niedziela, 31 maja 2009

Polskie gwiazdy za Wielką Wodą

Jakoś w ostatnim czasie sporo w mediach pani Basi Trzetrzelewskiej. Jako że jak dotąd w temacie jej działalności artystycznej jestem totalnym ignorantem - jedyne co wiem, to że od zawsze mówiono o niej, że to wielka gwiazda i nasza duma za Wielką Wodą :). Zdaje się jakoś w zeszły weekend pani Basia gościła w DDTVN - no i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to to, że kojarzę ją z teledysków jako szczuplutką panią. No ale to nie jest najważniejsze, ludzie się zmieniają, a mnie się mogło coś skojarzyć z iks lat temu.

Niefart polegał na tym, że miała w tym programie krótki występ (na żywca), który chyba najbardziej udany nie był. Po raz pierwszy usłyszałam jak pani Basia w ogóle śpiewa i - ku mojemu rozczarowaniu - nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że mocno mija się z dźwiękami no i że po tylu latach używania angielskiego - śpiewana angielszczyzna taka hmm.. drewniana jakaś.

Tak więc po takich "strasznych" i napuszonych wstępach w stylu TVN że "gwiazda", że znana, że genialna etc., pierwsze wrażenie po tym gdy "dała głos" pozostawiało wiele do życzenia. Jednakże wiem jak "wredny" mikrofon potrafi wyłapać wszystko, postanowiłam więc zwalić sprawę na złośliwość rzeczy martwej - jakiegoś felernego mikrofonu i grzebnąć w temacie aby zatrzeć w pamięci pierwsze niekorzystne wrażenie. Zwłaszcza, że p. Basia sama dość gorliwie broni się przed nazywaniem jej gwiazdą, co liczę jej na duży plus.

No więc (wiem że nagrania studyjne to nie to samo co na żywca ale jakoś twórczość poznać trzeba ;)) weszłam na jej oficjalną stronę (jeju ależ się tam każda strona długo ładuje i jak w tym czasie paskudnie wygląda) i wzięłam utwór pierwszy z brzegu. Wybów padł na "Yearning" - chyba mam słabość do tego tytułu z powodu cudownego utworu Raula Ferrando o tym samym tytule - no i co słyszę: utwór ładny, głos miękki, acz co mnie mile zaskoczyło, to końcówka ze "szła dzieweczka do laseczka" :). Ładnie wkomponowany motyw polski. Szanuję ludzi, którzy wiedzą skąd pochodzą, nie zaprzeczają temu, a nawet więcej - potrafią to wykorzystać i pokazać w sposób nienarzucający.

Szacun dla pani Basi za kilka rzeczy:
  • za to, że nie wstydzi się swoich korzeni - przeciwnie - jest w stanie umiejętnie wpleść takie małe polskie "smaczki" w swoją twórczość
  • za to, że męczy Amerykanów wymową swojego nazwiska, zamiast je "dostosować" - jak to ma w zwyczaju wiele "gwiazdek", robiących karierę w tzw. wielkim świecie
  • za to że reaguje przy zbytnim "lukrowaniu" prowadzących i stara się ich pohamować, gdy zanadto fantazjują :)
  • za to, że mając wadę wymowy (literka "R") ukierunkowała swoją karierę na śpiewanie w języku, w którym to "R" wcale potrzebne nie jest :)

A tu maj, piękny maj

Hmm... chyba nawet zimni ogrodnicy nie byli tacy zzzzimni, prawdopodobnie dlatego, że nie byli mokrzy.

Parodia Ogrzej mnie


W ten "piękny", ostatni majowy dzionek w temacie pogody już nic więcej nie powiem ;)

piątek, 29 maja 2009

...bo można nie móc...

Tak wielu ludzi nie docenia tego, co w ich życiu dobre i ile mają szczęścia. Ba... nawet nie zauważają tego co mają (ani że mają), bo nie przyjdzie im do głowy, że można tego nie mieć. Że można nie móc o tych "rzeczach oczywistych" nawet pomarzyć...

środa, 27 maja 2009

OLE!!! :)

Ach co to był za mecz... :)
Jako wielka fanka Barcy miałam naprawdę świetne widowisko z happy endem :D.
Dla niezorientowanych dodam tylko, że chodzi o dzisiejszy mecz finałowy Ligi Mistrzów FC Barcelona-Manchester United, który Barca wygrała 2-0

poniedziałek, 25 maja 2009

Nagrywanie wideokonferencji

Poszukując informacji o Live Messenger na smartfony, trafiłam dziś na ciekawe znalezisko, mianowicie EatCam Webcam Recorder. Taki mały program do nagrywania wideokonferencji (wideo+dźwięk), dedykowany dla Live Messenger, choć obsługujący też inne komunikatory. Po przetestowaniu jak program pracuje, okazało się, że może z powodzeniem pełnić rolę nagrywarki pulpitu (np. do tworzenia prezentacji czy też filmów instruktażowych).


Niemniej jednak głównym powodem, dla którego zamieszczam tutaj informację o tym programie, jest zwrócenie uwagi na fakt, że program startując - mimo, że stworzony dla komunikatora - nie ostrzega rozmówcy o tym, że oto właśnie rozpoczyna się nagrywanie, tak jak to np. robił program Pamela dla Skype'a.

Co prawda nagrywarek pulpitu jest sporo, jednak w/w program nagrywa filmidła dość dobrej jakości, płynne, co stanowi spore zagrożenie w razie gdyby rozmówca po drugiej stronie nie miał najlepszych intencji. Tak więc ten post tak trochę ku przestrodze, trochę dla uświadomienia amatorów wideokonferencji, aby uważnie dobierali sobie partnerów i tematy do rozmów ;).

Start w nowy tydzień pracy

Ależ rozkoszny poniedziałkowy poranek...
Od samego rana chłopaki i sprzęt tłuką mi się pod oknem bo zwijają nam chodnik. Trochę za ciepło by siedzieć w pomieszczeniu z zamkniętym oknem, a robota nie nadaje się na przeniesienie na laptop i ewakuację na balkon po drugiej stronie budynku... zresztą po drugiej stronie o tej porze też się tłuką tylko inne chłopaki ;P.

Cóż.. cieszmy się, że będziem mieć nowy chodnik :D, jakkolwiek do starego miałam sentyment - wszak to na nim jako mały dzieciak wyrżnęłam po raz pierwszy na rowerku :). Chciałam mieć "mocny wjazd" pod dom, prosto z nauki jazdy w innej części osiedla na tymże rowerku - to miałam hyhy...

Już dawno nie widziałam mojego futrzaka wystraszonego i spłoszonego. Dziś ujrzał pana z kilofem, zamachniętego w jego kierunku i ... przestał być taki "do przodu" - nawet nie chciał wejść do klatki przed którą ów pan zamachnął się "na niego" ;).

Na deser - piekarnia i jakiś mądry gość, uważający, że pani za ladą, która ma kolejkę do obsłużenia, powinna każdorazowo gdy jej z rana ktoś rzuci stówą bo chce "kupić bułkę" (czyt. rozmienić kasę) - latać i rozmieniać za tę osobę... no nie wiem może pan chciał się przyjąć za gońca (?)

sobota, 23 maja 2009

Pozorny zastój

Ostatnio cisza u mnie, ale tylko pozorna ;). Wreszcie zebrało mi się na zrobienie osobistego portfolio. Tak więc grzebię i grzebię i od tego grzebania aż mnie wcięło na amen :).

Z ostatnich odkryć muzycznych:

Alex Ubago - Dame Tu Aire


Utwór nie tylko ciekawy muzycznie, ale i jego tekst taki "rozjaśniający pochmurny dzień" - obecnie u mnie wzrosło zapotrzebowanie na teksty z optymistycznym przesłaniem, o co w repertuarze meksykańskiego radia XEK z moją ulubioną latynoską muzyką trudno (oni tam jednak kochają dramaty).

Zauważam też, że odkąd zrobiłam małe przemeblowanie, stworzyłam sobie prywatny dancefloor i przeniosłam lustro, ku mojemu zaskoczeniu wracam do tańczenia... w dodatku jakoś padło na wskrzeszenie mojej uśpionej orientem latynoskiej duszy :). Okazało się też "w praniu", że nawet pracownię poprzestawiałam tak, że zrobiła mi się słusznej wielkości przestrzeń do "rozprostowania nóg" gdy od siedzenia kręgosłup wychodzi tylną częścią ciała ;D

niedziela, 17 maja 2009

Nie ma to jak we własnej "samotni" :)


"...Siedzę na ganku i majtam nogami

wcale nie żałuję, że nie jestem z wami
bo tylko tu mogę ten problem roztrząsać:
jaki jest cień kota o zachodzie słońca?..."

/"Siedzę na ganku" - Tomasz Szwed/

sobota, 16 maja 2009

Psie cwaniaczenie

Futrzak to jednak cwana bestia jest :). Z rana gdy za długo śpię, ładuje się do sypialni i najpierw patrzy czy śpię. Jak za długo nie reaguję, wychodzi. Po pewnym czasie wraca i znów patrzy. Jeśli się odezwę i tym samym dam znak że nie śpię, to kładzie się z ostentacyjnym buczeniem obok łóżka odwrócony do mnie tylną częścią ciała i zaczyna się teatrzyk :). Goldeniasty udaje wielce obrażonego. Leży i na nic nie reaguje, aż wstanę z łóżka. Półśrodków nie uznaje. Tak więc leży "wypięty na mnie" niezależnie od tego czy już się podniosłam i siedzę, czy do niego gadam, wołam, czy trącam stopą gdy już usadowię się na brzegu łóżka gotowa wyleźć. Pies pozostaje niewzruszony. Dopiero ożywia się gdy wstanę - koniecznie na OBIE nogi :D.

Jednak czasem zdarza mu się - gdy nie ma strasznej potrzeby - zasnąć obok. Często takie zwłoki leżą sobie wtedy wsparte o podgłówek - stojące na podłodze radio:

pies - meloman ;)


piątek, 15 maja 2009

Kwieciście i kolorowo :)

No i moje bratki jakieś paskudy zjadły :/. Sundaville i bluszcze się trzymają dzielnie.

Dziś z okazji weekendu w nagrodę za ciężką, całotygodniową pracę, przywlokłam z ulubionej kwiaciarni kolejne roślinki na balkon i sporej wielkości drabinkę pod kolejne pnącze - jaśmin (znów zaszalałam).

Wzięłam się za sposób i sadzę pojedynczo w doniczkach, po czym wpuszczam doniczki w rynnę. Duże skrzynie z wieloma roślinami średnio się sprawdzają, bo jak jedna roślina zachoruje, to ciężko oddzielić chore od zdrowych - i reszta też pada. A tak - wyjmuje się doniczkę, sadzi nową roślinę i po sprawie :). No i... można sobie w ten sposób robić dowolne kompozycje z różnych roślin bez obawy, że się "pogryzą" w jednej skrzyni.

po przyniesieniu ze sklepu

W tym roku naszło mnie na różnorodność zarówno rodzajową, jak i kolorystyczną. Podejrzewam, że może mieć to związek z tym, że od ładnych paru lat rok w rok siłą rzeczy i ustawienia bloków - patrzę na balkon pewnej pani... co prawda rękę do "pelasi" to ma (nie wiem co im sypie, że rosną jak szalone), ale oglądanie całego balkonu w czerwonych pelargoniach i w identycznym układzie co roku, zdecydowanie może się przejeść aż do niestrawności ;). Robię małą przeciwwagę :D.

No i OCZYWIŚCIE w całym zamieszaniu i dyskusjach z panią w kwiaciarni - w końcu zapomniałam o pałeczkach nawozowych, tak że jutro trzeba jeszcze raz się pofatygować. Grunt bym znów nie zapomniała po co przyszłam ;).

Pałeczki nawozowe są o tyle dobre, że:
1- nie trzeba się bawić w roztwory
2- są jednocześnie przeciw szkodnikom lub grzybobójcze
3- nawet jeśli jest jakiś deszczowy okres, nie trzeba się zastanawiać "co począć" - czy dolać by jednak był roztwór, czy sypnąć proszkiem/zalać stężonym i się modlić by nie wyszło słońce ;P

Po prostu wtyka się w ziemię i spokój na 2 miesiące - pozostaje tylko podlewać gdy nie pada :)

poniedziałek, 11 maja 2009

Mammmm!

Nie mogę się napatrzeć na prezent, który dostało mi się od mojej najlepszej kumpeli.



Jakiś czas temu sobie upatrzyłam ten komplet w sklepie i tak zachorowałam na niego, że postanowiłam sobie go kupić przy najbliższej okazji. Aż tu nagle, ni z tego ni z owego - dostaję go w prezencie urodzinowym! Aaaaaaaaaaaaaaaaa! Co było radochy po otwarciu tego prezentu, to biedni sąsiedzi-działkowicze mojej kumpeli wiedzą, bo się nasłuchali moich dzikich okrzyków.

Teraz sobie spokojnie sączę herbatkę :)

Czarne poczucie humoru jest cool ;)

Z okazji urodzin - koniec urlopu i powrót do pracy w prezencie :/
Wątpliwa to przyjemność, ale gdyby tak poszukać jaśniejszych stron... hmm... O! może to, że nie będę myśleć o tej wieeelkiej liczbie co mnie dziś z samego rana napadła ;P.

Starość nie radość...
...młodość nie wieczność

sobota, 9 maja 2009

Mała rzecz a (kręgosłup) cieszy

W całym urlopowym odpoczynku od wysiadywania przy kompach, moja biedna szyja została wreszcie nieco odciążona. Wystarczyło jednak trochę czasu spędzonego przy laptopie, by szyja się mocno zbuntowała.

Obiecałam sobie, że już NIGDY (nawet na 5 minut, które zwykle się wydłużają) - nie usiądę do laptopa bez tego:



Mój kręgosłup - z racji przebytego urazu jego szyjnego odcinka - burzy się już po paru minutach "wiszenia" nad laptopem postawionym na stole, albo na kolanach. O zgrozo, większość ludzi właśnie tak używa laptopów przy codziennej, wielogodzinnej pracy! Póki co odczuwają jedynie zmęczenie i sztywność karku... ale po kilkunastu latach takiego wyciągania szyi - będą naprawdę cierpieć! Ja ten ból (i, zapewniam, nie tylko ból) już znam - doprawdy nikomu nie życzę.



Wszędzie się lansuje notebook/netbook jako "wygodną" formę korzystania z komputera, a dla uzupełnienia sielankowego obrazka, widzimy coś w tę deseń:




Najczęściej z laptopa korzysta się tak:



Nieraz jak widzę te obrazki z osobą wyłożoną na kanapie w dziwnej pozycji, tylko po to by pokazać "wolność", jaką się zyskuje mając laptop z bezprzewodowym dostępem do internetu, albo w jakimś serialiku gościa "pracującego" w ten sposób, że sięga z kanapy do laptopa ustawionego na niskim stoliczku, który jest za niski nawet by sięgać do niego po filiżankę kawy - to aż mnie szyja boli. Ale takie obrazki niestety wchodzą w świadomość i ludzie powielają ten schemat myśląc, że tak jest ok.

Prawda jest taka, że jeśli nam laptop ma służyć do pracy - KONIECZNA jest specjalna podstawka i podłączana klawiatura, lub przynajmniej regulowany stolik, który ma za zadanie utrzymywać laptop we właściwym położeniu.



Ale o tym się nie mówi...

Zamiast zemsty Montezumy - meksykańska zemsta krów i ptaków

Idziesz do pracy czy na salę treningową - nie wiesz, czy pan lub pani obok nie zaraża właśnie wrednym grypskiem żołądkowym. Jedziesz autobusem lub stoisz w kolejce po bułki - i nie wiesz, czy ktoś kto właśnie na Ciebie (i wyłożone bułki) nakaszlał ma nieszkodliwą dla otoczenia astmę, czy gruźlicę.

Pójdźmy dalej...

Ludzie latają bez szczepień do Turcji, Egiptu na wczasy (kto by sobie tym głowę zawracał?), bezwiednie spotykają podróżnych po przesiadkach z samolotów z tak egzotycznych krajów jak Indie, kraje Am. Środkowej czy co bardziej egzotycznych afrykańskich. I jakoś nie są poddawani kwarantannie, tylko wracają do domu. Jak zachorują na to co przywieźli z egzotycznych wojaży - nikt nie robi konferencji prasowych na temat ich stanu zdrowia, nie mówi w TV skąd są i jak mają na imię, nie traktuje jak UFO.

Jakoś nie robi się wokół tego wielkiego szumu - jest to bowiem tak powszechne i oczywiste, że się najzwyczajniej źle sprzedaje.

Skąd więc to całe "wielkie halo" wokół nowej mutacji grypy, skoro co roku pojawia się jej nowa mutacja? Może [ po to ], by zrobić dobrą reklamę firmom farmaceutycznym? Być może też aby siać przerażenie wśród ludzi, którzy zanadto wierzą telewizji ? Zwłaszcza Amerykanie tak mają, że we wszystko bezkrytycznie wierzą, co ochoczo wykorzystują ich służby wewnętrzne. Jak wiadomo, przerażony naród łatwiej kontrolować, staje się łatwiej sterowalny...

Dorzucam link do ciekawego [ opracowania ], poruszającego ten temat, znalezionego na onet.pl

środa, 6 maja 2009

Przestawianki na urlopie

Co jest najlepsze na odstresowanie i odpoczynek intelektualny? - Sprzątanie!

Ale nie takie wymuszone, gdy się nie ma siły ani ochoty po pracy. Dobrze, gdy czynność ta jest czymś więcej niż tylko przykrą koniecznością.

Moja dawna znajoma, pozytywnie zakręcona na punkcie feng shui mawiała, że generalne porządki winny być zarówno oczyszczaniem otoczenia (fizycznie), jak i życia (na poziomie mentalnym). Takim "odblokowywaniem" zastanych miejsc by umożliwić energii swobodny przepływ, pozbywaniem się zbędnych rzeczy aby zrobić miejsce czemuś nowemu. A zatem dobre nastawienie do wywracania domu do góry nogami - bardzo mile widziane :)

I tak nie jest tak najgorzej przy takich akcjach, jako że mam wrodzoną niechęć do zbyt wielu rzeczy w domu. W miarę puste, przestronne wnętrza - to jest to :).

No więc idąc nomenklaturą feng shui - pomyślnie zostały jak dotąd "odblokowane" strefy: Wiedzy, Związków i Sławy :D.

Rodzina, Bogactwo i Kariera jeszcze czekają na swoją kolej...

Strefy: Dzieci i Pomocni ludzie u mnie są "wycięte" ot... taka architektura mieszkania ;) ale przynajmniej nie trzeba ich sprzątać ;P

Przy okazji dopadła mnie mania przestawiania - poprzestawiałam pracownię tak, że nagle się okazało, iż wcale nie musi być długa i wąska. Po reorganizacji wygląda na harmonijny optycznie kwadrat :)

Natomiast pokój dzienny "pozwolił" się urządzić tak, by była w nim zarówno część do posiedzenia sobie, jak też spora przestrzeń do ćwiczeń bez konieczności każdorazowego przestawiania mebli dla uzyskania wolnego kawałka parkietu.

Tylko pies jest niezbyt pocieszony w tej sytuacji, bo się panicznie nudzi... no i zapach środków chemicznych+pasty to dla niego wątpliwej jakości perfumy. No i mój kręgosłup też radosny nie jest - takie przestawianki to nie jest najwyraźniej jego ulubione zajęcie...

poniedziałek, 4 maja 2009

Osobliwe credo ;)


Dzięki bogu, boga nie ma.
Ale jeśli nie daj boże bóg jest - to niech nas ręka boska broni!

niedziela, 3 maja 2009

Co ma Tramwaj do Paso?

Spróbujcie sobie kiedyś obejrzeć kawałek "Tańca z Gwiazdami" przy wyłączonej fonii ;P

Przed chwilą prawie wywinęłam orła z ubawu, przyglądając się jakiemuś - jak sądzę - paso doble, jednocześnie słuchając Pudelsów - konkretnie utwór "Tramwaj" (który jest bossski).
Jak ktoś zna - wie skąd ten śpiący leniwiec obok :P. Jak ktoś nie zna i nie słyszał - niech żałuje :D.

..
...
No ok ok... nie będę taka ;)
Wrzuciłam na Wrzutę - miłego słuchania :)
[ klik ]

Gdy YouTube nawala...

Od jakiegoś czasu YouTube doprowadza mnie do szału. Przy próbie obejrzenia filmideł - czasem odpala bez problemu, ale przy niektórych filmach uparcie częstuje oglądającego oknem o takiej oto irytującej treści:




Jako że klątwa dosięgła również jeden z moich filmów, postanowiłam zbadać problem.

Wstępne podejrzenia? - Że YouTube miesza. Jednak nigdzie nie znalazłam informacji o jakichkolwiek przejściowych kłopotach technicznych (a jakże), więc w dalszej kolejności postawiłam na opcje:
  • coś nie tak z ustawieniami filmu
  • coś nie tak z moim kontem
  • coś nie tak z moim kompem (sterowniki)
Pierwsza i druga teza od razu zostały obalone, bo:
  • edycja filmu w strefie ustawień prywatności nie przyniosła rezultatów
  • pozostałe filmy - czy to ustawione jako Prywatne, czy jako Publiczne - działały bez zarzutu, tylko ta jedna czarna owca ani drgnęła
Trzecia teza upadła, gdy wg podczytanych sugestii userów jakiegoś forum podjęłam próbę odinstalowania ostatniej aktualizacji Javy (rzeczywiście niedawno taką aktualizację przeprowadziłam, więc była to całkiem prawdopodobna przyczyna). Po odinstalowaniu i restarcie laptopa - problem nadal był i miał się całkiem dobrze.


No więc przyszła mi do głowy myśl, że może to kolejny sabotaż googla - dla "zachęcenia" do zainstalowania przeglądarki Google Chrome. Z ciekawości ściągam więc instalkę, instaluję u siebie, odpalam... hmm no i nadal problem istnieje. NO! Googlowi się upiekło tym razem ;).

Ostatnią rzeczą, którą postanowiłam zrobić, to pójście do pracowni i włączenie komputera służbowego - tam nie było robionych żadnych aktualizacji w ostatnim czasie. I...? NIC!

Konkluzja?

YouTube ma jakiś problem, którym "zapomniał" się pochwalić - niektóre filmy najwyraźniej się "lubią" zablokować na amen. Jak się okazuje, chyba nie tylko z tym ma problem. Doczytałam na forum pomocy YouTube skargi na błędy z licznikami, które się blokują po pewnym czasie.

Irytujące blokowanie wyświetlania filmów w niektórych krajach chyba raczej już każdemu jest znane, tak jak makabryczne psucie jakości uploadowanego filmu. Że nie wspomnę ile się swego czasu nakombinowałam z filmami zapisywanymi za pomocą Unlead Video Studio w formacie 16:9 ...


A wracając do tematu - chyba nie pozostaje nic innego jak skasować "czarną owcę" i zrobić ponowny upload... w innym serwisie ;)


-------------
Edit g. 20:41
W niewyjaśnionych okolicznościach nastąpiło samoistne odblokowanie mojego filmu heh... no czary przez dziwy normalnie jak w ***** strzelił :D

sobota, 2 maja 2009

Instruktorka ze Wschodu - Daniella

Jako entuzjastka klimatów sha'aby, cieszę się, że trafiłam na tę panią :). Chyba ze względu na prawa autorskie i dla utrudnienia film został pocięty na kilka części (i poprzycinany), zamieszczam je wszystkie ułożone we właściwej kolejności.


1/5


2/5


3/5


4/5


5/5




Jeśli to jest tylko sala treningowa, to jak efektownie musi to wyglądać w scenicznym stroju :)

piątek, 1 maja 2009

Niech żyje majówka :)

Po wczorajszym umieraniu z powodu "wieeelkiej chmury", z której w rezultacie były dwa grzmoty na krzyż i kilka kropel deszczu, postanowiłam odbić sobie i wykorzystać jakoś dzień dzisiejszy.

Zabrałam więc dziś futrzastego do lasu wcześniej niż zwykle, oraz w inne, nieco bardziej oddalone miejsce niż zwykle. Obecność ludzi pod lasem mnie w sumie nie zdziwiła, choć jak na zwykłych grillowiczów trochę dziwnie się zachowywali. No cóż... jak zwykle brak okularów na nosie, to z daleka ciężko ocenić co się dzieje. Tylko goldeniasty w jakiś podejrzany sposób zaczął świrować. Ku mojemu zaskoczeniu - nie byli to jednak grillowicze. Była to grupa osób, które przyszły pod las poćwiczyć.... z szabelkami :).


Żałuję, że aparat w moim telefonie robi tak beznadziejnej jakości zdjęcia. Widok był niesamowity. Na oko jakieś 9-10 osób, rozpiętość wiekowa od seniorów po małą dziewczynkę w towarzystwie :).

To tłumaczy dziwne zachowanie goldena - dla niego, to po prostu dużo ludzi z kijami, które RZECZ JASNA służą do tego, by JEMU je rzucać :). Logika mojego psa jest prosta jak konstrukcja cepa :D - wszystko co inni trzymają w ręce - to zabawka DLA NIEGO, a wszyscy ludzie to "łosie" do zabawy Z NIM.

***

Mimo, że od szabelek został jednak odciągnięty i zaciągnięty do lasu, futrzak był wniebowzięty. Psisko trochę się nałaziło, pozwiedzało, sprawdziło co w (innej) trawie piszczy (a właściwie czym w niej "śmierdzi"), spotkało kumpla-dobermana z lat szczenięcych o wdzięcznym i jakże wymownym imieniu Demon (wersja pieszczotliwa Demcio), dopiero po złażeniu lasu i wstępnym zmęczeniu potwora, można było go puścić luzem, wybiegać przy patyku i poćwiczyć komendy.

Niestety gdy nie jest wstępnie zmęczony, za bardzo szaleje i za wysoko skacze - u niego już teraz kończy się to tym, że wraca do domu kulejąc. Prawie 7-letni golden - nawet takie łażące ADHD jak mój - to już niestety nie szczeniak, który może szaleć na maxa, więc trzeba go oszczędzać ...sam się nie przypilnuje.



Ja sama oczywiście z arabską muzą na uszach, kroczyłam sobie przez las tanecznym krokiem. Mój lędźwiowy odcinek kręgosłupa już głośno wołał o odrobinę ćwiczeń w postawie charakterystycznej dla tańca arabskiego, która jest zbawienna w przypadku przykrych dla tego odcinka i bolesnych efektów wykonywania pracy siedzącej.

Mimo muzy na uszach, zdołałam dosłyszeć zachwyt pewnej grupki mijających nas chłopców nad moim futrzastym, który dziś okazał się być... spanielem dla odmiany :). Heh... no to rzeczywiście musiałby być DUŻY spaniel :D skoro jest lekko przerośnięty nawet jak na golden retrievera - faceta :).

Ale przywykłam już do cichych sporów mijających nas ludzi pt."co to może być za rasa?" - zawsze mam ubaw po pachy :) Podobnie, jak przywykłam do przepuszczających nas przez pasy kierowców tylko po to, by sobie mogli przechodzącego pieska zobaczyć. Nie raz i nie dwa takie akcje robili nawet kierowcy... autobusów :D.