poniedziałek, 28 września 2009

Tu cichosza, tam cichosza...

Od pewnego czasu prędzej można ze mną pomilczeć niż pogadać.
Stałam się milczkiem. Czyżby efekt uboczny samotniczego życia?

niedziela, 27 września 2009

O zachodzie słońca

Boski mnie dziś natchnął i postanowiłam spędzić wieczór z gitarką przy świecach o zachodzie słońca. Palce spuchnięte - nie przywykły, ale warto było odkurzyć i nastroić stojący w kącie instrument. Czas najwyższy by znów przyzwyczaić opuszki palców do metalowych strun. Nigdy nie wymieniłam ich na miękkie plastikowe bo nie mają dobrego brzmienia. Ambicja czasem boli ;)


sobota, 26 września 2009

Istanbul

Film utworzony z 7500 fotografii, autor: Veysel Gencten
Miasto na dwóch kontynentach, ciekawie wygląda Istambuł w śniegu :)


Mercan Dede - Engewal (Istanbul Twilight)


Rozmowa z przyjacielem

Gdy dzielimy się nawet najbardziej skotłowanymi w głowie myślami z osobą nam życzliwą, możemy sobie tylko pomóc.
Nazwawszy pewne rzeczy i uporządkowawszy je, dajemy sobie szansę na to, że rozwiązanie nasunie się samo, a my odzyskamy wewnętrzną równowagę.
To bardzo cenne.

piątek, 25 września 2009

O poranku

Kanapa podczas snu zdecydowanie łamie kark.
Ewakuacja z wygodnej sypialni 3:30.
Powód: chrapiący sąsiad.
Wnioski: opcje są trzy
1/ sąsiad jest za głośny
2/ ściany są za cienkie
3/ ja mam za dobry słuch

Przenosić sypialnię do pokoju dziennego? Jakoś mi się nie uśmiecha...

czwartek, 24 września 2009

Oj się działo :)

Dziś miałam okazję bawić się na imprezie pt. polterabend :).
Dla tych co nie znają - to taki zwyczaj, zgodnie z którym przed weselem (na ogół 2 dni przed) tłucze się szkło u Pani Młodej, młodzi mają to szkło sprzątać, w czym skutecznie przeszkadzają im goście.

W naszej Ekipie się przyjęło, że z tej okazji się przebieramy. Szkoda, że tym razem Ekipa trochę w rozjazdach, więc reprezentacja niezbyt silna, ale poprzebierały się też inne grupki gości, więc ubaw był po pachy.
Tym razem impreza przypominała małe wesele. Masa ludzi, muzyka, poczęstunek, dużo świetnej zabawy w miłym gronie.
Dziś wystąpiłam w roli greckiego myśliciela ;) więc cały wieczór udawałam greka. Że niby ja coś kręcę? Ja nic nie kręcę prócz filmu ;).
Jak przejrzę materiał to może wrzucę jakieś stop-klatki :D
Znów przypadła mi rola kamerzysty i montażysty. Ale to wdzięczna rola jeśli się to robi dla przyjaciół.

Edit: dorzucam obiecane stop-klatki :D. Ciężko coś wykroić bo kamerzysty prawie nigdy nie ma na filmie ;)

środa, 23 września 2009

Wspomnienia z dzieciństwa :)

Pamiętacie? Kiedyś to były programy dla dzieciaków :)

Pankracy - cztery łapy


Okienko Pankracego

:)))))
Wspomnień tyyyle wróciło ...cała masa :)

wtorek, 22 września 2009

Gdy tłumacz tworzy nową historię zamiast tłumaczyć

Serialiki typu meksykańskiego są jednym z wielu dobrych sposobów na podtrzymywanie znajomości hiszpańskiego. Jednak gdy tak czasem słucham tłumaczeń czytanych przez lektora, to się nie dziwię, że dialogi są do tego stopnia drętwe. Dziwnym trafem tłumaczowi powychodziły same okrągłe do mdłości zdanka niskich lotów. Czasem z kilku całkiem życiowych zdań, potrafi taki tłumacz zrobić jedno krótkie stwierdzenie o takiej formie, jakiej nikt normalny nie używa w mowie potocznej.

A spokojnie możnaby wykorzystać ich skłonność do zabawy słowem i przetłumaczyć to czasem przyziemnie, czasem z przekąsem, czasem z pieprzem, czasem z jajem - zaraz byłby lepszy odbiór.

A tak - wychodzą dziwolągi.
Maleńki przykład:

Aktor wykrzykuje: "Gdzie ja miałem głowę?!" (tu odpowiednia gestykulacja)
Lektor mówi: "Postąpiłem nierozważnie."

Masssakra...

Ciąg dalszy

A z okazji poniedziałku sąsiedzi zamiast rano tłuc kotlety, zrobili wieczorem imprezę :D
Hałasowali radośnie do późna.
Kocham tu mieszkać ;P

poniedziałek, 21 września 2009

Wizyta

- No i jak się Pani czuje? - pyta lekarz
- A zmęczona bardzo - odpowiadam
- Jak to zmęczona? - dopytuje zdziwiony
- Od tej walki przeciwko samej sobie
- Ale jak? Przecież nie da się walczyć przeciwko samemu sobie - mówi
- No właśnie.... dlatego jestem już tak zmęczona...

niedziela, 20 września 2009

Czas na odpoczynek

Z wieczora sąsiad chrapie tak, że nie mogę spać we własnym mieszkaniu.
Z rana też się nie da pospać, bo sąsiedzi z dołu tłuką mięcho na kotlety, a ci z góry - w odpowiedzi na to - tłuką po kaloryferze. Pewnie znów skacowani, w ten sposób próbują uciszyć tych 2 piętra niżej, prawdopodobnie myśląc, że to ja się tłukę czy coś...
A ja tak między nimi usiłuję dospać zarwany wieczór.
Cóż za cudny niedzielny poranek...

sobota, 19 września 2009

Pocieszenie na koniec lata

Czyli klasyczne "always look at the bright side of life".
Moją jaśniejszą stroną jest to, że zaczął się okres, w którym z domu mam widok na przepiękne zachody słońca :). Latem tego nie mam, bo słońce przed zachodem chowa się za innym blokiem.

środa, 16 września 2009

Zaszalałam

i mam za swoje ;).
Pół dnia robienia kopii zapasowych, eksportu, importu - jak ja tego nie lubię.
Nowa komóreczka fajna i czasem takie wymiany przeprowadzać trzeba, ale gdyby się wszystko tak samo przenosiło i ustawiało...
Nawet udało mi się smsa wysłać :D przypadkiem :P
No i już "nauczyłam" telefon swojego pisma, problem w tym, że muszę wyczaić jak się robi spację przy piśmie odręcznym hihi...

poniedziałek, 14 września 2009

Wątpliwości garść

Co należy zrobić, gdy znany nam porządek rzeczy ulega zburzeniu?
Czy powinniśmy się silić na zrozumienie niezrozumiałych komunikatów drugiej strony?
Czy da się spokojnie czekać na jakikolwiek racjonalny znak, działanie, chęć rozmowy ze strony partnera?
Czy wobec naszej bezsilności nie lepiej po prostu poddać się i pójść w swoją stronę, zostawić partnera wraz z niezrozumiałym zachowaniem?

A jeśli coś przeoczymy?
Jak odróżnić milczące wołanie o pomoc i wsparcie w życiowych problemach od unikania i braku chęci bycia z kimś?
Zawsze pozostaje pytanie: "czy ja się aby nie narzucam?" "czy się nie pcham gdzie mnie nie chcą?" "a może rzeczywiście chce być sam?"

Jak pomóc komuś, kto nie tylko nie szuka naszej pomocy i wsparcia, ale wręcz to wsparcie odrzuca i odcina się od świata?

Jakże częste, że ludzie, którzy mają prawdziwe kłopoty - zamykają się w sobie i łomem ich nie otworzysz.
Ba - nawet nie wiesz, że coś im się dzieje, bo cię o tym nie powiadomią.

Dlaczego ludzie nie szukają kontaktu w trudnych chwilach?
Jakiś czas temu sama dostałam ochrzan za to, że nie zawiadomiłam przyjaciół o swojej trudnej sytuacji. A wydawało mi się, że kto jak kto, ale ja jestem człowiekiem, który gdy mu źle - szuka towarzystwa zaufanych ludzi.

Dlaczego jest tak, że prawdziwe cierpienie jest skryte i milczące?

niedziela, 13 września 2009

Polacy się nie dali Francuzom!

...I zostali mistrzami Europy w siatkówce!
3:1, piękny wynik, cudna ostatnia akcja, można spokojnie spać. Ani jednej porażki w meczach. Wygrali cały turniej w pięknym stylu!
Biedni sąsiedzi, darłam się strasznie :D

Trasa rowerowa w Gliwicach

Piękna niedziela u nas, około południa wszędzie spokój bo ludzie albo siedzą w kościele, albo przy obiedzie. Nie wiadomo ile jeszcze takich dni będzie w tym roku, więc postanowiłam go wykorzystać. Wskoczyłam zatem w sportowe ciuchy i wyjęłam z garażu rowerek. Krótka wycieczka na osiedle za lasem. Na łączącej osiedla ulicy wylali nowy asfalt a chodnik robiący za ścieżkę rowerową rozkopali.

Miałam nadzieję, że wreszcie przesuną tę ścieżkę wgłąb lasu tak, by szpaler latarni nie biegł niemalże przez środek ścieżki. Gdy przejechałam kawałek dalej okazało się, że przeceniłam ludzi planujących remonty tras. Oto świeżo położona ścieżka rowerowa na starym chodniku:

...ale to jeszcze nic! Mimo rozczarowania, miałam ja jeszcze cichą nadzieję, że poszerzyli ścieżkę w okolicach "mostka" nad leśnym ciekiem wodnym, gdzie zwężenie ścieżki za sprawą barierki ma może jakieś 30, góra 40 cm szerokości i zawsze trzeba zjeżdżać na ulicę by nie zahaczyć kierownicą lub pedałem o barierkę (dodatkowo jest to zakręt nie należący do bezpiecznych). Tam się ciężko nawet przechodzi pieszo - trzeba iść pojedynczo, gęsiego. No cóż... nadzieja...

Nie dość, że nie poszerzyli tego miejsca, to jeszcze pozostawiono wysoki krawężnik. Ja rozumiem, że to dla bezpieczeństwa samochodów, ale skoro piszą jak byk, że TU biegnie ścieżka rowerowa i stawiają znak zakazu ruchu rowerów, to CHYBA do czegoś zobowiązuje prawda?

Już nie będę wspominać, że tę ścieżkę w tym kształcie dzielimy z pieszymi. Jeśli ktoś idzie z wózkiem albo większą grupą to kaplica.

piątek, 11 września 2009

Piątkowo popołudniowo

Koniec tygodnia, zmęczenie rozkładające na łopatki, ale przynajmniej wypchnięty mam znienawidzony projekt. Odetchnęłam z ulgą...choć nawet na radochę nie mam siły.

Najbliższa kumpela poleciała dziś do Egiptu się byczyć 2 tygodnie na słoneczku. Pozytywnie zazdroszczę tego ciepełka i nic-nie-robienia. Muszę zaplanować jeszcze jakiś urlop, tym razem wypoczynkowy. Ostatni był przecież rehabilitacyjno-leczniczy, a to bynajmniej wakacje nie były.

Myśląc o konieczności mierzenia się z szarą rzeczywistością - zarówno życiową jak i służbową - mam ochotę zapaść w sen zimowy albo się - pod ziemię... mam ochotę się zniknąć.
Za oknem grzmi, ciekawe czy będzie jakaś burza, czy tylko tak straszy.

czwartek, 10 września 2009

Międzyplanetarne gry, zabawy i wojenki - Mars vs. Wenus (V)

Czasem dobrze jest dokładnie przejrzeć się w oczach zupełnie obcych ludzi.
Wówczas pytanie: "co ze mną jest nie tak?" nagle może się odwrócić na: "co z NIM jest nie tak?"

wtorek, 8 września 2009

Rozmowa telefoniczna

Ja: Cześć A.! już wiem co możemy robić zamiast łażenia spacerkiem jak emerytki a żeby nie biegać!
A.: O! A co takiego?
Ja: NORDIC WALKING!
A.: Świetnie! Czemu nie?
Ja: No wiesz... do biegania to chyba niezbyt się palimy, a szybki marsz z częściowym odciążeniem stawów pozwoli nam na dłuższy trening...
A.: Hmm... No nie mówię nie... :))
Ja: No i można na upartego nawet jesienią czy zimą spędzać aktywnie czas! Mamy tu tyle lasów...
A.: Dobry pomysł!
Ja: Co tam jakieś wściekłe psy! Będziemy łazić po lesie i koniec! Tyle lat łazimy i nic się nie działo, raz jakiś idiota nie upilnował bestii i co? Mamy się ze strachu nigdzie nie pokazywać?
A.: Hmm... może załatw jakiś gaz? Jak będziesz kupować dla siebie to wiesz...
Ja: No wiesz... nie chciałabym środków do obrony osobistej w sklepie netowym w ilościach hurtowych kupować... głupio trochę... Ale w Z. jest sklep z bronią (A. pracuje w mieście Z.)
A.: Sklep z bronią? w Z.?
Ja: Tak, kiedyś mi się wrył w pamięć i o ile pamiętam jest w samym centrum - muszę sprawdzić.
A.: OK. To skombinuj namiary oki?
Ja: Oki.

Ciekawa jestem co sobie pomyśleli znajomi z pracy A., którzy w trakcie tej rozmowy jechali w tym samym aucie i słyszeli tylko jej wypowiedzi ;)
-------------------
Co do nordic walking: pomysł podsunęła mi swoją notką Zocha :). Kijki już zakupione, A. dostała jedną parę ode mnie w prezencie w ramach jej nadchodzących urodzin. Zaczynamy po jej powrocie z wakacji :)

Ależ niesamowita to radocha gdy się daje komuś rzeczywiście trafiony prezent :))

niedziela, 6 września 2009

Dzień piżmaka :)

Weekendowe leniuchowanie i świętowanie dnia piżmaka. Należało mi się :)
A na miłe zakończenie tej wielkiej chwili dla siebie i jeszcze większego obżarstwa - zapodałam sobie mały orientalny trening.

Postanowiłam umilić sobie ten czas i wprowadzić atmosferę relaksu. Taniec przy świecach! Tego to jeszcze nie przerabiałam, ale z pewnością nie raz powtórzę :)
Do tego spokojna muzyka w stylu beledi - tego mi było trzeba.

Nie polecam do tańca z woalem, skrzydełkami i innymi latającymi przedmiotami łatwopalnymi, bo zamiast wielkiego relaksu może być wielki pożar ;P

sobota, 5 września 2009

Grito de dolor - Krzyk Bólu

Jednym z moich ulubionych latynoskich wykonawców jest Ricardo Montaner. Argentyńczyk z urodzenia, jako dziecko przeniósł się z rodziną do Wenezueli. Ciekawostką jest, iż artysta ten, właściciel fenomenalnego głosu, zaczynał jako perkusista w zespole :).
Moim ulubionym albumem jest "Todo y Nada" ("Wszystko i Nic").

Utwory Montanera mają piękną, miękką linię melodyczną, która w połączeniu ze wspaniałym głosem Ricardo oraz wysmakowanymi tekstami daje niesamowity efekt.
A oto jeden z utworów z płyty "Todo y Nada" właśnie - "Grito de dolor" ("Krzyk bólu")


W jaki sposób księżyc może przywiązać do nieba swoje nici?
W jaki sposób komety mogą żyć w spoczynku?
W jaki sposób możesz wstrzymać ostatnie tchnienie?
W jaki sposób konanie może uciszyć swój krzyk bólu?

Jak się stanie morze bez twej głębi?
Jak powstanie deszcz bez twarzy które może zmoczyć?
Co zrobisz kochanie beze mnie?

Jak smutek może umrzeć ze śmiechu?
Jak radość może żyć w samotności?
Jak kochankowie mogą oszukać odległość?
Jak możesz przerwać milczenie zamykając mi usta?

Zaszyj mi wargi i podetnij mi skrzydła
Pozbaw mnie marzeń...
Nawet tak nie zdołasz uciszyć mego głosu!
(Tłumaczenie: AthenaErgane/Antares)

czwartek, 3 września 2009

Coś wisi w powietrzu

Myślałam, że to ogólna niemoc i zniechęcenie do czegokolwiek ostatnio mnie ogarniają, a tymczasem chyba jakaś chorość mnie dopada :((.
Czy Wy też już czujecie nadchodzącą jesień?

środa, 2 września 2009

Taniec arabski - styl egipski

Niby nic takiego, żadnych strasznych ewolucji - a jakie wdzięczne, urokliwe i piękne. Taki jest właśnie mój ukochany egipski styl.

Wersja folklorystyczna:
Egyptian Folkloric Bellydance


i bardziej... hmm... sceniczna rzec bym mogła :)

Egyptian Bellydancer


Nie zapomnę subtelnego, delikatnego tańca jednej z moich nauczycielek, która miała w sobie coś arabskiego. To było niesamowite i niezwykle inspirujące. Jestem absolutnie zakochana w tym subtelnym stylu, będącym esencją tańca arabskiego.

Ale to nie tylko o zachwyt chodzi. Ten powrót do źródeł chyba jest mi potrzebny by na nowo odnaleźć to, co w tym tańcu istotne. Zbyt wiele napatrzyłam się na najróżniejsze style, które wrzucają do jednego worka pt. "taniec brzucha". Odczuwam wewnętrzny sprzeciw na dźwięk tej nazwy, będącej kompletnym nieporozumieniem, ale również wobec tego CO podciągają pod tę nazwę.

Zaczynam się coraz częściej zastanawiać ile jest tańca arabskiego w tańcu arabskim - i spostrzegam, że więcej w nim prób wytrzymałości błędnika oraz coraz dziwniejszych rekwizytów, a także wymyślnych "akrobacji", aniżeli właściwego tańca.

Zaczęłam od siebie - od poszukiwań istoty tego tańca, jego "arabskości" no i od stosowania właściwego nazewnictwa.

Tak na marginesie - nazwę "taniec brzucha" czyli "belly dance" zawdzięczamy najprawdopodobniej jakiemuś super-mądremu angolowi, który słowo "beledi" skojarzył ze słowem "belly dance" i w dodatku mu się wydawało, że to brzuch tańczy podczas, gdy tańczą biodra :D.

Ja się na taką nomenklaturę NIE zgadzam, bo z założenia wprowadza w błąd.

Bez komentarza :)

Ta dwójka żadnych komentarzy nie potrzebuje

Angus & Cheryl: "Remote Control" (Ep02)


Angus & Cheryl: "Insomnia" (Ep01)


Angus & Cheryl: "Beach Volleyball" (Ep07)



wtorek, 1 września 2009

Upolowałam

Bluzę na jesień w stylu orient :)
Co prawda workowata ale za to jaki wzór!

Miałam ci ja ochotę na...


...frytki :)
A jeśli frytki to tylko domowe, z własnoręcznie pokrojonych, świeżych ziemniaków. Jeśli chcemy by były usmażone równiutko, najlepiej robić to na dużej patelni, rozkładając jedną ich warstwę na całej powierzchni. Wychodzi stosunkowo mało oleju, a każda porcja duża. Pychota!