poniedziałek, 22 lutego 2010

Twarzą w twarz z szafą

Zima ma się powoli ku końcowi, niedługo zrzucimy grube ciuchy i cała (prawie)naga prawda ujrzy światło dzienne. Od jesieni udało mi się zgubić tylko 2 kg i stało się jasne, że będzie problem ubraniowy wiosną i latem. Ambitnie przetrzepałam swoją zapchaną szafę, by sprawdzić które ubrania będą mi pasowały. Przymierzałam ciuch za ciuchem by niepasujące wyłączyć z obiegu i schować na czas gdy nie będę w nich chodzić.
Z szafy pękającej w szwach zostało mi na wiosnę i lato tyle ciuchów, w które się wcisnę:
Ta-daaam!

Dużo co nie? :)
Mam ochotę się pociąć - wszystkie żakiety, marynarki, płaszczyki, spodnie, spódnice, sukienki rozmiar 36/38 mogłam sobie zafoliować i schować. Gacie i spódnice przy rozpiętym zamku wchodziły mi do pół uda i dalej nic. Załamka normalnie...

Od razu poszłam za ciosem i z tabelą rozmiarów i centymetrem krawieckim w ręku zabrałam się za ustalanie mojego obecnego rozmiaru. I tu kolejna załamka. No nic, w ramach odstresowania dałam się wyciągnąć kumpelom na spacer. Co prawda od jesieni w tym temacie milczę jak grób, bo jedna z koleżanek co zaczynam mówić jak jest - momentalnie neguje to co mówię [ klik ] . Tak jakby nie chciała tego widzieć. A może to na zasadzie "im ci gorzej tym lepiej hehe"... no ale wiosna idzie, nie ma co ściemniać, a z kim mam sobie o ciuchach pogadać jak nie z dziewczynami?
- Laski, moja szafa świeci pustkami - oznajmiłam - poszłam za ciosem i pomierzyłam się by sprawdzić jakich rozmiarów szukać - dodałam
- No i jak? - zapytały
- Uwaga uwaga! a więc tak: wg biustu mam rozmiar 42, według bioder 40, według pasa...46!
- ?! Że co?
- Ano właśnie to - mówię
Na to odzywa się kumpela, która mnie od jesieni gorliwie zapewnia, że świetnie wyglądam
- Niemożliwe! Według pasa 46 to mam ja a nie ty! Nie wyglądasz na to! - wykrzykuje
- No ale tak wyszło z pomiarów... - wtrąciłam nieśmiało - mam spory brzuch ... wyglądam jak baba gdzieś w 5 miesiącu...
- Nie! Nie! NIE! Nie wyglądasz na to, nie możesz mieć takiego rozmiaru! - zakrzyczała mnie kumpela.
Wkurwiłam się
- Wiesz co? Skończ pieprzyć na temat mojego wyglądu! - syknęłam wyprowadzona z równowagi
- No ale ci mówię, że nie możesz mieć takiego brzucha! - nadal mnie przekrzykiwała
- A gdzie ty widzisz mój brzuch pod tą grubą kurtką, którą noszę całą zimę? - tu już całkowicie straciłam cierpliwość do słuchania bzdur - Ostatni raz ci mówię: skończ pieprzyć! Mówię ci o cyferkach, moich dzisiejszych pomiarach, które są bardziej obiektywne niż "nie wyglądasz na to". Nic mi nie da, że będę negować fakty i udawać, że nadal mam rozmiar 34/36 i ważę 49 kg!


No i pojechałam za wszystkie czasy.
Wqrwa mam do teraz.
Z takiego negowania faktów to potem są babki, którym się brzuchy z biodrówek wylewają, bo nie przyjmują do wiadomości, że mają gatki ze 3 rozmiary za małe. Niestety trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i kupować ubranie do sylwetki, a nie wbijać się w zbyt ciasne rzeczy utrzymując iluzję, że się jest szczuplejszym. Przecież każdą sylwetkę można ubrać tak, by się wyglądało jak bogini co nie? :)))))

piątek, 19 lutego 2010

Ekipa remontowa

Od wczoraj po naszej klatce schodowej rozbija się ekipa remontowa. Szykują się do malowania klatki. Co ciekawe, po raz pierwszy w historii remontów zabezpieczono wszystkie drzwi, zalepiając je folią. Nawet pozaklejali przyciski dzwonków taśmą malarską, co się liczy na duży plus.

Ciekawie się teraz patrzy przez wizjer, ale co tam. Listonosza poznałam dziś tylko dlatego, że jest chłopak charakterystycznie wysoki, chudy i ma wielką szopę na głowie.

Tak się składa, że ściana w pracowni, przy której mam postawiony sprzęt jest wspólna dla klatki schodowej i mieszkania. Fajnie się siedzi przy takiej ścianie podczas gdy ktoś jakby po drugiej stronie mojego monitora kładzie zaprawę i trze do upadłego. Postanowiłam nie być dłużna i odpłacam się chłopakom muzą z głośników ustawionych tuż przy owej ścianie. Moja muza nie dla każdego jest znośna. Na razie był jeszcze lajcik tak na rozgrzewkę - kubańskie i greckie playlisty. Jak wjadę na tureckie i arabskie, to mam nadzieję chłopaki dostaną przyspieszenia i remont szybciej się skończy, a na klatce schodowej zapanuje znów błoga cisza ;). Zastanawiam się, czy może powinnam dodatkowo zacząć śpiewać, żeby ich jeszcze szybciej wykurzyć :D

niedziela, 14 lutego 2010

Wesołego Walniętego :)

Dziwny dzień ten 14 lutego.
Ci co w parach - czują się pod presją.
Ci co "niesparowani" - raczej mają doła.
Gdyby tak każdego dnia dbać o siebie nawzajem, nie trzeba by było jednodniowych, frustrujących akcji zbiorowych.
A tak - od święta ktoś odrobi pańszczyznę i czuje się zwolniony z przykrych obowiązków przez resztę roku.
Pocieszające, że chociaż niezdecydowani na tym skorzystają, mając jakiś punkt zaczepienia, dopingujący do działania.
Ale to chyba też przedstawiciele tego typu "od święta".
A ja? Mnie rozczarował na dzień dobry widok brzydali w programie "kawa na ławę" z panem Kaliszem na czele.
Żeby przynajmniej tego dnia można było wyjątkowo oko nacieszyć oglądając telewizornię. A tu nic!

czwartek, 11 lutego 2010

Dziś tłusto i dużo bez wyrzutów sumienia

Ciekawe czy będą zjadliwe ;)).
Zwykle w tłusty czwartek robione hurtowo są jakieś takie niedorobione i niedobre, nawet ze sprawdzonych piekarń. Życzę wszystkim radosnego opychania :))

środa, 10 lutego 2010

Przedsmak wiosny

Czyli młoty pneumatyczne od samego rana za oknem wrrrrr...
Jak przyjdzie wiosna,lato - to dopiero tego będzie pełno wszędzie. Wówczas nie ma szans otworzyć okna taki hałas...co latem jest dużo trudniejsze do wykonania niż zimą.

wtorek, 9 lutego 2010

Chwila relaksu

Podobno jest silnie uzależniająca. Mowa o zabawie w farmę na facebooku czyli Farmville. Mnie nie uzależniła, za to jest miłą odskocznią od codzienności. Przez chwilę można się "pomartwić" roślinkami i zwierzakami.
Początkowo miałam niezły ubaw odkrywając całkiem realistyczne odgłosy zwierzaków. A w jakim szoku byłam gdy po raz pierwszy "dał głos" mój osioł :D.
No i zastanawiałam się jak by to wyglądało gdybym się tak uzależniła od gry. Wyglądałoby to mniej więcej tak: "szefie, sorry ale nie mogę teraz wysłać tego maila bo muszę iść pozbierać truskawki, wydoić krowy i sprawdzić kurnik. Może znajdę złote jajo, z którego wyskoczy oczko wodne?" ;)))))
Miejscówka w psychiatryku murowana :)))))

Jeszcze zimowe kijkowanie

Na ulicach i chodnikach pozostał już tylko brudny śnieg, warto zatem przejść się do lasu w poszukiwaniu widoku przyjemnego dla oka. Kije to jednak genialny wynalazek. Można się podeprzeć na śliskich nierównościach, przy schodzeniu z wyjeżdżonej górki i bez problemu się wdrapac pod górę. W lesie jeszcze spora pokrywa śnieżna-nie to co między bloczyskami. Choć trochę już tęskno za majowym słoneczkiem, staram się doceniać brak komarów. Za to nie mogę znieść tych ciężkich warstw ubrań i wielkich buciorów. No i to długie ubieranie się tylko po to by wyskoczyć na pół godziny.
W sumie cieszy mnie że u nas jest kilka różnych pór roku. Przynajmniej nie jest nudno :))))