czwartek, 21 stycznia 2010

Smutny wpis

Tym razem nic dobrego. Ot niespodzianka.
Ta, która wiecznie mówi "mimo wszystko - próbuję iść naprzód" ma dość.
Czy da się walczyć ze zmasowanym oporem?
Takim "z urzędu", "bo tak", "bo ci zrobię na bzdury i z lubością popatrzę jak się męczysz"?
Czy da się walczyć ze złośliwą postawą kogoś z kim się musi współpracować?
Nie wiem.
Popychasz albo jesteś popychany - to ta zasada? Chyba tak.
Szkoda, że nigdy nie miałam takich ciągot do rozpychania się.
Po prostu robię swoje.
Zawsze.
Nie tracę energii na szkodzenie innym.
I nie patrzę innym na łapy, nie wpieprzam się w nie swoje zabawki.
Dlatego jest to coś poza moimi możliwościami pojmowania.
Mam ochotę rzucić tę robotę w diabły.

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Samotny practise i zaintrygowane panie z fitnessu

Nie sądziłam że dziś się wyrwę z pracy na zajęcia. No ale ostatecznie się udało i poszłam po prostu na salę samotnie poćwiczyć. Coraz częściej myślę o chodzeniu drugi raz w tygodniu ot tak na practise. Nie piję, nie palę, nie imprezuję to nie wydaję na byle co, więc mogę sobie pozwolić na wynajem salki za rozsądne pieniądze :D Jednak sala to zupełnie inna bajka niż męka w domu. Jako zatwardziały abstynent - takie samotne wypady na salę spokojnie mogę określać jako "idę na piwo" :D.

Niesamowite jest jak z tygodnia na tydzień rośnie zainteresowanie pań z równoległej grupy fitness. Początkowo to były pytania typu: "co wy tam macie za zajęcia?", potem "a arabski? aha! taniec brzucha!", potem się bardziej ośmieliły i przy wchodzeniu na swoją salę zaglądały przez drzwi na naszą salkę. A dziś po prostu przyszły gdy akurat kończyłam wiązać szal na monetkowym pasie przed zajęciami i zaczęły ostro zagadywać. Fajnie się rozmawiało, no ale 18.00 się zbliżała, czas zajęć przyszedł to popędziły do siebie. Po zajęciach w szatni jedna z pań zapytała mnie wprost: "a można tam kiedyś do Pani na salę przyjść zobaczyć co tam robicie?" :D. Odpowiedziałam: "oczywiście, nie ma żadnego problemu - zapraszam!" Stopniowo oswajają się z czymś dziwacznym co się dzieje na sąsiedniej sali, ale też je to intryguje. Jeszcze trochę i rzeczywiście będziemy miały gości na naszych zajęciach :).

A tymczasem...dałam sobie dziś niezły wycisk.
Wklejam małą improwizację baladi z dziś :)

Little Baladi - arabic dance - improvisation by Antares

niedziela, 17 stycznia 2010

Faceci są dziwni

Jak taki olewa swoją partnerkę to wszystko wg niego jest ok "i czego ona się w ogóle czepia?".

Ale jak spotka interesującą kobietę, która jest w związku z kimś, to próbuje szczęścia i nieproszony zaczyna diagnozować stan jej związku. Słysząc strzępy zdawkowych informacji łapie za słówka poszukując symptomów rzekomego olewania jej przez aktualnego partnera i ją poucza, że jej partner na pewno jej nie kocha skoro zrobił rzecz X i w ogóle że jej związek nie jest prawdziwy jeżeli nie spełnia założenia Y.

Ciekawe zjawisko...

sobota, 16 stycznia 2010

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Zupełnie przypadkowo w nowej roli ;)

Dziś niestety na zajęcia z Orientu instruktorka nie mogła przyjść, więc postanowiłyśmy sobie zrobić practise na sali. Wzięłam płytę z muzą i miałyśmy plan, by każda sobie poćwiczyła swoje. Jednak jako że rozgrzewki przed i rozciągania po nie odpuszczam, poprowadziłam dla nas i jedno, i drugie. A że kumpela średnio sobie radziła z podstawowymi ruchami, które miała sobie przećwiczyć, zupełnie naturalnie weszłam w rolę instruktora.

W ten sposób pierwsze poprowadzone przez siebie zajęcia mam za sobą :D. Ależ taki instruktor się musi nagadać... ;)))). Pełen szacun :).

piątek, 8 stycznia 2010

Już wiadomo...

...kto był właścicielem agresywnego psa, który nas zaatakował w lipcu.
Dowiedziałam się też, że agresor został uśpiony jeszcze tego samego wieczora co nas zaatakował.
To dlatego nagle w tym rejonie "nie było żadnego takiego psa" jak opisywałam ludziom.
Najwyraźniej nie byliśmy pierwsi w historii tego psa.
Widać właściciele doskonale wiedzieli jaką mają w domu bestię.

Dotarło do mnie jak nigdy, że dzięki Goldiemu zostało tego dnia uratowane czyjeś życie.
I ile ryzykowałam podejmując próbę ratowania Goldasa.

Policja proponowała mi skierowanie do sądu sprawy "o uszkodzenie mienia" w postaci pogryzionego psa.
Dla mnie musiałaby to być sprawa "o spowodowanie zagrożenia życia przechodniów".

środa, 6 stycznia 2010

Zimowe łokingowanie


Za oknem zrobiło się bajecznie. Wciąż przybywa świeżego, białego puchu.
Kiedyś zwykle po południu wyprowadzałam psa na spacer, robiąc sobie przerwę w pracy.
Teraz psa nie ma. Więc postanowiłam wyprowadzić na spacer swój gruby brzuch :D.
Albo kije - jak kto woli :)
Zrobiłam sobie zimowy Nordic Walking. Pogoda idealna.









Muszę powiedzieć, że w śniegu doskonale się chodzi z kijami. Brnięcie w zaspach nie sprawia problemu, dzięki odpychaniu się nimi. Można się też podeprzeć gdy się nastąpi na nierówną i śliską powierzchnię.












Pędząc można się nieźle zgrzać. Grunt to się wówczas nie zatrzymywać by się nie nabawić przeziębienia. No i niełatwo cały czas oddychać przez nos żeby się nie załatwić zimnym powietrzem.








Doceniłam też samotne łokingowanie w miejsce łokingowania w towarzystwie. Własne tempo, nie trzeba gadać i pracować na zapalenie oskrzeli, można posłuchać muzyki albo odgłosów lasu.

Zauważyłam, że więcej osób chadza z kijami po naszym lesie. Widać było charakterystyczne ślady na śniegu - ktoś wpadł dzisiaj na ten sam pomysł co ja, tylko najwyraźniej sporo wcześniej - ślady były już nieco przysypane świeżym śniegiem.










A to zdjęcie tak przy okazji :) - świeżo postawiony budynek nowego basenu krytego, znajdującego się przy Kąpielisku Leśnym. Prace nadal trwają, ale budowa idzie w błyskawicznym tempie. Basen ma mieć wymiary olimpijskie :).

niedziela, 3 stycznia 2010

Chwalę się :)

Niejednokrotnie pisałam o jednym ze swoich hobby - tańcu, acz jakoś przemilczałam jeden drobny fakt :). Otóż stroje do tańca szyję sobie sama. I to też jest moje hobby :).

Sporo filmideł z tańcem we własnoręcznie wydzierganych strojach mi się nazbierało, postanowiłam więc zrobić zlepkę pod kątem pochwalenia się nimi :). Bo i czemu nie? :D

Ręcznie szyte stroje do tańca. Handmade dance costumes.

sobota, 2 stycznia 2010

Laba na całego

Miło wstać rano i ujrzeć wszędzie biały puch zamiast wszechobecnej szarości :). Na widok czegoś takiego automatycznie czuję się zaproszona na łazikowanie po pobliskim lesie. Mamy tu rzeczywiście świetne tereny spacerowe. W lesie tłum - mimo wczesnej i dość nietypowej pory. Na szczęście walniętych psów zero :).

A może powinnam była wziąć ze sobą kije do Nordic Walking? :)

piątek, 1 stycznia 2010

Jednak nie w kapciach

Przytrafiła mi się lekka zmiana planów i ostatecznie poszłam na domówkę w sylwestrowy wieczór. Co prawda krótko tam byłam, ale udało mi się zrobić trochę zamieszania. Zastałam towarzystwo znów przy telewizorze, ale byłam uzbrojona w laptop z gotową sylwestrową playlistą :). Taki mały, niewinny "myk" by nie spędzić sylwaka na siedzeniu nad stołem pełnym wrzasków biesiadników + w tle telewizor. Po pół godzinie takiego czegoś - odpadam.

Gospodarz tylko wskazał mi wolne gniazdko z prądem w osobnym pokoju by włączyć laptopa i po paru minutach można było taniać :). Parę osób udało mi się tym zabiegiem ruszyć od stołu i było super. Niestety długo pobyć nie mogłam bo przegięłam z tańcem i zdrówko się na mnie obraziło, więc przed północą wracałam do domu. Eskortowana przez całe towarzystwo.

Fajerwerków nie było dobrze widać bo była mgła. No i lało o północy jak z cebra tak że długo nie strzelali.

Miło było - w moim przypadku krótko i intensywnie. Aaaa zapomniałabym o najważniejszym - gospodarz miał najpiękniejszego na świecie rrrrudego kota :))). Mam fioła na punkcie rudzielców! Męczyłam go tak długo, aż sobie w końcu wziął i poszedł. Kot znaczy, nie gospodarz :D.

Szczęśliwego Nowego Roku 2010 !!!