piątek, 30 października 2009

Energia jak bumerang

Mimo wszystko nadal wierzę w to, że istnieje jakaś sprawiedliwość na świecie. Wierzę, że dobro powraca. Wierzę też, że zło wraca do tego kto je wyrządził - w najmniej oczekiwanym momencie i w sposób dlań najboleśniejszy. Niekoniecznie oko za oko, ząb za ząb.

To jak krążąca energia, która raz wysłana - odbija się od adresata i powraca. Jeśli wysyła się dobrą energię, takową się otrzymuje z powrotem.

Nie lubię o ludziach myśleć źle. Nie lubię pielęgnować w sobie złości ani nienawiści. Jeśli miałabym kogoś nienawidzić - wolę się odsunąć i nie myśleć o tym kimś wcale niż myśleć o nim źle i mu źle życzyć.

Już nie raz znajdowałam się w takiej sytuacji, że ktoś mi źle życzył albo utrudniał życie - i w dość krótkim czasie jego samego coś doświadczało lub otrzymywał od życia poważne ostrzeżenie.

Coś w tym jest.

W przyrodzie nic nie ginie ...energia też. Więc krąży. W dużej mierze to od nas zależy, jaka to energia krąży w naszym najbliższym otoczeniu.

wtorek, 27 października 2009

AZK

Praca siedząca ma swoje wady i nie jest najzdrowsza dla kręgosłupa. W klubie fitness na moim osiedlu wpadli na pomysł zorganizowania zajęć o wiele mówiącej nazwie "Akademia Zdrowego Kręgosłupa". Dziś odbyły się pierwsze zajęcia, które nawet przeżyłam ;). Nie sądziłam że wrócę stamtąd tak zmęczona. Czuję każdy mięsień z tych wokół kręgosłupa. Gorący prysznic przyniósł ulgę. Mam nadzieję, że to tylko stara zasada, że początki są zawsze trudne.

Zajęcia w kameralnej atmosferze, instruktorka widać że wie co robi. Jedyne co mnie do szału doprowadza to wzorki na podłodze, przyprawiające o zawroty głowy. Łatwo nie jest, ale mam nadzieję kontynuować wzmacnianie grzbietu by kręgosłup był jak najlepiej ustabilizowany. Gorset mięśniowy jest bardzo ważny, miejmy nadzieję, że zajęcia spełnią rolę kontynuacji tego, co wypracowałam na sesjach rehabilitacyjnych.

Dziś usłyszałam, że są ludzie, którzy wolą iść raz na jakiś czas do kręgarza by ich tak "na surowo" ponastawiał a ćwiczenia wzmacniające mięśnie trzymające kręgosłup "w kupie" - mają gdzieś. Bałabym się...

poniedziałek, 26 października 2009

Jak zmokła kura

To nie jest najlepszy pomysł łokingować w deszczu lub zaraz po nim. Buty mogłam dziś wykręcać, nawet kurtka przeciwdeszczowa nie dała rady, spodnie przemoczone po kolana. Przydałyby się też wycieraczki na okularach :D

Żadna to przyjemność iść mając w butach wodę. Następnym razem będzie trzeba przygotować już porządne, wysokie buciory. Teraz grunt to się nie pochorować.

Ale za to kawał trasy, który spacerkiem pokonywałyśmy prawie 2h przeleciałyśmy w godzinkę. Oj można się zgrzać, byle potem się nie zatrzymywać tylko prosto do domu, zrzucić mokre ciuchy i zaaplikować sobie gorącą herbatę i prawie tak samo gorący prysznic, niekoniecznie w tej kolejności ;).

sobota, 24 października 2009

Raczą żartować

Wiek emerytalny 67 lat dla kobiet i mężczyzn?
Ja nie zamierzam nawet tyle żyć!

czwartek, 22 października 2009

Kto pod kim dołki kopie...

Kumpela chciała mnie trochę podręczyć i ponabijać się z mojego porannego wstawania. A właściwie z mojego kiepskiego wstawania. Z rannego ptaszka zrobiła się ze mnie sowa.

No więc stwierdziła, że będziemy łokingować przed pracą, bo po pracy się nie da w tym tygodniu z powodu jej późnych powrotów. Padło na godzinę 7.00, żebym do 8.00 była już przy pracy.

Efekt?

Nie byłyśmy łokingować ani razu w tym tygodniu. Zaskoczeniem było, że to nie ja wymiękłam tylko... ona :D. Teraz ja się nabijam z dyżurnego "rannego ptaszka" co to się porannych mgieł przestraszył ;)).

No cóż... Dla mnie jako dla zaprawionego przez lata psiarza, takie poranne wypady nie są niczym dziwnym :)))

poniedziałek, 19 października 2009

W odpowiedzi na komentarz :)

Komentarz Beaty do mojego poprzedniego wpisu skłonił mnie do wklejenia czegoś na temat tuszy w tańcu arabskim (potocznie zwanym tańcem brzucha).

Taniec arabski jest dla każdej kobiety, w każdym wieku i każdej postury :). Nie trzeba być młodą modelką by go tańczyć. Owszem, wówczas lepiej wychodzą ruchy tzw. "wężowe".
Kobieta dojrzała i przy kości często wygląda o wiele lepiej w tańcu niż młodziutka, szczuplutka dziewczyna. W dodatku ma czym i o czym tańczyć, jest bardziej świadoma własnej kobiecości.

Zresztą...najlepiej samemu zobaczyć jak kobieta przy kości może pięknie tańczyć.

Przykład nr 1 (beledi)



Przykład nr 2 (fuzja arabskiego z cygańskim)



To są przykłady "średnich" pań, bo - zwłaszcza w stylu tribal - zdarzają się i dwa razy szersze panie.

Moja kumpela - błędnie sądząc po mnie - również myślała, że to taniec dla szczupłych. Jako że jest też osobą przy kości, po tych dwóch filmach zrobiła wielkie oczy i ostatecznie się przekonała do ewentualnej wizji spróbowania swoich sił w przyszłości.

Na zachętę mogę dodać, że ten tanieć pięknie rzeźbi każdą kobietę w kształt klepsydry, bo wypracowuje mięśnie skośne brzucha :). Czyli innymi słowy - wyrabia talię :))

czwartek, 15 października 2009

Ulotka

Zaniepokojona od dłuższego czasu swoją nieciekawą kondycją, przeczytałam ulotkę leku, który biorę przed snem, a który w ostatnim czasie stał się obiektem moich podejrzeń o ten stan rzeczy.

No i czytam w skutkach ubocznych m.in.:
- zwiększenie łaknienia i masy ciała /bingo/
- nadmierna senność i zmęczenie (a nawet uczucie bezsilności) /jest/
- bezsenność, niepokój /i owszem też/
- depresja /no cóż.../

Czyli ze mną wszystko oki :) To "tylko" skutki uboczne.
Czytajcie ulotki ;)
Najciekawsze jest połączenie bezsenności z nadmierną sennością...

Wkurza mnie

...gdy dzwonię do BOK, włącza się nagranie w stylu "Tu Biuro Obsługi Klienta X" a następnie (na mój koszt) leci sobie muzyczka albo ciąg dalszy sygnału"tut tuut"... Ciągnie się to w nieskończoność, a mnie qrwica bierze. Wolałabym się po prostu chwilowo nie dodzwonić.

sobota, 10 października 2009

Daj mi władzę a powiem ci kim jestem

Najlepszą metodą na poznanie charakteru człowieka jest dać mu trochę władzy (lub stworzyć iluzję że ją ma) i zobaczyć co z nią zrobi.

Dać mu też poczucie bycia poinformowanym bardziej niż inni i sprawdzić jak tę wiedzę wykorzysta.

Człowiek o poukładanym charakterze i wysokich kwalifikacjach nie będzie władzy nadużywał nawet znalazłszy się na szczycie drabinki. Jest świadom swojej pozycji i nie musi niczego nikomu udowadniać ani się tym afiszować.

Ambicjoner-popapraniec co ma tylko ambicje a niekoniecznie dostateczne kwalifikacje - momentalnie zrobi się bezczelny i bezpardonowy.

Jak to mówią: "the empty can rattles the most"
/"pusta puszka robi najwięcej hałasu"/

Dotyczy nie tylko relacji służbowych, ale i życiowych.

piątek, 9 października 2009

Refleksje po "łokingowaniu"

Muszę rozważyć zamianę porannej kawy na rozmowę telefoniczną ze Szczurem. Podniesione ciśnienie murowane.
Trzeba będzie zrobić coś w swojej głowie, co pozwoli mi zachować dystans do pracy tak jak to sobie obiecałam wracając do pracy po chorobowym.

A po 16:00 - tak jak zapowiadałam - na świeże powietrze. Potraktowałam dziś łokingowanie jako ucieczkę od myślenia o pracy by wejść jakoś spokojniej w weekend. Odreagować. Wręcz cieszyłam się na moment wyłączenia kompa i chwycenia za kije :)

Podczas chodzenia po lesie i rozmowy z pewną osobą - na nowo doceniłam mój święty spokój w domu gdy do niego wracam. Często gdy posłucham o problemach innych ludzi, moje bieżące nagle się kurczą. Ludzie muszą czasem wiele znieść... a może to znoszą aż tyle czasu na własne życzenie? Nie wiem. Różnie się ludzkie losy układają i czasem nie ma się wyjścia lub się go nie widzi. Straszne...

Mnie w razie zagrożenia adrenalina włącza obronę poprzez atak. Nie pozwalam innym na przekraczanie pewnych granic w stosunku do mojej osoby. Ale to zupełnie inna historia...ja się już dość napatrzyłam w swoim życiu by móc pozwolić komukolwiek na niewłaściwe traktowanie. Niektórzy biorą mnie za twardziela. Ale to złudzenie. Udało mi się tylko pokierować życiem tak, by móc po spacerze spokojnie wrócić do domu, mojej twierdzy i w spokoju spędzić wieczór, noc, dzień...

czwartek, 8 października 2009

Pierwszy raz z kijami

Wreszcie po raz pierwszy urwałam się do lasu na łokingowanie czyli łażenie z kijami, zwane też nordic walking.
Koleżanka wyprowadzała psa, a ja kije :)
A właściwie to się uczyłam jak z tym chodzić.
Było super, czuję większość mięśni mimo, że niezbyt szybki to był marsz.
Nieźle się można zgrzać :)
Super sprawa.
I nawet wiszące deszczowe chmury, z których kapało nie przeszkadzały pod parasolem z drzew.
Od dziś godzina 16:00, kończę pracę, wyłączam kompa w pracowni i jazda do lasu.

Najgorzej - jak by nie było - to się poderwać z kanapy i wyjść gdy się już na tej kanapie zastygło.

środa, 7 października 2009

Październikowy wieczór

Wyjątkowo ciepło na dworze u nas. Wczoraj i dziś nawet cieplej niż w niejeden sierpniowy wieczór. Wczoraj przemierzałyśmy miejsca nadające się na łażenie z kijami po zmroku. Żeby było dość pusto, jasno i szeroko. No i długo :)

Dziś co prawda jeszcze bez kijów, ale spacer na odreagowanie dnia obowiązkowy, po drodze knajpka. Masa ludzi na ławeczkach na zewnątrz. Normalnie jak w regularny letni wieczór. Dawniej spotykaliśmy się z Ekipą co tydzień "z okazji środy", dziś udało mi się znów z wizytą trafić na środę.

Środa to w sumie fajny dzień - już za połową tygodnia pracy. Jeszcze tylko dwa dni dzielą od weekendu. Tylko i aż. Ciężko ostatnio w pracy - nikt nie mówił że będzie łatwo. Planowałam urlop na początek października, a wyszło jak zawsze...

wtorek, 6 października 2009

Cwaniaczenie i szczurzenie czyli (nie)przyjemności w pracy

Przychodzi do firmy spokojny, cichutki, pracowity. Zdobywa zaufanie i sympatię pracowników oraz uznanie szefa. Deklaruje na każdym kroku gotowość do współpracy. I wszystko wygląda fajnie. Wygląda.

W międzyczasie rozgląda się po firmie, zadomawia się. Nieco awansuje, przechodzi jakieś szkolenie, dostaje nowe zadania... i nagle obrasta w piórka. Już wiadomo z kim masz do czynienia. Klasyczny szczurek – cicha woda.

Z czasem okazuje się, że jego zadania mają średnio 9 miesięcy opóźnienia, współpraca z nim polega na ciągłym wysyłaniu mu monitów, które giną u niego jak w trójkącie bermudzkim. Prosisz się o każdy materiał miesiącami.

Szczurek musi szczurzyć, więc sprzedaje cudze pomysły jako swoje nie tylko szefowi. Zapomina się na tyle, że je sprzedaje jako własne odkrycia samemu ich autorowi. Wszystkie sukcesy usiłuje przypisać sobie. Robi sobie przy tym doskonały marketing. Staje się bezczelny i wyjeżdża do starszego stażem z takimi komentarzami, którymi świętego wyprowadziłby z równowagi. Zamiast wziąć się za swoją robotę, włazi w kompetencje komuś innemu i próbuje być mądrzejszy od specjalisty z innej działki (tylko dziwnym trafem jak dotąd nie pracował w zawodzie tego kogoś).

Ciężkie życie z takim kimś w zespole.
Ciekawe kiedy szczurek się zapętli i zje własny ogon.

sobota, 3 października 2009

Zrozumiałam...

...że nawet z dala ode mnie - zawsze będzie w pewnym sensie mój.
Wychowałam go od małego, wszystkiego nauczyłam.
Życie bywa wredne...

Zdecydowałam się wreszcie zrobić krótki film wspomnieniowy.
To było moje pożegnanie z Nim.
Ma się dobrze.
Co o nim słyszę, to pękam z dumy.
Zapewniają Mu wszystko to, czego ja bym teraz nie mogła mu zapewnić.
Kochają go bardzo.
Tylko tak mi Go brak...