wtorek, 31 marca 2009

Gry małżeńskie

Przerysowane, acz czasami prawdziwe :). Oby jednak tylko czasami.




Cieplej, wiosenniej

No i doczekaliśmy się - pierwszy od długiego czasu ładny dzień. Zaraz inaczej się pracowało, a po pracy nawet się zreflektowałam do zabrania się za wiosenne porządki. Słonko świeciło, temperaturka skoczyła w górę, już nie muszę z zazdrością spoglądać na pogodynkę w W. u Boskiego. Chyba pora odkurzyć rowerek, zrobić przegląd, podregulować, nasmarować, podpompować - i ruszyć czcigodne cztery litery ;P

Póki co i tak nie ma widoków na uchwytność Boskiego, jako że biedaczysko ostro zakuwa. W perspektywie też wreszcie pierwsza część mojego zaległego, przesuwanego w nieskończoność urlopu. Można więc to jakoś sensownie wykorzystać i zrobić coś dla siebie :).

Mam wielki plan bycia poza zasięgiem macek pracodawcy - jak dotąd nie zdarzyło się bym nie miała zakłócanego spokoju na urlopie, nawet jeśli ten "wielki urlop" trwał całe 2 dni! Przegięcie...

poniedziałek, 30 marca 2009

Kartka z kalendarza


"Dla większości mężczyzn poprawić się znaczy zmienić wady"


Jakież to budujące hyhy... ;)

Always look at the bright side of life...

W sumie nie ma tego złego...

Skoro zaczęłam jakby godzinę wcześniej, to i skończę jakby godzinę wcześniej :).

Oczywiście zakładając, że skończę o czasie - a mam taki zamiar (zgodnie z §1 ust. 2 mojej osobistej listy celów na ten rok) ;)

Byle do urlopu...

...ojjj ciężkie dziś było wstawanie o godzinę wcześniej...

niedziela, 29 marca 2009

Cytat dnia



"Czasami osiągnąć cel - znaczy przegrać"




ES:La cita del día:
"A veces alcanzar la meta - significa perder"


EN:
Quotation of the day:

"To achieve a goal - sometimes means to loose"

Zmiana czasu

Weekend krótszy o całą godzinę? Toż to skandal! ;)

Komentarz: dla przemęczonego człowieka każda godzina odpoczynku na wagę złota - ot co.

sobota, 28 marca 2009

Knock, knock ...

Co jest gorsze od konieczności mentalnego zatrzaśnięcia jakichś drzwi za sobą?
- Ano gorsze jest, gdy nagle i niespodziewanie rozlegnie się pukanie do tych drzwi.

Hmm... no cóż... nie mam w zwyczaju otwierać drzwi, które raz zdecydowałam się zamknąć. Co najwyżej wstawiam drugie - dźwiękochłonne - w razie nadmiernej hałaśliwości pukającego :).

Otwarcie ich lub nawet tylko uchylenie, gdy wiadomo, że za nimi czai się "to złe", w każdym przypadku grozi zatruciem powietrza w teraźniejszości.

Let bygones be bygones jak to mawiał dawny mój przyjaciel ale... trzeba iść naprzód a nie wstecz.

czwartek, 26 marca 2009

Śledzenie obiektu

Ostatnio wpadłam na pomysł przetestowania możliwości śledzenia w mojej kamerce internetowej. Kamera Logitech QuickCam Pro for Notebooks, o właśnie ta:


źródło fotografii: www.vobis.pl


Całkiem fajna zabawka, a przede wszystkim przy rozmowach wideo sprawdza się wyśmienicie. Doskonała ostrość, świetnie działa w każdym oświetleniu. Nocą mogę nawet prowadzić wideorozmowy przy zgaszonym świetle - kamera użyje światła emitowanego przez ekran np. laptopa i dodatkowo rozjaśni obraz :) Ma sporo bajerów graficznych, no i funkcję śledzenia. Jak śledzi samą twarz przy rozmowie już widziałam (funkcja "Face tracking->follow me"), nagrywałam nią też filmidła ćwiczebno-kontrolne gdy tańcuję, ale bez funkcji śledzenia (dla niezORIENTowanych - interesuję się tańcem arabskim).

Tym razem jednak zachciało mi się sprawdzić, co się będzie działo gdy włączę funkcję "follow two or more of us" do nagrywania takich filmideł. No więc czym prędzej zadarłam koszulkę, wrzuciłam chustę - i ochoczo przystąpiłam do testowania (niestety pokarało mnie potem za brak rozgrzewki, ale co tam). Czegóż się nie robi dla zaspokojenia własnej ciekawości.

Zauważyłam, że przy zoomowaniu nieco haczy i traci na płynności, ale w sumie całkiem nieźle radzi sobie z dostosowywaniem obrazu podczas ruchu. Wklejam mały zlepek z tego mojego napadu spontanu :D (wybaczcie niezbyt reprezentacyjny strój hyhy...)



Szkoda, że przy okrajaniu na potrzeby internetu film jeszcze ciut stracił na płynności :/ Niemniej jednak funkcja spisuje się całkiem całkiem :)

środa, 25 marca 2009

Z kryzysem na ustach

Dzień w pracy wyjątkowo się dziś ciągnął. Zmęczenie, zniechęcenie, stres, do tego niewyspanie. Coraz częściej nie jestem w stanie pojąć za czym niektórzy ludzie tak gonią - oni chyba sami nie wiedzą, ale to nie przeszkadza im oczekiwać, że inni będą się zachowywać tak samo. Tak więc moim dzisiejszym mottem było:


"Pieniądze, które mamy - są narzędziem wolności.
Pieniądze, za którymi się uganiamy - narzędziem niewoli."


... i ten cytat właśnie dedykuję wszystkim boss-kim szefom, którym się wydaje, że:

a) żyje się po to, żeby pracować do upadłego - nie pracuje, żeby żyć
b) pracownik = własność firmy, niewolnik szefa, chodzący na smyczy zwanej potocznie służbowym telefonem komórkowym, popędzany za pomocą kijaszka w postaci straszenia zwolnieniem za... sumienną pracę w godzinach pracy.

Generalnie stawia się na maksymalną elastyczność, czyli dowolnie urabiamy delikwenta i wyciskamy jak cytrynkę, naginamy zakres jego kompetencji wg wzorca: z wróbla zrobimy żubra, a z niedźwiedzia - żyrafę. Święte krowy omijamy wielkim łukiem na paluszkach (niech licho śpi), bo czego się tkną to spieprzą - a frustracje w związku z tym wyładowujemy na łosiach od roboty i kobyłach pociągowych. Nie zapomnijmy dorzucić im przy okazji:

  • do naprawienia - to co święte krówki zmaściły
  • do zrobienia - to czego jeszcze zmaścić nie zdążyły.

Najlepiej zaś z kornika zrobić byka, kota i papugę ...i może jeszcze kangura - a jakże - nie ma to jak urządzenia wielofunkcyjne, które niestety żywot mają krótki, bo w ich przypadku amortyzację nalicza się metodą deMEGAgresywną, z uwagi na duże początkowe zużycie. Po okresie początkowym już nie ma czego zużywać, ale to jakby nie jest zmartwienie na już, więc mało istotne.

Na ustach wszystkich - magiczne słowo "kryzys" brzmi jak mantra - bo świetnie nadaje się do straszenia, manipulowania, jak też jako uniwersalny argument na dowolną okoliczność. Porażające...

Spodobało mi się pewne ogłoszenie "dam pracę". Otóż w sekcji "Oferujemy" owego ogłoszenia znalazł się m.in. punkt: "zdrowe podejście do pracy - nadgodziny dodatkowo płatne, wolne weekendy itp."

Praca ma być środkiem a nie celem. Jeśli sami o siebie nie zadbamy, nikt inny tego za nas nie zrobi. A gdy się już zajedziemy (nie doczekawszy nawet emerytury), pozostanie nam tylko - w ramach starań o rentę - udowadnianie przed lekarzem orzecznikiem w ZUS, że się nie jest wielbłądem. O ile oczywiście wcześniej nie sfiksujemy i nie dostaniemy się do czubków, tudzież na odwyk do anonimowych pracoholików.

Wybór należy do Ciebie :)

Krajobraz... wiosenny?

Po wczorajszym ciężkim dniu pełnym zawirowań, niespodzianek i dziwnych zdarzeń, spać było niestety trudno, a właściwie było to kompletnie niemożliwe. Gdy wreszcie ok. 5:00 rano już zniecierpliwiona leżeniem i patrzeniem w sufit, poderwałam się z pozycji horyzontalnej i odsłoniłam roletę - przed oczami zrobiło mi się jakoś dziwnie ...biało.

Nie, ..nie były to żadne omamy zmęczonego człowieka, ani też efekt nadto raptownego poderwania się z łóżka:





Śnieg, biało... ładnie w sumie, ALE gdy już o grudniu nikt nie pamięta, to takie trochę mało zabawne :|

A tak na marginesie i w kwestii wczorajszych perturbacji - to miłe gdy twój mężczyzna (o ile ma taką możliwość) urwie się z pracy tylko po to, by być przy tobie gdy ci naprawdę ciężko... rzadkość.

wtorek, 24 marca 2009

Kartka z kalendarza

Przewracając dziś kartkę w kalendarzu na kolejny tydzień (zawsze o tym zapominam z początkiem tygodnia, tym razem szczęśliwie padło na wtorek), natknęłam się na taką oto myśl:

"Podrzuć własne marzenia swoim wrogom,
może zginą przy ich realizacji"

:)
Zagadnienie z grupy ciekawych, może czas zacząć bać się marzyć...? heh... Jak to mówią - uważaj o czym marzysz, bo jeszcze ci się spełni ;).

piątek, 20 marca 2009

Informacja zwrotna - na wagę złota

Jeśli dwie osoby mówią ci, że jesteś pijana - połóż się, bo najprawdopodobniej jesteś pijana.

Jeśli dwie* (życzliwe ci**) osoby mówią, że pod jakimś względem jesteś nie do wytrzymania - zastanów się nad sobą, bo najprawdopodobniej tak jest.

Ktoś, komu na tobie zależy - nie powie ci czegoś takiego dla własnej przyjemności, ani satysfakcji.
Ktoś, komu na tobie NIE zależy - da sobie z tobą po prostu spokój, niczego nie mówiąc. Najzwyczajniej machnie ręką, obróci się na pięcie i odejdzie w siną dal, myśląc swoje.

Problem bowiem polega na tym, że jeśli nie wykorzystasz cennej informacji i czegoś nie zrobisz - nawet ci ludzie, dla których jesteś ważna (o ile nie są masochistami) zaczną cię unikać, aż w końcu ich też stracisz - a ty pozostaniesz sama z pytaniem: "ale... dlaczego?". Z pytaniem, na które odpowiedzi tak naprawdę nie chcesz usłyszeć.

----------------------------------------------------------------------------------------
* - czasem wystarczy nawet jedna
** - znaczenie terminu "życzliwa ci" osoba to już zupełnie osobny temat ;)

czwartek, 19 marca 2009

Wiosenny fallstart

Najwyraźniej zaklinanie wiosny okazało się hmm... nieskuteczne, czyli po mojemu - nie-potent ;). Już druga połowa marca, a zima nie daje za wygraną. Na wieczornym spacerze z Futrzakiem nieźle zmarzłam, no ale patrząc na zamarznięte samochody przyprószone śniegiem na parkingu, nie mam złudzeń - jeszcze nie ma szans na zrzucenie z siebie ciężkich, zimowych ubrań.

Wiosna nawala, zima się panoszy, z nadzieją oglądam prognozy pogody - i nic. Ostatnio w 16-dniówce na Te-Vał-eNie pokazali zzzzimę do końca marca. To niesprawiedliwe! Z zazdrością patrzę jak z widgetu na moim desktopie z pogodą w W. u Boskiego, spogląda na mnie wielkie słoneczko i magiczna liczba 16 a nawet 18, podczas gdy w mojej lokalizacji ciągle widzę chmurę ze śniegiem i/lub deszczem oraz liczbę jednocyfrową poniżej 5-ciu (za dnia oczywiście, bo nocne wartości są jeszcze bardziej dołujące).

Jako dziecko wiosny i słońca, jestem oburzona, zawiedziona, zgłaszam sprzeciw i idę się oflagować. A najchętniej zapaść w sen...zimowy.

Z dedykacją dla permanentnych malkontentów

Cytat dnia:




"Spróbuj zapalić małą świeczkę,
zamiast przeklinać ciemność"


-----------------------

EN: For permanent malcontents ;)
quotation of the day:
"Try to light a small candle,
instead of cursing the darkness"

-----------------------

ES: Para los "siempre descontentos" ;)
la cita del día:

"Trata de encender una pequeña vuela,
en vez de maldecir la oscuridad"


Ok, ok... no dobra wiem... rasowy malkontent-czarnowidz powie, że nie ma ubezpieczenia od pożaru bo za drogie a kryzys jest ;)

niedziela, 15 marca 2009

I'm not a (wo)man of too many faces


"...And if I told you that I loved you
You'd maybe think there's something wrong
I'm not a man of too many faces
The mask I wear is one
Those who speak know nothing
And find out to their cost
Like those who curse their luck in too many places
And those who fear are lost..."


/Sting - "Shape of my heart"/



... The mask I wear is one ...

No właśnie - jakie to proste, a jednak to niebywale rzadka cecha. Nie jest wcale oczywiste, że druga osoba nie nosi maski, nie oszukuje z premedytacją, kierując się niskimi pobudkami.

Utwór ten w moim życiu stał się upamiętnieniem i symbolem pewnego początku - jakże pięknego...

Paradoksalnie wspominam go dziś właśnie - taka refleksja nad tym co było. Uświadamiam sobie, jak długą drogę przebyłam. Mentalnie zatrzasnęłam za sobą pewne drzwi na dobre i z dumą obserwuję, że nawet nie mam ochoty oglądać się za siebie. Mogę iść naprzód, uwolniona od złych wspomnień, emocji - przynajmniej w tej materii. Wyszłam z tego "z tarczą".


Sting - Shape Of My Heart



Jak się dobrze przysłuchać, to całkiem ładna rrrrrumba :) - do obtańcowania w przyszłości... z Boskim

sobota, 14 marca 2009

E-learning po polsku

Odkąd stało się jasne, że studia w systemie tradycyjnym są poza moim zasięgiem, z uporem maniaka poszukiwałam form zastępczych. W moim przypadku problem powstał w 2001 roku, przy czym jeszcze w tym samym roku dotarła do mnie informacja o rozwijającej się w Polsce platformie e-learningowej dla realizacji studiów w systemie zdalnym.

Ha! – pomyślałam wówczas – wreszcie coś dla tych, którzy nie mogą inaczej. Z wielkim zaangażowaniem i nadzieją zaczęłam wówczas przeczesywać internet. Chwalono się, że studia takie zakładają zdalną realizację zarówno procesu nauczania, jak i weryfikacji wiedzy w formie testów, prac pisemnych, aktywności na forach i czatach studenckich oraz egzaminów zdalnych. Słowem – studia od zgłoszenia po dyplom – w pełni online. No i... niestety. Jeszcze przez parę lat się tym (a właściwie planami) tylko chwalono, potem zaczęto naginać ideologię na polską modłę.

Wygląda to tak. Od paru lat szkoły wyższe chwalą się, iż mają w ofercie studia online. Chwalą się jak to student może sobie organizować czas nauki, dopasowywać do pracy, nie musi się kłopotać bywaniem na uczelni, że idealne dla mam opiekujących się dziećmi, osób przebywających za granicą lub osób niepełnosprawnych, dla których dojazd na uczelnię to kłopot. Że materiały na serwerze, wykłady multimedialne, czaty z wykładowcami, kontakt mailowy, łączenie się z uczelnią – ba – ostatnimi czasy nawet warsztaty zdalne.

Wszystko cacy, ale MNIE interesuje, czy w pewnym momencie nie zaistnieje konieczność przyjazdu na uczelnię. Więc przekopuję strony różnych uczelni dalej. I tak nagle np. dowiaduję się o konieczności odbycia praktyk, albo że jest się zobligowanym do przyjazdu np. raz w semestrze na tygodniowe warsztaty na uczelnię, widziałam nawet absurdalne wstawki o zaliczeniu zajęć W-F, które to można uzyskać np. w oparciu o zaświadczenie z klubu fitness lub innej siłowni. Wreszcie na deser dowiaduję się, że egzaminy realizowane są w systemie tradycyjnym w formie tygodniowej sesji pod koniec każdego semestru, w wyjątkowych przypadkach można zdawać cały rok w trakcie jednej sesji. Co więcej – jest coś takiego jak seminarium dyplomowe – również w formie tradycyjnej, przypominającej zjazdy na zwykłych studiach zaocznych. Zapomniałam dodać, że należy zaliczyć język obcy – więc jest się zobligowanym przyjechać na zajęcia na uczelnię, lub zorganizować sobie we własnym zakresie kurs przygotowujący do egzaminu, który to egzamin jest – a jakże – również tradycyjny.

Ale to nie wszystko - bo są uczelnie, które poszły jeszcze dalej. Którym się pomyliła idea e-learningu ze zwykłymi studiami zaocznymi lub wieczorowymi, a fakt że udostępniają jakieś materiały na serwerach uczelnianych jest wystarczającym powodem, by swój system nazwać szumnie “e-learning”.

W efekcie – w Polsce osoba (zwał jak zwał) "studiująca zdalnie" ma 2x więcej pracy i zaliczeń niż osoba studiująca tradycyjnie, musi bywać na uczelni niemalże jakby była na studiach zaocznych. Jak weźmiemy pod uwagę konieczność brania urlopów na seminaria, warsztaty, sesje egzaminacyjne, koszty pobytu w odległym mieście, przejazdów, zorganizowanie na ten czas opieki nad dzieckiem (rodzice), problemy komunikacyjne (osoby z zagranicy, niepełnosprawni) - to zastanawiam się czy komuś coś się nie pomyliło i o co tu właściwie chodzi. A zatem pytam – CO u licha oni nazywają e-learningiem?

Wygląda na to, że będzie trzeba albo poczekać aż w Polsce ktoś się obudzi, albo aż będę w stanie zapłacić sobie tuition za takie studia w USA (już nawet mam wybraną wstępnie uczelnię). Stypendium tam obcokrajowcowi dostać ciężko, zwłaszcza jeśli taki ktoś nie pracuje dla jednostki, która za takie studia płaci bo go tam fizycznie nie ma. Ze 2 lata temu dokładnie liczyłam koszt takich studiów i wyszło mi ok. 200-250 tys. PLN bez kosztów ubocznych typu egzaminy TOEFL (z angielskiego dla obcokrajowców), które są wymagane na uczelniach amerykańskich. Istnieje internetowa wersja egzaminu TOEFL iBT , jednak ku mojemu zdziwieniu egzaminu internetowego nie można zdać przez internet, ale trzeba przyjechać do jednostki egzaminującej, usiąść przy jednym z komputerów i zdawać tam stacjonarnie egzamin internetowy – obłęd!

Jako pocieszenie dodam, że niedawno trafiłam na dwa zwiastuny REALNEGO podejścia do idei e-learningu:

Europejskie Informatyczne Studium Certyfikacyjne ETICA e-learning
http://studia.complearn.pl/

oraz... (i tu się bardzo pozytywnie zdziwiłam)
szkolenia BHP online
http://www.kursbhp.pl/

No może jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale to już jakby dwie jaskółki. Niemniej jednak bardzo nie podoba mi się stosowanie chwytów marketingowych w stylu: “mamy w ofercie studia zdalne w systemie e-learning”, jeśli w rzeczy samej tak nie jest. To najzwyczajniej wprowadzanie w błąd i ogromne nadużycie. Chyba, że uczelnie zakładają, że ich przyszli studenci to idioci, którzy nie mają zielonego pojęcia co się kryje pod określeniem studia zdalne, platforma e-learningowa, itd. Póki co – jest to u nas jakieś jedno wielkie nieporozumienie.

czwartek, 12 marca 2009

Moc życia

Moje ostatnie znalezisko :)

Paolo Vallesi - La Forza della vita


Zakochałam się w tym brzmieniu od pierwszego usłyszenia ...

wtorek, 10 marca 2009

Zaklinanie wiosny

Śniegi stopniały co prawda, słonko czasem łaskawie nam się objawia, jednak codziennie idąc do lasu z psem, muszę przedzierać się przez pole, na którym wciąż stoi woda. Woda która jakimś cudem nie chce odparować. Mokro, błotnisto... mój pies-szambonurek to kocha, ale ja wręcz przeciwnie.

No więc dziś nie mogło być inaczej. Przedzierając się zatem przez zalane słońcem i wodą, błotniste pole w kierunku lasu, usiłując poskromić rozanielonego futrzaka słusznej postury, który najchętniej by się w tym położył albo jeszcze lepiej - z dziką rozkoszą wytarzał, myślałam tylko : "no taaaa... wyjrzało słonko zza chmur radośnie, a bagno nadal tu jest!". Konkretnie zeźlona, nim dotarłam na jakiś suchy skrawek podłoża, zdążyłam ułożyć sobie w głowie własną wersję tej wszystkim znanej z dzieciństwa pioseneczki. Uwaga, moja wersja nie jest nadto ugrzeczniona ;), osoby o słabszych nerwach proszone są o opuszczenie tego akapitu ;P



Wyjrzało słonko zza chmur radośnie
Żeby coś spsocić - natłukło wiośnie
Na ogrzewanie nie miało siły
Bo mu promyczki ciut się spociły
La, la, la, wiosna tuż tuż, la, la
La, la, la wiosna już?

Trzeba słoneczko spacyfikować
Nie wolno wiosny brzydko traktować
Że za pobicie odsiedzieć trzeba
Wita nas w lesie bagnista gleba
La, la, la, wiosno już, już, la, la
La, la, la, d**sko rusz!


Osoby nadwrażliwe mogą już otworzyć oczy... Hmm... CHYBA ;)
Tak a propos: ktoś widział prawdziwego golden-retrievera? Naprrraaaawdęęęę??? Hmm... Wątpię by to był "prawdziwy pysk" goldena (jakoś trudno mi to ująć "prawdziwa twarz")...

A zatem - nim zakochani w tych pięknych psach o złocistym lub biszkoptowym, mięciutkim futrze, buszujących w białej pościeli z dzieciakami, aniołach o spokojnym, zrównoważonym charakterze nadto się rozmarzą i zupełnie rozpłyną w ochach i achach - wklejam foto PRAWDZIWEGO goldasa po udanym (dlań) spacerze :). Ta-daaam...!




Ku przestrodze - dla chorujących na "manie" w domu ślicznej, biszkoptowej kuleczki ;P

Świat z lotu ptaka

Skoro już jestem przy temacie lotów:

- Syberia -




- Ural -





Fotografie z niedawnej podróży Wielkiego Brata - jak dla mnie cud natury :) Jestem absolutnie zakochana w tych zdjęciach.

poniedziałek, 9 marca 2009

I gdzie tu logika?

Dwunastogodzinny lot przed sobą ma ON, a reisefieber - JA.
Jak to możliwe...?

Międzyplanetarne gry, zabawy i wojenki - Mars vs. Wenus (II)

Im bardziej Wenusjanka chadza własnymi ścieżkami, tym bardziej Marsjanin chadza... jej ścieżkami :)

Niesamowite... ale prawdziwe :D

...A po nocy przychodzi dzień

W kwestii stanu wyczerpania cierpliwości - tendencja spadkowa. Klucz do sukcesu? Partner, który częściej chce coś zrozumieć niż nie chce ;P

niedziela, 8 marca 2009

(nie)Boskość męskim wydaniu

Ostatnimi czasy Boski bez przerwy zajmuje się warzeniem piwa (w związku z czym chwilowo jest nieBoski). Kłopot polega na tym, że chętnych do jego wypicia jest dokładnie 0 (słownie: zero) osób.

Bicie piany nie jest najszczęśliwszym pomysłem (możliwość zapowietrzenia i/lub powstania niebezpiecznego ciśnienia), podobnie jak nie jest wyjściem ucieczka w medytację.

Jakkolwiek, biorąc pod uwagę byczą naturę (ałłaaa) i bliźniaczą nadwrażliwość (a jakże - na własnym punkcie), wskazane by było poszukanie jakiegoś wentylu bezpieczeństwa nim byczą cierpliwość diabli wezmą ;) . Stan wyczerpania cierpliwości - ok. 85%.

piątek, 6 marca 2009

Międzyplanetarne gry, zabawy i wojenki - Mars vs. Wenus (I)

Marsjanin: Nie masz dla mnie czasu /foch/
Wenusjanka: Po prostu pracuję, a potem wychodzę z psem, muszę coś zjeść, ogarnąć mieszkanie...
M: Jedynym co cię obchodzi to praca, pies i dom :(. A mnie to nie potrzebujesz. Wcale :(((. Chciałem spędzić z tobą trochę czasu teraz, bo potem dłuuugo mnie nie będzie.
W: Jak długo?
M: Kilka dni
W: A dlaczego?
M: Bo będę się uczył do egzaminu... no wiesz... ciężki bardzo...



Komentarz: Wrrrrrr.......

czwartek, 5 marca 2009

A niby po co od razu malować twarz na zielono?

Diego Torres. Uwielbiam gościa. A właściwie jego teksty. Są takie radosne i niosące nadzieję.
Ooo! - Na przykład taki fragment, który ma w zwyczaju tłuc mi się po głowie każdorazowo z początkiem roku:

"... siempre hay una razón
tratar de revivir,
tratar de estar mejor ..." *

No więc co roku próbuję. Z tym, że od początku tego roku byłam nadto zajęta, by sobie spróbować "revivirnąć". A nawet żeby o tym chociażby pomyśleć. Powód? - Trzeba było niezwłocznie zająć się realizacją postanowień noworocznych, wydumanych w Nowy Rok. Najoględniej mówiąc - sprowadza się to do poszukiwania świętego spokoju, równowagi między pracą a życiem osobistym oraz walką z pracoholizmem (i CHYBA też po części z perfekcjonizmem). W sumie na upartego - można to zaliczyć jako torowanie sobie drogi ku "revivirnięciu" - taka swego rodzaju praca u podstaw. Czyli leczymy przyczyny by skutki przestały być opłakane.

Tak a proposito równowagi... Czy to, że gdy się człowiek upora z jakimiś problemami typu czarna seria i już mu się wydaje, że jedynie krok go dzieli od osiągnięcia spokoju i względnej harmonii - natychmiast zwala mu się na głowę pięć razy tyle następnych - to bardziej podchodzi pod fakt, że natura dąży do równowagi, czy że nie znosi próżni? A może pod jedno i drugie równocześnie? - Choć w sumie dla mnie i tak bez znaczenia - ani jedna, ani druga opcja mi się nie podoba w tych konkretnych okolicznościach przyrody.

No ale zawsze można zaśpiewać za Diego: "... saber que se puede, querer que se pueda ..." ** - to wszystko ogarnąć, rozwiązać, ulepszyć, bo ostatecznie

"... sé que lo imposible se puede lograr
que la tristeza algún día se irá
y así será, la vida cambia y cambiará..." ***

A zatem - trzeba wierzyć, że życie się zmienia, a nawet w to, że się zmieni. Oby na lepsze ;)

------------------------------------------------------------------------
* - zawsze jest jakiś powód by próbować zacząć żyć na nowo, próbować żyć (mieć się) lepiej
** - wiedzieć, że można, chcieć by było można
*** - wiem, że niemożliwe można osiągnąć, że smutek któregoś dnia odejdzie - i tak będzie, życie się zmienia i się zmieni