informacyjne przecieki ;).

Na razie jeszcze regeneruję siły po szaleństwie ostatnich tygodni, ale jak tylko odetchnę i wejdę w normalny rytm, wracam do zdjęć :).

czwartek, 1 lipca 2010

Gdzie ci mężczyźni...

...prawdziwi tacy
orły, sokoły, herosy...

Kurde ...ostatnio mam chyba jakiś kryzys wieku średniego :D
Rozmyślam nad przemijającym czasem i mnóstwem straconych w młodości (! jak to brzmi) szans.
I doła mam - doła nad dołami - z tego tytułu.
Cholera niech mi to już przejdzie ;P