poniedziałek, 28 grudnia 2009

Powrót do normalności

Święta się skończyły - i dobrze. Nawet się cieszę z możliwości ucięcia świątecznych tematów uroczystym wejściem do gabinetu i zajęciem się robotą.

Oczywiście nie obeszło się bez ocenienia mojej osoby przez Siłę Wyższą jaka to ja niedobra, bo nikogo nie zmuszam do odwiedzania mnie i oglądania mojej facjaty w święta. Dobrze, że się obeszło bez odwiedzin, bo pogoda się spaprała i mnie zdrowotnie tak sponiewierała, że nikomu nie życzę. Ale to jakby nie jest brane pod uwagę w ogólnej ocenie mojej postawy (anty)świątecznej. No trudno... to JAKBY nie mój problem kogo obrażam swoją niedoskonałością (czyt. niedyspozycją). Generalnie niewiele mnie obchodzi gdy nie jestem w stanie się zwlec z wyra by chociażby otworzyć drzwi.

Tak więc szczęśliwie kończę tegoroczny temat świąt, Sylwaka pewnie prześpię na "Białej Sali", z różnych względów mam zamiar pozostać w domu. Raczej na wspomnieniach tych dobrych, dawnych zabaw sylwestrowych się skończy tego wieczora.

A póki co... pogoda jak zwykle ma czarne poczucie humoru. Święta się kończą - zaczyna padać śnieg. U mnie za oknem o dziwo biało, co trochę rozjaśniło pejzaż. Czas zabrać się za uczciwą robotę :)

Miłego dzionka!

środa, 23 grudnia 2009

Życzenia

Wszystkim Odwiedzającym i Czajnikom
życzę wesołych, zdrowych oraz spokojnych Świąt
spędzonych w przyjemnej i rodzinnej atmosferze!

O szlag!

Tak się rozleniwiłam w mojej uciesze nad szybkim ogarnięciem chałupy, że kompletnie zapomniałam o świecie, czasie i innych duperelach. Zajęłam się na maxa pracą zawodową by jak najwięcej zdążyć zrobić przed świętami jeszcze.

A tu nagle 23 się zrobił!! O japierdziu! A ja w proszku!

Zakupy jeszcze w sklepie, w domu jak każda rasowa bałaganiara zdążyłam znów nabałaganić. Na szczęście ja bałaganię "tylko" z wierzchu, więc można to szybko ogarnąć :) A najgorzej w pracowni - ale ją zamknę i nie chcę widzieć przez całe święta :D

Dziś poszłam do piekarni niewinnie "po bułki" - odstałam swoje i oprzytomniałam. Wrrrr.... Trzeba wybrać jakiś dogodny moment gdy jest mniej ludzi i wparować :).
A potem jeszcze w domu sporo do zrobienia, przygotowania.
A było tak miło i spokojnie...
ZA spokojnie hyhy

Jutro przyjeżdża mama na Wigilię, trzeba się sprężyć :).
Miłego dnia!

sobota, 19 grudnia 2009

Akcja grudzień - ciąg dalszy :)

Poszłam dziś do ulubionej kwiaciarni w sprawie ciekawych sukulentów, które ponoć przyszły.
U mnie tylko one zimą mają szanse przeżycia ;P
Ale i tam głównie świąteczne klimaty.
Właścicielka-pasjonatka takie cuda i cudeńka robi, że mózg w poprzek staje.
No i ma niedrogo :)
Po ogarnięciu wszystkich cudnych dekoracji, które na mój mały stół byłyby zbyt okazałe, ostatecznie przyniosłam jeden z najmniejszych stroików za całe 35 zeta :)



Fajnie już mieć ogarnięty dom na tydzień przed Wigilią i z przyjemnością, bez pośpiechu sobie go dekorować :))

środa, 16 grudnia 2009

Futrzasto-śnieżne refleksje

Spoglądam za okno - biało, sypie śnieg aż miło.
Samochody dziś częściej trąbią na wszystko bo wydłużyła się znacznie droga hamowania.
Od rana zastanawiam się jak by Goldeniasty szalał w śniegu gdyby tu był.
Jaką by miał radochę...
I jak wcześnie bym przez niego była na dworze.
Pewnie jeszcze nie byłoby śladów na świeżym śniegu :)
Zrobiło się świątecznie...tylko nie wyobrażam sobie jak to będzie w święta bez futrzaka.
Smutno będzie.

wtorek, 15 grudnia 2009

Kłopoty z kręgosłupem

Uwielbiam ortopedów :D
Boli kręgosłup? Coś w nim przeszkadza?
- złapie taki człowieka, "połamie" kręgosłup, poustawia jak należy i po krzyku.
Ulga natychmiastowa.
Zalecany gorący prysznic po :)
I kilka sesji rehabilitacyjnych dla wzmocnienia gorsetu mięśniowego, żeby to wszystko trzymało się kupy.
Na rehabilitacji w razie co to poprawią ustawienie ;P

16.12.2009 Edit: Po jednej nocce - znów to samo :( Znów się chyba coś poprzesuwało... ja jakaś felerna jestem

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Przerwa

Kolejne zajęcia z Orientu 4 stycznia czyli w przyszłym roku.
I jak ja wytrzymam do tego czasu? ;))
Cóż... tzw. okres świąteczny i klub fitness zamkły :(

niedziela, 13 grudnia 2009

Rok z telefonem na kartę

Taka ciekawostka :).

Od początku roku mam 2 telefony na kartę w dwóch sieciach dla obniżenia kosztów rozmów telefonicznych. Jeden jest w Orange, drugi w Tak-Taku na potrzeby rozmów z rodziną i firmą, którzy są wierni sieci Era. Warto w tym miejscu dodać, że wcześniej korzystałam z sieci Heyah, a przed Heyah - również z sieci Era.

Na tym w Orange wisiałam non stop, używałam go zarówno w sieci jak i poza nią. Słałam też z niego MMSy, używałam internetu.
Tak-taka używałam wyłącznie do rozmów w sieci i bardzo mało z niego rozmawiałam, bo firma przeważnie do mnie oddzwaniała.

Teraz postanowiłam wynotować wszystkie doładowania z tego roku by oszacować koszty używania telefonu w obu sieciach i... jestem w szoku!

Wklejam tabelkę z porównaniem, bo cyferki działają na wyobraźnię lepiej niż cokolwiek innego :)


Kwoty doładowań – Żyłowany non stop w sieci i poza siecią Orange na kartę Kwoty doładowań – Mało używany i tylko w sieci Tak-Tak
STARTER-STYCZEŃ 7,00 zł 30,00 zł
styczeń 100,00 zł 150,00 zł
luty
90,00 zł
marzec

kwiecień
30,00 zł
maj
100,00 zł
czerwiec 50,00 zł 50,00 zł
lipiec
85,00 zł
sierpień 100,00 zł
wrzesień
35,00 zł
październik

listopad
50,00 zł
grudzień 100,00 zł
RAZEM 357,00 zł 620,00 zł
Średnio na miesiąc 29,75 zł 51,67 zł

Warto dodać, że to ostatnie grudniowe doładowanie Orange wg szacunków wystarczy mi gdzieś przynajmniej do marca-kwietnia, a Tak-Taka będę doładowywać najdalej z początkiem stycznia, o ile nie jeszcze w grudniu :)

Dobrze prowadzić zeszyt z przychodami i wydatkami, czyli domową księgowość :D.

sobota, 12 grudnia 2009

Święta, święta...

John Grisham znany jest jako autor thrillerów prawniczych, jednak udało mu się w swojej karierze "popełnić" książkę świąteczną o wiele mówiącym tytule "Ominąć święta". Z braku książek do czytania, postanowiłam sobie odświeżyć pamięć i ponownie ją przeczytać, jako że w sumie książka bardzo na czasie. Czyta się ją dosłownie jednym tchem - co mnie się bardzo rzadko zdarza.

Jest to opowieść o tym, jak pewne małżeństwo chciało zbojkotować święta i wyjechać w rejs po Karaibach. Jako że żyli w małej społeczności ludzi z tej samej ulicy, byli poddawani w związku z tym wielu naciskom. W lekki i zabawny sposób opowiedziana historia o wariactwie i absurdzie przygotowań do świąt, o tym, jak jeden telefon potrafi zmienić wszystko, a także o międzysąsiedzkiej solidarności, która wzrusza do łez.

Książka w wersji audio, jest dostępna >>tutaj<< - można odsłuchiwać bez ściągania, bezpośrednio z chomika :)


A tymczasem... zabieram się za dalszy ciąg porządków z okazji soboty i grudnia. Żeby było mi raźniej, zabieram ze sobą w laptopie radio RMF Święta, dostępne na www.miastomuzyki.pl - fajnie grają :). Do tego za oknem śnieżek prószy...jest miło :)

wtorek, 8 grudnia 2009

Starocie bliskie sercu

Dziś w piekarni zostałam napadnięta przez płynący z głośników stary utwór. Pamiętam go z czasów dzieciństwa, gdy słuchało się tego typu utworów w samochodowym kaseciaku, który uwielbiał wciągać taśmy :D Przywołał masę wspomnień z tamtego okresu.
No i generalnie przyczepił się do mnie i łazi teraz za mną :).
Postanowiłam się podzielić - kto wie? może i komuś z Was przywoła garść miłych wspomnień?

Goombay Dance Band - Marrakesh

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Magia orientu

Za każdym razem wracam jak na skrzydłach z moich zajęć z Orientu. Po dawce ćwiczeń tanecznych w dobrym towarzystwie mam ochotę fruwać.

Kumpela, która od każdych zajęć fitness się skutecznie wykręcała i miała gotową wymówkę - tu nie opuszcza żadnych.

Panie z równoległej grupy fitness z coraz większym zaciekawieniem przyglądają się nam gdy się przygotowujemy do zajęć - jakaś ciekawa chusta, piękny pas, krótkie bluzeczki, makijaże, a nawet biżuteria.

Potem dziwna muzyka, wdzierająca się czasem w muzykę do fitness w sąsiedniej sali (czasem ich muzyka wdziera się w naszą - norma). Masa śmiechu zza zamkniętych drzwi.

Wreszcie wychodzimy roześmiane, piękne, omawiamy sobie to co było na zajęciach, opowiadamy o figurach, ćwiczeniach, choreografiach, ciekawostkach tanecznych.

Panie z grupy fitness nie są tak ze sobą zaznajomione, więc w przebieralni przysłuchują się temu co mówimy między sobą, coraz więcej z nich zaczyna zadawać coraz więcej pytań.

Odpowiadam grzecznie, wyczerpująco, szeroooko uśmiechnięta, z naturalnym w tej sytuacji, tajemniczym błyskiem w oku.

Bo w tym jest coś magicznego...

piątek, 4 grudnia 2009

Uwaga na nigdy nie wzięte kredyty

Siedzę przy pracy, dzwoni telefon.

- tak słucham?
odpowiada mi zgiełk ruchu miejskiego i męski głos:
- dzwonię z firmy SKOK Stefczyka w sprawie spłaty kredytu na 10 tys. , który wziął pani mąż
- jakie 10 tysięcy? - mówię zaskoczona i dodaję ostro - i w ogóle skąd pan ma mój numer telefonu??
- noooo... mam! - mówi z przekąsem i bezczelnym tonem - Pani mąż wziął u nas kredyt i dzwonię w sprawie spłaty - w głosie słyszę drwinę
- ja nie mam żadnego męża. Do widzenia. - rzuciłam w słuchawkę oburzona i dokumentnie wkurzona rozłączyłam się

Naciągacz liczył na chybił-trafił czy pomyłka w wykonaniu bezczelnego typa?

Po 1 - nie biorę kredytów
Po 2 - nie mam męża (już od dawna jestem rozwiedziona)
Po 3 - nawet gdybym miała męża, który wziął kredyt za moimi plecami, to od początku roku 2005 wszedł przepis, który by mnie chronił: nie ma mojego podpisu = nie wiem nic o kredycie = nie odpowiadam za niego
Po 4 - tego numeru telefonu nie zna nikt z moich znajomych. Jedynie najbliższa rodzina i szef, więc wycieków nie ma. Niecały rok temu pozmieniałam namiary, więc prawdopodobieństwo dostania się w niepowołane ręce nikłe.
Po 5/10 - facet się nie przedstawił ani nie powiedział kogo tak naprawdę szuka.

Niech idzie w cholerę!
Wracam do pracy ufff....

P.S. uważajcie na oszołomów!

czwartek, 3 grudnia 2009

Okresowe pucowanko

Sprzątanie nie jest moim hobby, więc staram się sobie maksymalnie ułatwiać życie w tym względzie.
Na przykład takie mycie okien. Nienawidzę bo mieszkam na 3 piętrze i mam lęk wysokości, zawsze się boję, że zlecę z hukiem i zostanie po mnie tłusta plama.

Ale ja nie o tym chciałam :)

Już przetestowałam na oknach milion specyfików i metod pucowania i zawsze efekt był taki, że się zdrowo namachałam przy tym a i tak smugi były a doczyścić było ciężko.

Metodą prób i błędów doszłam do tego, że najlepszą metodą na okna jest... dodanie do wody zwykłego Ludwika i trochę octu :).

Ocet działa wielorako: pomaga w czyszczeniu, powoduje, że nie ma smug nawet po zwykłej ściągaczce, no a w zimie gdy mroźno nie pozwala wodzie przymarzać na szybie podczas jej mycia.

Efekt? wystarczy przejechać myjką, ściągnąć wodę ściągaczką do szyb i wytrzeć pozostałości. A okna lśnią i śladu smug ni ma :))).

wtorek, 1 grudnia 2009

Trzymać dystans

Wnerwiają mnie ludzie, którzy nie tylko włażą w moją strefę osobistą*, ale wręcz pchają się z łapami w moją strefę intymną**.
I to nie tylko tyczy się mężczyzn... wręcz bardziej to dotyczy kobiet :/
Bardzo sobie cenię swoją nietykalność.
Rzec bym mogła, jestem bardzo "niedotykalska".
Pozwolenie na nadmierne zbliżanie się do mnie, dotykanie mnie, obejmowanie i obcałowywanie ma jedynie mój własny, osobisty mężczyzna - o ile go mam.
A jak nie mam - to nikt :).
Przesadzam?
Jestem przewrażliwiona?
Zastanawiam się jak takiego kogoś, kto nie szanuje cudzej strefy osobistej, utrzymać na odpowiedni dystans.

* odległość ok. 46-122 cm wokół ciała
** odległość ok. 45 cm wokół ciała

niedziela, 29 listopada 2009

Sianie paniki w okresie grypowym

Tak sobie myślę, że ten cały marketing wokół świńskiej grypy nie jest wcale taki głupi i ma szansę zrobić jedną dobrą rzecz.
Mianowicie to, że ludzie przestaną wreszcie grypę bagatelizować i zamiast łazić wszędzie z grypskiem i zarażać, będą siedzieć w domu i się leczyć.
Może i pracodawcy ze strachu przestaną zmuszać pracowników do pracy gdy ci są chorzy i ledwie żyją.
Bo dotychczas mnie osobiście to wnerwiało, gdy przyłaził mi ktoś chory pod nos i w najlepsze zarażał, robiąc za wielce pracowitego i poświęcającego się pracy.
W d... mam taką pracowitość, w wyniku której za chwilę choruje reszta firmy.

czwartek, 26 listopada 2009

Na nowo zORIENTowana

Pierwsze zajęcia z orientu po prawie 2 latach przerwy.
Było cudnie :)
Jestem przeszczęśliwa :))))
Poziom endorfin max.
Dodatkowa radocha, bo jestem sprawcą całego zamieszania :D
Sala, choć niewielka, okazała się super :)
Instruktorka jak zwykle świetna.
I w ogóle wszystko dziś jest super :D
Mam ochotę tańcować do jutra.
Dobrze że kolejne zajęcia już w poniedziałek :))))

środa, 25 listopada 2009

Nie pamięta wół jak cielęciem był :D

Czasem sobie to robię i odkopuję płytę z filmami z początków mojego ORIENTowania się :D.
Dziś z okazji bliskiego powrotu do regularnych zajęć i wielkiej z tego powodu radości, naszło mnie znów na wspomnienia i wrzuciłam tę płytę do kompa.

Ależ zawsze mam ubaw jak oglądam siebie z tamtych czasów.... Na tych ćwiczebnych filmach widać jak z poważną miną i w pełnym skupieniu skrupulatnie ćwiczę to, co było przerabiane na zajęciach. Albo układane przeze mnie choreografie na szkolny występ (nie mam do tego talentu). No i robię to wszystko oczywiście z gracją godną słonia :D, choć wówczas wydawało mi się, że mi dobrze idzie hyhy...

W tamtym czasie dużo częściej nagrywałam swoje ćwiczenia, bo nie miałam w domu nawet porządnego lustra by zauważać własne błędy.

Dobrze że większość z tych filmideł zachowałam. Teraz mam się z czego pośmiać, przypomnieć sobie z łezką w oku...i z czym porównywać. Warto wiedzieć jak było na początku drogi, jak się zmieniało i jak to wygląda teraz.

Dziś znów trochę poćwiczyłam dla formy, ale coś szybko się męczę. Umilam sobie ten czas - robię miłą atmosferę...świeczki, przygaszone światła, orientalny strój... Taki czas wyłącznie dla siebie.

Nawet coś nagrałam kontrolnie, ale nie nadaje się to do pokazania światu. Może jak trochę schudnę i znów będę sobą...

Choć przyznaję, że w orientalnych ciuchach "okrągły pączek" prezentuje się znacznie lepiej niż w codziennych :).

Diety są przereklamowane :)

Kilka dni z dietą wspieraną ćwiczeniami - pół kilo więcej. (?!)
Kolejnych kilka dni bez diety - pół kilo w dół. (?!?!)

Wniosek? - nie można stracić wagi wciąż myśląc o żarciu :).
Bo być na diecie to ciągłe myślenie o jedzeniu właśnie. Człowiek dostarcza organizmowi innych produktów niż te do których przywykł, a organizm reaguje głodem.

A zatem chyba najlepiej po prostu się dużo ruszać :)

wtorek, 24 listopada 2009

Andrzejki

Nie imprezuję bo się wolę wyspać. Wolę się wyspać bo bez porządnego, nocnego snu nie żyję i nie umiem tego odespać w dzień.

Czy zatem powinnam w andrzejkową noc zostać wybudzona by "robić" za wygodny przystanek w drodze do domu komuś innemu, kto się decyduje imprezować nawet jeśli ma niepewny powrót do własnego domu?

Tylko dlaczego się czuję winna, gdy powiedziałam wprost co o tym myślę? :(

piątek, 20 listopada 2009

Praca nad kondycją

Moja kondycja leży i kwiczy.
Wczoraj bieżnia, ale mi się na niej nudziło, więc dziś znów powrót do ćwiczeń z tańca arabskiego. Wytrzymałam 40 minut zaledwie, a kiedyś się taniało na orientalnych imprezach po kilka godzin non stop. No ok, wezmę poprawkę na to, że zaczęłam dość ostro. Ja ambitna taka ;).

Na szczęście na zajęciach znów zacznę od podstaw by podszlifować technikę i mieć czas na:
  • stopniowe złapanie kondycji bez załamek
  • rozciągnięcie
  • wyrobienie sobie odpowiednich mięśni
Już nie mogę się doczekać jak znów ćwiczenia przyniosą efekty w postaci pięknie wyrzeźbionej talii i ładnego kobiecego brzucha. Nie to co na fitnessie - kaloryfer. My kaloryferom mówimy zdecydowane NIE!

W tańcu arabskim wyrabiają się bardzo mocno mięśnie skośne brzucha, co daje ładny jego kształt nawet jeśli się jest przy kości. Oprócz tego pracują uda, ramiona, mięśnie wokół kręgosłupa na całej jego długości no i ujędrnia się ciało.

Ale zmiany zachodzą nie tylko w ciele, ale również w naszej psychice i postrzeganiu siebie. Kobiety, które chodzą na zajęcia po pewnym czasie stają się pewne siebie, czują się piękne, zaczynają lubić swoje ciało i patrzeć na nie zupełnie inaczej. Pamiętam jak przyszłam na pierwsze zajęcia totalnie zakompleksiona, a potem z każdych zajęć wychodziłam czując się 5 razy szczęśliwsza i 10 razy piękniejsza :). Albo na odwrót ;).

Mam nadzieję, że te czasy znów powrócą wraz z rozpoczęciem zajęć.

czwartek, 19 listopada 2009

Dieta, ach dieta...

"...Bo policzki puci, puci, brzuszek też nie tyci, tyci
Kanibala to zachwyci, wtedy cię olśniewa myśl
Że konieczna jest od dziś...
Dieta, ach dieta koniec z hurtem czas na detal
Już pora zmienić menu panie i dżentelmeni.
Taniec, tenis, tenis, taniec, odchudzanie, odchudzanie..."



Nigdy tego nie robiłam, ale czas zacząć uważać co i w jakich ilościach jem. Po wczorajszym wagowym wstrząsie i dzisiejszym policzeniu sobie BMI wyszło, że przy moim mikroskopijnym wzroście najzwyczajniej mam nadwagę.

Nigdy nie miałam z tym problemów, mogłam bezkarnie jeść całkiem sporo i całkiem tuczących rzeczy, ale od dziś koniec z tym.

Chyba najlepszą rzeczą jest wypełnianie żołądka mineralną między posiłkami, aby nie mieć potrzeby go zapychać non stop przekąskami.

Zwykle też gotowałam sporo jak na jedną osobę, teraz po prostu zmienię taktykę: będę gotować w małych garnkach by nie wyglądało mało i jeść na mniejszych talerzach.

Są dobre strony tego :)
  • mniej obróbki przed gotowaniem
  • mniej zmywania
  • mniej jedzenia się zużywa, więc:
  • mniej latania do sklepu na zakupy, których nie znoszę
I tego się mam zamiar trzymać. No i jak tylko się doleczę, to ruszę czcigodne 4 litery :).
Raczej nie mam szansy przesadzić w drugą stronę, bo jak by nie było - kocham jeść.

Chcę do sylwestra już wyglądać jako-tako w sukience. O!

środa, 18 listopada 2009

Flunarizinum

Małe, białe, niepozorne i zdradliwe paskudztwo. Po rozmowie z lekarzem potwierdziły się moje podejrzenia - to właśnie przez ten lek zauważyłam u siebie szybki przyrost wagi, a właściwie niezdrową "opuchliznę".

Lek odstawiłam w porozumieniu z doktorem. Prawie nigdy nie używam wagi, ale dziś postanowiłam zważyć się kontrolnie i omal mi oczy z orbit nie wyszły. Po ok. 4 miesiącach przyjmowania leku - przyrost wagi 13kg! Tyle w całym swoim życiu nie ważyłam!

Nie wiem ile będzie trzeba to teraz zrzucać i czy to zejdzie samoczynnie, ale z informacji na forach internetowych wynika, że osoby przyjmujące ten lek nie schudły "same" z odstawienia, a musiały się nieźle natrudzić.

Czyżby nadszedł czas odkurzyć bieżnię?

Taka myśl

Chodniki z kostki brukowej są bardzo przydatne :).
Można na przykład - w razie nagłej potrzeby - wyjąć jedną kostkę z chodnika i użyć jako podpórkę pod samozamykające się drzwi, by się nie zamykały.

Zawsze powtarzam, że potrzeba matką wynalazku a pomysłowość ludzka nie zna granic :)

Taka myśl mi się nasunęła, gdy wracając dziś do domu potknęłam się w przedsionku klatki schodowej o betonową, ładnie przyciętą na wymiar kostkę, pochodzącą z naszych nowiutkich chodników.

wtorek, 17 listopada 2009

Zabawiłam się...

...i rozkopałam dotychczasową skórkę bloga :). Już od jakiegoś czasu przymierzałam się do tego, ale nigdy nie starczało czasu ani veny.

Postanowiłam się zrobić coś na przekór jesienno-zimowym nastrojom. Trochę kolorków nie zaszkodzi na pochmurne, szaro-bure, krótkie dni jak teraz :).

Poszło sprawnie, nie nasiedziałam się na szczęście za długo.

wtorek, 10 listopada 2009

Okołoskrzynkowe dziwy

Omal nie złamałam klucza od skrzynki na listy próbując ją dziś otworzyć. Już przed otwieraniem zwrócił moją uwagę fakt wgniecenia drzwiczek tajemniczego pochodzenia. Mamy skrzynki nówki więc takie rzeczy się zaraz rzucają w oczy.

No nic wyjęłam pocztę i próbuję zamknąć skrzynkę i... niespodzianka - za chiny ludowe nie da się. Jasna cholera - pomyślałam idąc do domu po narzędzia - tego mi brakowało akurat gdy jestem chora i ledwie łażę. No nic - uzbrojona w śrubokręt i kombinerki wróciłam do nieszczęsnej skrzynki i zaczęłam w niej grzebać. Po oględzinach stwierdziłam, że winny jest odgięty rygiel. No więc zaczęłam go prostować modląc się, by się nie złamał. Przywróciłam mu myślę właściwy kształt, dokręciłam co trzeba. Wreszcie jakoś mogłam zamknąć drzwiczki, choć po tym wszystkim zamek ciężej chodzi.

Teraz zachodzę w głowę co się takiego tajemniczego działo przy tej skrzynce i kto przy tym majstrował. Uderzenie? nieeee... przy takim założeniu kierunek wgniecenia drzwiczek w stosunku do kierunku odgięcia rygla przeczyły wszelkim prawom fizyki... A może jakiemuś pijanemu sąsiadowi się wydawało, że włamuje się do własnej? Wrrrrr.... Jak bym dorwała to bym rozniosła za niszczenie. To moja część skrzynki!

U nas generalnie temat skrzynek na listy to ciekawa sprawa. Kilka lat temu zdarzyło mi się wyjąć ze swojej skrzynki woreczek z resztkami białego proszku - jak stwierdził policjant - były to zwyczajnie resztki amfetaminy. Mam u góry ciekawych sąsiadów-pijaków, u których synuś ćpa ile wlezie - może urządził sobie jakiś kanał przerzutowy ale ktoś pomylił numery?

Jeju... gdzie ja mieszkam....

piątek, 6 listopada 2009

Do upartych świat należy

Dojeżdżać na zajęcia do mojej ukochanej Alhambry nie mogę. Ale tańczyć już poniekąd tak. Zajęć z orientu w okolicy - żadnych. I jak to pogodzić? Nawet zastanawiałam się czy nie poprosić mojej ulubionej instruktorki aby przyjeżdżała do mnie, ale moje lustro 1x1,5m to za mało.

Już dawno wiedziałam, że mam na osiedlu klub fitness. Długo się zbierałam by tam pójść na zajęcia, bo żadnych tanecznych. Dopiero niedawno zdecydowałam się pójść na akademię zdrowego kręgosłupa i zauważyłam, że mają tam małą salę z lustrami, która wiecznie stoi pusta.

Początkowo spróbowałam podsunąć właścicielom klubu pomysła na uruchomienie zajęć z tańca arabskiego. Większość kobiet prędzej czy później chce spróbować alternatywy dla machania brzuszków :). Ale temat umarł śmiercią naturalną.

Wpadłam więc na pomysł by podpytać właścicieli klubu o wynajem sali a moją instruktorkę czy nie miałaby chęci mnie uczyć i ew. moją kumpelę. Odrobina zachodu i co się okazuje? Salkę można wynająć za przyzwoitą cenę a instruktorka nie ma nic przeciwko bo jest z mojej dzielnicy :). Chyba już mogę zacząć się cieszyć!!! :))))))))))))))

Co prawda to nie to samo co akademia tańca ukierunkowana w znacznej części na orient i specyficzna dlań atmosfera. No i brak starych znajomych z Alhambry. Ale za to będą to zajęcia na prawach indywidualnych warsztatów u ulubionej instruktorki, której styl mi odpowiada :)

No i może z czasem będzie nas więcej...? ;)

czwartek, 5 listopada 2009

Z tegorocznych przemyśleń własnych

Zakręty życiowe są po to, by zweryfikować ile jest warte to czym się otaczamy i zobaczyć, ile my dla tego czym się otoczyliśmy jesteśmy warci.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Siostra prawdę ci powie

Wreszcie ktoś kto jest w stanie powiedzieć mi wprost jak jest.

Od jakiegoś czasu wymieniam część szafy bo mocno wyrosłam z ubrań wszerz. Wszyscy znajomi - co mówię że przytyłam - zgodnym chórem mówią "Ależ skąd! Co ty za głupoty opowiadasz?". A ja przecież mam lustro w domu i sterty ciuchów, w które się już od dawna nie mieszczę.

Wreszcie odwiedziła mnie siostra, która nie widziała mnie z miesiąc albo dwa. Na przywitanie obrzuciła mnie wzrokiem i zapytała, czemu jestem taka spuchnięta? No to ja na to, że przytyłam, prawdopodobnie z leków.

Jednak nie zwariowałam - jest ktoś, kto zgodnie ze mną twierdzi, że to "napompowanie" aż niezdrowo wygląda no i co ważne - że jest bardzo widoczne.

Leki trzeba zmienić, ciekawe jak długo to ze mnie będzie schodzić.

W niektórych kwestiach nie można polegać na opiniach znajomych :). Pod tym względem siostra jest nieoceniona.

piątek, 30 października 2009

Energia jak bumerang

Mimo wszystko nadal wierzę w to, że istnieje jakaś sprawiedliwość na świecie. Wierzę, że dobro powraca. Wierzę też, że zło wraca do tego kto je wyrządził - w najmniej oczekiwanym momencie i w sposób dlań najboleśniejszy. Niekoniecznie oko za oko, ząb za ząb.

To jak krążąca energia, która raz wysłana - odbija się od adresata i powraca. Jeśli wysyła się dobrą energię, takową się otrzymuje z powrotem.

Nie lubię o ludziach myśleć źle. Nie lubię pielęgnować w sobie złości ani nienawiści. Jeśli miałabym kogoś nienawidzić - wolę się odsunąć i nie myśleć o tym kimś wcale niż myśleć o nim źle i mu źle życzyć.

Już nie raz znajdowałam się w takiej sytuacji, że ktoś mi źle życzył albo utrudniał życie - i w dość krótkim czasie jego samego coś doświadczało lub otrzymywał od życia poważne ostrzeżenie.

Coś w tym jest.

W przyrodzie nic nie ginie ...energia też. Więc krąży. W dużej mierze to od nas zależy, jaka to energia krąży w naszym najbliższym otoczeniu.

wtorek, 27 października 2009

AZK

Praca siedząca ma swoje wady i nie jest najzdrowsza dla kręgosłupa. W klubie fitness na moim osiedlu wpadli na pomysł zorganizowania zajęć o wiele mówiącej nazwie "Akademia Zdrowego Kręgosłupa". Dziś odbyły się pierwsze zajęcia, które nawet przeżyłam ;). Nie sądziłam że wrócę stamtąd tak zmęczona. Czuję każdy mięsień z tych wokół kręgosłupa. Gorący prysznic przyniósł ulgę. Mam nadzieję, że to tylko stara zasada, że początki są zawsze trudne.

Zajęcia w kameralnej atmosferze, instruktorka widać że wie co robi. Jedyne co mnie do szału doprowadza to wzorki na podłodze, przyprawiające o zawroty głowy. Łatwo nie jest, ale mam nadzieję kontynuować wzmacnianie grzbietu by kręgosłup był jak najlepiej ustabilizowany. Gorset mięśniowy jest bardzo ważny, miejmy nadzieję, że zajęcia spełnią rolę kontynuacji tego, co wypracowałam na sesjach rehabilitacyjnych.

Dziś usłyszałam, że są ludzie, którzy wolą iść raz na jakiś czas do kręgarza by ich tak "na surowo" ponastawiał a ćwiczenia wzmacniające mięśnie trzymające kręgosłup "w kupie" - mają gdzieś. Bałabym się...

poniedziałek, 26 października 2009

Jak zmokła kura

To nie jest najlepszy pomysł łokingować w deszczu lub zaraz po nim. Buty mogłam dziś wykręcać, nawet kurtka przeciwdeszczowa nie dała rady, spodnie przemoczone po kolana. Przydałyby się też wycieraczki na okularach :D

Żadna to przyjemność iść mając w butach wodę. Następnym razem będzie trzeba przygotować już porządne, wysokie buciory. Teraz grunt to się nie pochorować.

Ale za to kawał trasy, który spacerkiem pokonywałyśmy prawie 2h przeleciałyśmy w godzinkę. Oj można się zgrzać, byle potem się nie zatrzymywać tylko prosto do domu, zrzucić mokre ciuchy i zaaplikować sobie gorącą herbatę i prawie tak samo gorący prysznic, niekoniecznie w tej kolejności ;).

sobota, 24 października 2009

Raczą żartować

Wiek emerytalny 67 lat dla kobiet i mężczyzn?
Ja nie zamierzam nawet tyle żyć!

czwartek, 22 października 2009

Kto pod kim dołki kopie...

Kumpela chciała mnie trochę podręczyć i ponabijać się z mojego porannego wstawania. A właściwie z mojego kiepskiego wstawania. Z rannego ptaszka zrobiła się ze mnie sowa.

No więc stwierdziła, że będziemy łokingować przed pracą, bo po pracy się nie da w tym tygodniu z powodu jej późnych powrotów. Padło na godzinę 7.00, żebym do 8.00 była już przy pracy.

Efekt?

Nie byłyśmy łokingować ani razu w tym tygodniu. Zaskoczeniem było, że to nie ja wymiękłam tylko... ona :D. Teraz ja się nabijam z dyżurnego "rannego ptaszka" co to się porannych mgieł przestraszył ;)).

No cóż... Dla mnie jako dla zaprawionego przez lata psiarza, takie poranne wypady nie są niczym dziwnym :)))

poniedziałek, 19 października 2009

W odpowiedzi na komentarz :)

Komentarz Beaty do mojego poprzedniego wpisu skłonił mnie do wklejenia czegoś na temat tuszy w tańcu arabskim (potocznie zwanym tańcem brzucha).

Taniec arabski jest dla każdej kobiety, w każdym wieku i każdej postury :). Nie trzeba być młodą modelką by go tańczyć. Owszem, wówczas lepiej wychodzą ruchy tzw. "wężowe".
Kobieta dojrzała i przy kości często wygląda o wiele lepiej w tańcu niż młodziutka, szczuplutka dziewczyna. W dodatku ma czym i o czym tańczyć, jest bardziej świadoma własnej kobiecości.

Zresztą...najlepiej samemu zobaczyć jak kobieta przy kości może pięknie tańczyć.

Przykład nr 1 (beledi)



Przykład nr 2 (fuzja arabskiego z cygańskim)



To są przykłady "średnich" pań, bo - zwłaszcza w stylu tribal - zdarzają się i dwa razy szersze panie.

Moja kumpela - błędnie sądząc po mnie - również myślała, że to taniec dla szczupłych. Jako że jest też osobą przy kości, po tych dwóch filmach zrobiła wielkie oczy i ostatecznie się przekonała do ewentualnej wizji spróbowania swoich sił w przyszłości.

Na zachętę mogę dodać, że ten tanieć pięknie rzeźbi każdą kobietę w kształt klepsydry, bo wypracowuje mięśnie skośne brzucha :). Czyli innymi słowy - wyrabia talię :))

czwartek, 15 października 2009

Ulotka

Zaniepokojona od dłuższego czasu swoją nieciekawą kondycją, przeczytałam ulotkę leku, który biorę przed snem, a który w ostatnim czasie stał się obiektem moich podejrzeń o ten stan rzeczy.

No i czytam w skutkach ubocznych m.in.:
- zwiększenie łaknienia i masy ciała /bingo/
- nadmierna senność i zmęczenie (a nawet uczucie bezsilności) /jest/
- bezsenność, niepokój /i owszem też/
- depresja /no cóż.../

Czyli ze mną wszystko oki :) To "tylko" skutki uboczne.
Czytajcie ulotki ;)
Najciekawsze jest połączenie bezsenności z nadmierną sennością...

Wkurza mnie

...gdy dzwonię do BOK, włącza się nagranie w stylu "Tu Biuro Obsługi Klienta X" a następnie (na mój koszt) leci sobie muzyczka albo ciąg dalszy sygnału"tut tuut"... Ciągnie się to w nieskończoność, a mnie qrwica bierze. Wolałabym się po prostu chwilowo nie dodzwonić.

sobota, 10 października 2009

Daj mi władzę a powiem ci kim jestem

Najlepszą metodą na poznanie charakteru człowieka jest dać mu trochę władzy (lub stworzyć iluzję że ją ma) i zobaczyć co z nią zrobi.

Dać mu też poczucie bycia poinformowanym bardziej niż inni i sprawdzić jak tę wiedzę wykorzysta.

Człowiek o poukładanym charakterze i wysokich kwalifikacjach nie będzie władzy nadużywał nawet znalazłszy się na szczycie drabinki. Jest świadom swojej pozycji i nie musi niczego nikomu udowadniać ani się tym afiszować.

Ambicjoner-popapraniec co ma tylko ambicje a niekoniecznie dostateczne kwalifikacje - momentalnie zrobi się bezczelny i bezpardonowy.

Jak to mówią: "the empty can rattles the most"
/"pusta puszka robi najwięcej hałasu"/

Dotyczy nie tylko relacji służbowych, ale i życiowych.

piątek, 9 października 2009

Refleksje po "łokingowaniu"

Muszę rozważyć zamianę porannej kawy na rozmowę telefoniczną ze Szczurem. Podniesione ciśnienie murowane.
Trzeba będzie zrobić coś w swojej głowie, co pozwoli mi zachować dystans do pracy tak jak to sobie obiecałam wracając do pracy po chorobowym.

A po 16:00 - tak jak zapowiadałam - na świeże powietrze. Potraktowałam dziś łokingowanie jako ucieczkę od myślenia o pracy by wejść jakoś spokojniej w weekend. Odreagować. Wręcz cieszyłam się na moment wyłączenia kompa i chwycenia za kije :)

Podczas chodzenia po lesie i rozmowy z pewną osobą - na nowo doceniłam mój święty spokój w domu gdy do niego wracam. Często gdy posłucham o problemach innych ludzi, moje bieżące nagle się kurczą. Ludzie muszą czasem wiele znieść... a może to znoszą aż tyle czasu na własne życzenie? Nie wiem. Różnie się ludzkie losy układają i czasem nie ma się wyjścia lub się go nie widzi. Straszne...

Mnie w razie zagrożenia adrenalina włącza obronę poprzez atak. Nie pozwalam innym na przekraczanie pewnych granic w stosunku do mojej osoby. Ale to zupełnie inna historia...ja się już dość napatrzyłam w swoim życiu by móc pozwolić komukolwiek na niewłaściwe traktowanie. Niektórzy biorą mnie za twardziela. Ale to złudzenie. Udało mi się tylko pokierować życiem tak, by móc po spacerze spokojnie wrócić do domu, mojej twierdzy i w spokoju spędzić wieczór, noc, dzień...

czwartek, 8 października 2009

Pierwszy raz z kijami

Wreszcie po raz pierwszy urwałam się do lasu na łokingowanie czyli łażenie z kijami, zwane też nordic walking.
Koleżanka wyprowadzała psa, a ja kije :)
A właściwie to się uczyłam jak z tym chodzić.
Było super, czuję większość mięśni mimo, że niezbyt szybki to był marsz.
Nieźle się można zgrzać :)
Super sprawa.
I nawet wiszące deszczowe chmury, z których kapało nie przeszkadzały pod parasolem z drzew.
Od dziś godzina 16:00, kończę pracę, wyłączam kompa w pracowni i jazda do lasu.

Najgorzej - jak by nie było - to się poderwać z kanapy i wyjść gdy się już na tej kanapie zastygło.

środa, 7 października 2009

Październikowy wieczór

Wyjątkowo ciepło na dworze u nas. Wczoraj i dziś nawet cieplej niż w niejeden sierpniowy wieczór. Wczoraj przemierzałyśmy miejsca nadające się na łażenie z kijami po zmroku. Żeby było dość pusto, jasno i szeroko. No i długo :)

Dziś co prawda jeszcze bez kijów, ale spacer na odreagowanie dnia obowiązkowy, po drodze knajpka. Masa ludzi na ławeczkach na zewnątrz. Normalnie jak w regularny letni wieczór. Dawniej spotykaliśmy się z Ekipą co tydzień "z okazji środy", dziś udało mi się znów z wizytą trafić na środę.

Środa to w sumie fajny dzień - już za połową tygodnia pracy. Jeszcze tylko dwa dni dzielą od weekendu. Tylko i aż. Ciężko ostatnio w pracy - nikt nie mówił że będzie łatwo. Planowałam urlop na początek października, a wyszło jak zawsze...

wtorek, 6 października 2009

Cwaniaczenie i szczurzenie czyli (nie)przyjemności w pracy

Przychodzi do firmy spokojny, cichutki, pracowity. Zdobywa zaufanie i sympatię pracowników oraz uznanie szefa. Deklaruje na każdym kroku gotowość do współpracy. I wszystko wygląda fajnie. Wygląda.

W międzyczasie rozgląda się po firmie, zadomawia się. Nieco awansuje, przechodzi jakieś szkolenie, dostaje nowe zadania... i nagle obrasta w piórka. Już wiadomo z kim masz do czynienia. Klasyczny szczurek – cicha woda.

Z czasem okazuje się, że jego zadania mają średnio 9 miesięcy opóźnienia, współpraca z nim polega na ciągłym wysyłaniu mu monitów, które giną u niego jak w trójkącie bermudzkim. Prosisz się o każdy materiał miesiącami.

Szczurek musi szczurzyć, więc sprzedaje cudze pomysły jako swoje nie tylko szefowi. Zapomina się na tyle, że je sprzedaje jako własne odkrycia samemu ich autorowi. Wszystkie sukcesy usiłuje przypisać sobie. Robi sobie przy tym doskonały marketing. Staje się bezczelny i wyjeżdża do starszego stażem z takimi komentarzami, którymi świętego wyprowadziłby z równowagi. Zamiast wziąć się za swoją robotę, włazi w kompetencje komuś innemu i próbuje być mądrzejszy od specjalisty z innej działki (tylko dziwnym trafem jak dotąd nie pracował w zawodzie tego kogoś).

Ciężkie życie z takim kimś w zespole.
Ciekawe kiedy szczurek się zapętli i zje własny ogon.

sobota, 3 października 2009

Zrozumiałam...

...że nawet z dala ode mnie - zawsze będzie w pewnym sensie mój.
Wychowałam go od małego, wszystkiego nauczyłam.
Życie bywa wredne...

Zdecydowałam się wreszcie zrobić krótki film wspomnieniowy.
To było moje pożegnanie z Nim.
Ma się dobrze.
Co o nim słyszę, to pękam z dumy.
Zapewniają Mu wszystko to, czego ja bym teraz nie mogła mu zapewnić.
Kochają go bardzo.
Tylko tak mi Go brak...


poniedziałek, 28 września 2009

Tu cichosza, tam cichosza...

Od pewnego czasu prędzej można ze mną pomilczeć niż pogadać.
Stałam się milczkiem. Czyżby efekt uboczny samotniczego życia?

niedziela, 27 września 2009

O zachodzie słońca

Boski mnie dziś natchnął i postanowiłam spędzić wieczór z gitarką przy świecach o zachodzie słońca. Palce spuchnięte - nie przywykły, ale warto było odkurzyć i nastroić stojący w kącie instrument. Czas najwyższy by znów przyzwyczaić opuszki palców do metalowych strun. Nigdy nie wymieniłam ich na miękkie plastikowe bo nie mają dobrego brzmienia. Ambicja czasem boli ;)


sobota, 26 września 2009

Istanbul

Film utworzony z 7500 fotografii, autor: Veysel Gencten
Miasto na dwóch kontynentach, ciekawie wygląda Istambuł w śniegu :)


Mercan Dede - Engewal (Istanbul Twilight)


Rozmowa z przyjacielem

Gdy dzielimy się nawet najbardziej skotłowanymi w głowie myślami z osobą nam życzliwą, możemy sobie tylko pomóc.
Nazwawszy pewne rzeczy i uporządkowawszy je, dajemy sobie szansę na to, że rozwiązanie nasunie się samo, a my odzyskamy wewnętrzną równowagę.
To bardzo cenne.

piątek, 25 września 2009

O poranku

Kanapa podczas snu zdecydowanie łamie kark.
Ewakuacja z wygodnej sypialni 3:30.
Powód: chrapiący sąsiad.
Wnioski: opcje są trzy
1/ sąsiad jest za głośny
2/ ściany są za cienkie
3/ ja mam za dobry słuch

Przenosić sypialnię do pokoju dziennego? Jakoś mi się nie uśmiecha...

czwartek, 24 września 2009

Oj się działo :)

Dziś miałam okazję bawić się na imprezie pt. polterabend :).
Dla tych co nie znają - to taki zwyczaj, zgodnie z którym przed weselem (na ogół 2 dni przed) tłucze się szkło u Pani Młodej, młodzi mają to szkło sprzątać, w czym skutecznie przeszkadzają im goście.

W naszej Ekipie się przyjęło, że z tej okazji się przebieramy. Szkoda, że tym razem Ekipa trochę w rozjazdach, więc reprezentacja niezbyt silna, ale poprzebierały się też inne grupki gości, więc ubaw był po pachy.
Tym razem impreza przypominała małe wesele. Masa ludzi, muzyka, poczęstunek, dużo świetnej zabawy w miłym gronie.
Dziś wystąpiłam w roli greckiego myśliciela ;) więc cały wieczór udawałam greka. Że niby ja coś kręcę? Ja nic nie kręcę prócz filmu ;).
Jak przejrzę materiał to może wrzucę jakieś stop-klatki :D
Znów przypadła mi rola kamerzysty i montażysty. Ale to wdzięczna rola jeśli się to robi dla przyjaciół.

Edit: dorzucam obiecane stop-klatki :D. Ciężko coś wykroić bo kamerzysty prawie nigdy nie ma na filmie ;)

środa, 23 września 2009

Wspomnienia z dzieciństwa :)

Pamiętacie? Kiedyś to były programy dla dzieciaków :)

Pankracy - cztery łapy


Okienko Pankracego

:)))))
Wspomnień tyyyle wróciło ...cała masa :)

wtorek, 22 września 2009

Gdy tłumacz tworzy nową historię zamiast tłumaczyć

Serialiki typu meksykańskiego są jednym z wielu dobrych sposobów na podtrzymywanie znajomości hiszpańskiego. Jednak gdy tak czasem słucham tłumaczeń czytanych przez lektora, to się nie dziwię, że dialogi są do tego stopnia drętwe. Dziwnym trafem tłumaczowi powychodziły same okrągłe do mdłości zdanka niskich lotów. Czasem z kilku całkiem życiowych zdań, potrafi taki tłumacz zrobić jedno krótkie stwierdzenie o takiej formie, jakiej nikt normalny nie używa w mowie potocznej.

A spokojnie możnaby wykorzystać ich skłonność do zabawy słowem i przetłumaczyć to czasem przyziemnie, czasem z przekąsem, czasem z pieprzem, czasem z jajem - zaraz byłby lepszy odbiór.

A tak - wychodzą dziwolągi.
Maleńki przykład:

Aktor wykrzykuje: "Gdzie ja miałem głowę?!" (tu odpowiednia gestykulacja)
Lektor mówi: "Postąpiłem nierozważnie."

Masssakra...

Ciąg dalszy

A z okazji poniedziałku sąsiedzi zamiast rano tłuc kotlety, zrobili wieczorem imprezę :D
Hałasowali radośnie do późna.
Kocham tu mieszkać ;P

poniedziałek, 21 września 2009

Wizyta

- No i jak się Pani czuje? - pyta lekarz
- A zmęczona bardzo - odpowiadam
- Jak to zmęczona? - dopytuje zdziwiony
- Od tej walki przeciwko samej sobie
- Ale jak? Przecież nie da się walczyć przeciwko samemu sobie - mówi
- No właśnie.... dlatego jestem już tak zmęczona...

niedziela, 20 września 2009

Czas na odpoczynek

Z wieczora sąsiad chrapie tak, że nie mogę spać we własnym mieszkaniu.
Z rana też się nie da pospać, bo sąsiedzi z dołu tłuką mięcho na kotlety, a ci z góry - w odpowiedzi na to - tłuką po kaloryferze. Pewnie znów skacowani, w ten sposób próbują uciszyć tych 2 piętra niżej, prawdopodobnie myśląc, że to ja się tłukę czy coś...
A ja tak między nimi usiłuję dospać zarwany wieczór.
Cóż za cudny niedzielny poranek...

sobota, 19 września 2009

Pocieszenie na koniec lata

Czyli klasyczne "always look at the bright side of life".
Moją jaśniejszą stroną jest to, że zaczął się okres, w którym z domu mam widok na przepiękne zachody słońca :). Latem tego nie mam, bo słońce przed zachodem chowa się za innym blokiem.

środa, 16 września 2009

Zaszalałam

i mam za swoje ;).
Pół dnia robienia kopii zapasowych, eksportu, importu - jak ja tego nie lubię.
Nowa komóreczka fajna i czasem takie wymiany przeprowadzać trzeba, ale gdyby się wszystko tak samo przenosiło i ustawiało...
Nawet udało mi się smsa wysłać :D przypadkiem :P
No i już "nauczyłam" telefon swojego pisma, problem w tym, że muszę wyczaić jak się robi spację przy piśmie odręcznym hihi...

poniedziałek, 14 września 2009

Wątpliwości garść

Co należy zrobić, gdy znany nam porządek rzeczy ulega zburzeniu?
Czy powinniśmy się silić na zrozumienie niezrozumiałych komunikatów drugiej strony?
Czy da się spokojnie czekać na jakikolwiek racjonalny znak, działanie, chęć rozmowy ze strony partnera?
Czy wobec naszej bezsilności nie lepiej po prostu poddać się i pójść w swoją stronę, zostawić partnera wraz z niezrozumiałym zachowaniem?

A jeśli coś przeoczymy?
Jak odróżnić milczące wołanie o pomoc i wsparcie w życiowych problemach od unikania i braku chęci bycia z kimś?
Zawsze pozostaje pytanie: "czy ja się aby nie narzucam?" "czy się nie pcham gdzie mnie nie chcą?" "a może rzeczywiście chce być sam?"

Jak pomóc komuś, kto nie tylko nie szuka naszej pomocy i wsparcia, ale wręcz to wsparcie odrzuca i odcina się od świata?

Jakże częste, że ludzie, którzy mają prawdziwe kłopoty - zamykają się w sobie i łomem ich nie otworzysz.
Ba - nawet nie wiesz, że coś im się dzieje, bo cię o tym nie powiadomią.

Dlaczego ludzie nie szukają kontaktu w trudnych chwilach?
Jakiś czas temu sama dostałam ochrzan za to, że nie zawiadomiłam przyjaciół o swojej trudnej sytuacji. A wydawało mi się, że kto jak kto, ale ja jestem człowiekiem, który gdy mu źle - szuka towarzystwa zaufanych ludzi.

Dlaczego jest tak, że prawdziwe cierpienie jest skryte i milczące?

niedziela, 13 września 2009

Polacy się nie dali Francuzom!

...I zostali mistrzami Europy w siatkówce!
3:1, piękny wynik, cudna ostatnia akcja, można spokojnie spać. Ani jednej porażki w meczach. Wygrali cały turniej w pięknym stylu!
Biedni sąsiedzi, darłam się strasznie :D

Trasa rowerowa w Gliwicach

Piękna niedziela u nas, około południa wszędzie spokój bo ludzie albo siedzą w kościele, albo przy obiedzie. Nie wiadomo ile jeszcze takich dni będzie w tym roku, więc postanowiłam go wykorzystać. Wskoczyłam zatem w sportowe ciuchy i wyjęłam z garażu rowerek. Krótka wycieczka na osiedle za lasem. Na łączącej osiedla ulicy wylali nowy asfalt a chodnik robiący za ścieżkę rowerową rozkopali.

Miałam nadzieję, że wreszcie przesuną tę ścieżkę wgłąb lasu tak, by szpaler latarni nie biegł niemalże przez środek ścieżki. Gdy przejechałam kawałek dalej okazało się, że przeceniłam ludzi planujących remonty tras. Oto świeżo położona ścieżka rowerowa na starym chodniku:

...ale to jeszcze nic! Mimo rozczarowania, miałam ja jeszcze cichą nadzieję, że poszerzyli ścieżkę w okolicach "mostka" nad leśnym ciekiem wodnym, gdzie zwężenie ścieżki za sprawą barierki ma może jakieś 30, góra 40 cm szerokości i zawsze trzeba zjeżdżać na ulicę by nie zahaczyć kierownicą lub pedałem o barierkę (dodatkowo jest to zakręt nie należący do bezpiecznych). Tam się ciężko nawet przechodzi pieszo - trzeba iść pojedynczo, gęsiego. No cóż... nadzieja...

Nie dość, że nie poszerzyli tego miejsca, to jeszcze pozostawiono wysoki krawężnik. Ja rozumiem, że to dla bezpieczeństwa samochodów, ale skoro piszą jak byk, że TU biegnie ścieżka rowerowa i stawiają znak zakazu ruchu rowerów, to CHYBA do czegoś zobowiązuje prawda?

Już nie będę wspominać, że tę ścieżkę w tym kształcie dzielimy z pieszymi. Jeśli ktoś idzie z wózkiem albo większą grupą to kaplica.

piątek, 11 września 2009

Piątkowo popołudniowo

Koniec tygodnia, zmęczenie rozkładające na łopatki, ale przynajmniej wypchnięty mam znienawidzony projekt. Odetchnęłam z ulgą...choć nawet na radochę nie mam siły.

Najbliższa kumpela poleciała dziś do Egiptu się byczyć 2 tygodnie na słoneczku. Pozytywnie zazdroszczę tego ciepełka i nic-nie-robienia. Muszę zaplanować jeszcze jakiś urlop, tym razem wypoczynkowy. Ostatni był przecież rehabilitacyjno-leczniczy, a to bynajmniej wakacje nie były.

Myśląc o konieczności mierzenia się z szarą rzeczywistością - zarówno życiową jak i służbową - mam ochotę zapaść w sen zimowy albo się - pod ziemię... mam ochotę się zniknąć.
Za oknem grzmi, ciekawe czy będzie jakaś burza, czy tylko tak straszy.

czwartek, 10 września 2009

Międzyplanetarne gry, zabawy i wojenki - Mars vs. Wenus (V)

Czasem dobrze jest dokładnie przejrzeć się w oczach zupełnie obcych ludzi.
Wówczas pytanie: "co ze mną jest nie tak?" nagle może się odwrócić na: "co z NIM jest nie tak?"

wtorek, 8 września 2009

Rozmowa telefoniczna

Ja: Cześć A.! już wiem co możemy robić zamiast łażenia spacerkiem jak emerytki a żeby nie biegać!
A.: O! A co takiego?
Ja: NORDIC WALKING!
A.: Świetnie! Czemu nie?
Ja: No wiesz... do biegania to chyba niezbyt się palimy, a szybki marsz z częściowym odciążeniem stawów pozwoli nam na dłuższy trening...
A.: Hmm... No nie mówię nie... :))
Ja: No i można na upartego nawet jesienią czy zimą spędzać aktywnie czas! Mamy tu tyle lasów...
A.: Dobry pomysł!
Ja: Co tam jakieś wściekłe psy! Będziemy łazić po lesie i koniec! Tyle lat łazimy i nic się nie działo, raz jakiś idiota nie upilnował bestii i co? Mamy się ze strachu nigdzie nie pokazywać?
A.: Hmm... może załatw jakiś gaz? Jak będziesz kupować dla siebie to wiesz...
Ja: No wiesz... nie chciałabym środków do obrony osobistej w sklepie netowym w ilościach hurtowych kupować... głupio trochę... Ale w Z. jest sklep z bronią (A. pracuje w mieście Z.)
A.: Sklep z bronią? w Z.?
Ja: Tak, kiedyś mi się wrył w pamięć i o ile pamiętam jest w samym centrum - muszę sprawdzić.
A.: OK. To skombinuj namiary oki?
Ja: Oki.

Ciekawa jestem co sobie pomyśleli znajomi z pracy A., którzy w trakcie tej rozmowy jechali w tym samym aucie i słyszeli tylko jej wypowiedzi ;)
-------------------
Co do nordic walking: pomysł podsunęła mi swoją notką Zocha :). Kijki już zakupione, A. dostała jedną parę ode mnie w prezencie w ramach jej nadchodzących urodzin. Zaczynamy po jej powrocie z wakacji :)

Ależ niesamowita to radocha gdy się daje komuś rzeczywiście trafiony prezent :))

niedziela, 6 września 2009

Dzień piżmaka :)

Weekendowe leniuchowanie i świętowanie dnia piżmaka. Należało mi się :)
A na miłe zakończenie tej wielkiej chwili dla siebie i jeszcze większego obżarstwa - zapodałam sobie mały orientalny trening.

Postanowiłam umilić sobie ten czas i wprowadzić atmosferę relaksu. Taniec przy świecach! Tego to jeszcze nie przerabiałam, ale z pewnością nie raz powtórzę :)
Do tego spokojna muzyka w stylu beledi - tego mi było trzeba.

Nie polecam do tańca z woalem, skrzydełkami i innymi latającymi przedmiotami łatwopalnymi, bo zamiast wielkiego relaksu może być wielki pożar ;P

sobota, 5 września 2009

Grito de dolor - Krzyk Bólu

Jednym z moich ulubionych latynoskich wykonawców jest Ricardo Montaner. Argentyńczyk z urodzenia, jako dziecko przeniósł się z rodziną do Wenezueli. Ciekawostką jest, iż artysta ten, właściciel fenomenalnego głosu, zaczynał jako perkusista w zespole :).
Moim ulubionym albumem jest "Todo y Nada" ("Wszystko i Nic").

Utwory Montanera mają piękną, miękką linię melodyczną, która w połączeniu ze wspaniałym głosem Ricardo oraz wysmakowanymi tekstami daje niesamowity efekt.
A oto jeden z utworów z płyty "Todo y Nada" właśnie - "Grito de dolor" ("Krzyk bólu")


W jaki sposób księżyc może przywiązać do nieba swoje nici?
W jaki sposób komety mogą żyć w spoczynku?
W jaki sposób możesz wstrzymać ostatnie tchnienie?
W jaki sposób konanie może uciszyć swój krzyk bólu?

Jak się stanie morze bez twej głębi?
Jak powstanie deszcz bez twarzy które może zmoczyć?
Co zrobisz kochanie beze mnie?

Jak smutek może umrzeć ze śmiechu?
Jak radość może żyć w samotności?
Jak kochankowie mogą oszukać odległość?
Jak możesz przerwać milczenie zamykając mi usta?

Zaszyj mi wargi i podetnij mi skrzydła
Pozbaw mnie marzeń...
Nawet tak nie zdołasz uciszyć mego głosu!
(Tłumaczenie: AthenaErgane/Antares)

czwartek, 3 września 2009

Coś wisi w powietrzu

Myślałam, że to ogólna niemoc i zniechęcenie do czegokolwiek ostatnio mnie ogarniają, a tymczasem chyba jakaś chorość mnie dopada :((.
Czy Wy też już czujecie nadchodzącą jesień?

środa, 2 września 2009

Taniec arabski - styl egipski

Niby nic takiego, żadnych strasznych ewolucji - a jakie wdzięczne, urokliwe i piękne. Taki jest właśnie mój ukochany egipski styl.

Wersja folklorystyczna:
Egyptian Folkloric Bellydance


i bardziej... hmm... sceniczna rzec bym mogła :)

Egyptian Bellydancer


Nie zapomnę subtelnego, delikatnego tańca jednej z moich nauczycielek, która miała w sobie coś arabskiego. To było niesamowite i niezwykle inspirujące. Jestem absolutnie zakochana w tym subtelnym stylu, będącym esencją tańca arabskiego.

Ale to nie tylko o zachwyt chodzi. Ten powrót do źródeł chyba jest mi potrzebny by na nowo odnaleźć to, co w tym tańcu istotne. Zbyt wiele napatrzyłam się na najróżniejsze style, które wrzucają do jednego worka pt. "taniec brzucha". Odczuwam wewnętrzny sprzeciw na dźwięk tej nazwy, będącej kompletnym nieporozumieniem, ale również wobec tego CO podciągają pod tę nazwę.

Zaczynam się coraz częściej zastanawiać ile jest tańca arabskiego w tańcu arabskim - i spostrzegam, że więcej w nim prób wytrzymałości błędnika oraz coraz dziwniejszych rekwizytów, a także wymyślnych "akrobacji", aniżeli właściwego tańca.

Zaczęłam od siebie - od poszukiwań istoty tego tańca, jego "arabskości" no i od stosowania właściwego nazewnictwa.

Tak na marginesie - nazwę "taniec brzucha" czyli "belly dance" zawdzięczamy najprawdopodobniej jakiemuś super-mądremu angolowi, który słowo "beledi" skojarzył ze słowem "belly dance" i w dodatku mu się wydawało, że to brzuch tańczy podczas, gdy tańczą biodra :D.

Ja się na taką nomenklaturę NIE zgadzam, bo z założenia wprowadza w błąd.

Bez komentarza :)

Ta dwójka żadnych komentarzy nie potrzebuje

Angus & Cheryl: "Remote Control" (Ep02)


Angus & Cheryl: "Insomnia" (Ep01)


Angus & Cheryl: "Beach Volleyball" (Ep07)



wtorek, 1 września 2009

Upolowałam

Bluzę na jesień w stylu orient :)
Co prawda workowata ale za to jaki wzór!

Miałam ci ja ochotę na...


...frytki :)
A jeśli frytki to tylko domowe, z własnoręcznie pokrojonych, świeżych ziemniaków. Jeśli chcemy by były usmażone równiutko, najlepiej robić to na dużej patelni, rozkładając jedną ich warstwę na całej powierzchni. Wychodzi stosunkowo mało oleju, a każda porcja duża. Pychota!

piątek, 28 sierpnia 2009

Kalp Kalbe Karşı Derler

Turecka muzyka jest bardzo specyficzna. Orientalne brzmienia, inny styl śpiewania. Ale nie tylko. Również specyficzne frazowanie, a także stosowanie powtórzeń fraz a nawet całych zwrotek.

Ten utwór mnie urzekł nie tylko ze względu na melodię i fakt, że świetnie się do tego ćwiczy. Uwielbiam go za tekst. Mówi o tym, że czasem ludzie czują tak samo w tym samym czasie choć są od siebie daleko. W sumie utwór o pewnym rodzaju telepatii, niejako "wyczuwaniu" siebie nawzajem.


Aslı Güngör - Kalp Kalbe Karşı Derler Orjinal Klip 2008©


Obudziłam się nagle, nie było jeszcze trzeciej
Nad moimi oczyma zatrzymała się chmura deszczu,
tęsknota nam nie służy


Mówią, że serca zwrócone są do siebie (biją jednym rytmem)
- czy ciebie też ogarnia smutna tęsknota?
Nawet księżyc opuszcza noc, czy myślałeś kiedyś co ona czuje?

Samotność ukryta we mnie, nie opuszcza mnie nawet na chwilę
Fotografia w mojej ręce - gdyby tylko on był teraz tu

Jego nieobecność jest we mnie, nie opuszcza mnie ani na chwilę
W mojej dłoni fotografia, on musi tu teraz być.

wtorek, 25 sierpnia 2009

Chwila dla siebie

Dopiero co był maj, a już znów sierpień się kończy. Tylko patrzeć jak się zrobi chłodno. Będzie mi brakować wylegiwania się na balkonie po pracy w ramach udawania zwłok :).

Fajna sprawa gdy się jest kompletnie wykończonym po robocie - po prostu zwalić się w półcieniu z pnącz na popołudniowym lub wieczornym słoneczku, które już jest niżej i po prostu się wygrzewać słuchając dobrej muzyki. Pełen relaks :D.

Co ja będę robić zimą? Chodzić się wygrzewać do solarium??

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Sha'aby, Saidi, Raks Assaya i Tahtib

Ze specjalną dedykacją dla Czajnika Adama :) krótko o stylach wymienionych w poprzednim wpisie :).

Sha'aby to taki pop Egipcjan (pop-beledi) - szybka, zabawowa muzyka oraz wesoły, skoczny taniec, przykłady:

SHEREEN - MODERN BELEDI CHOREO


Helene - Shaaby

Saidi - rytm, muzyka, taniec folklorystyczny z rejonów Górnego Egiptu. Często tańczy się z bambusową laską zwaną assayą - jedną lub dwiema, ta odmiana tańca jezt zwykle pokazem zręcznościowym bądź naśladowaniem walki i demonstracją siły. Nazywana jest raks assaya lub tahtib.

Przykłady:

Raks Assaya


Saidi


Danza del Tahtib

niedziela, 23 sierpnia 2009

Porwałam się :)

Udało mi się dziś zupełnie przypadkiem "popełnić" taniec z assayą. W sumie to się trochę porwałam z motyką na słońce, a właściwie to z kijaszkiem na sha'aby, bo pierwszy raz wzięłam to ustrojstwo do ręki w tańcu - od jego wystrugania kiedyś-tam z przyniesionego z lasu kija. To tak zamiast kupnej laski zakrzywionej u góry :). No ale kto powiedział że ma być akurat taka zakrzywiona? Faceci tańczą tahtib z prostymi i jakoś żyją :).


shaaby-saidi-assaya mix training (improv)



Szyby, lustro i telewizor są w całości :)

Ciekawe...

...czy w każdym z portów na Morzu Karaibskim, do których zawijają statki-wycieczkowce, ludzie robią takie wielkie halo wokół tego. Wczoraj wszędzie było o wycieczkowcu kompanii Princess Cruises, który zawinął do Gdyni, czyli Emerald Princess.


Przypuszczam, że na Karaibach już przywykli do wielkich wycieczkowców i wylewających się z nich tysięcy amerykańskich pasażerów (plus mniej więcej tyle samo załogi), bo tam to codzienność, przynajmniej w okresie naszej zimy, kiedy to na Karaibach jest upalnie i spokojnie. Mam tu na myśli huragany, które pojawiają się mniej więcej w marcu-kwietniu. Wówczas zwykle wycieczkowce przenoszą się w spokojniejsze pogodowo rejony, np. na zachodnie wybrzeże Kanady albo i wyżej - na Alaskę. Bywa że "urywają się" w rejs do krajów Europy, ale Europa chyba średnio przyzwyczajona do takich akcji. Nie wiem jak na Morzu Śródziemnym, ale z pewnością w krajach Północy takie odwiedziny to wydarzenie.

Ciekawa jestem co myśleli sobie turyści - pasażerowie Szafirowej Księżniczki, ujrzawszy w porcie komitet powitalny w postaci orkiestry dętej :).

sobota, 22 sierpnia 2009

Teraz już wiem...

...jak to ludzie robią że tyją.
Sama tak od jakiegoś czasu robię :D.
Efekty widać po dosłownie paru tygodniach :/

Wrzosowisko w formacie mini

Ostatnio jestem częstym gościem w pobliskiej kwiaciarni i za każdym razem wracam z jakimś łupem :).
Wreszcie udało mi się upolować wrzosy, piękne, duże okazy. Nie ma nic ładniejszego niż poranna rosa na wrzosach (lub trawach na polu) u schyłku lata. Szkoda że nie ujrzę tego w porannych promieniach słońca bo balkon zachodni.



Niepoprawna romantyczka ze mnie... ;)

czwartek, 20 sierpnia 2009

trzy..dwa..jeden... i luuuz

Kolejny sprawdzian - aerobik w klubie fitness na moim osiedlu. Planowałam FatBurning ale akurat było TBC (Total Body Conditioning). Zajęcia w ogrodzie, na stepie. Uśmiałam się z siebie, bo nauczona z sesji rehabilitacyjnych na hasło luz - jest luz i nic nie robię. A tu na hasło luz miały być knee-up :D. W sumie poszłam tam dla samej rozgrzewki, bo ćwiczenia na matach nie dla mnie.

Co najważniejsze - wyciągnęłam na zajęcia funfelę, która wróciła po wszystkim totalnie szczęśliwa. Chyba połknęła bakcyla :). Sama też bym obecnie się chyba nie zmusiła do aż takiego wysiłku. Taniec przez to i przez brak rozciągnięcia słabo idzie, więc ogólna załamka.

Ojj szkoda że nie mamy tu na miejscu zajęć z orientu...chyba latałabym tam prawie codziennie gdybym nie musiała dojeżdżać ;P. Kiedyś jak jeszcze dawałam radę to jeździłam do gliwickiej Alhambry, która obecnie jest poza moim zasięgiem.

Mogę sobie tylko popodziwiać i powzdychać do ekranu patrząc jak dziewczyny stamtąd tańcują, ostatnio Alhambra wywiesiła nawet filmidło na youtube:

Pokaz taneczny kursantów oraz instruktorów Akademii Tańca Alhambra


Będzie trzeba podrążyć temat chyba...

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Historia pewnej przyjaźni

Wyrazem przyjaźni nie musi być stały, częsty kontakt. Godziny rozmów niekoniecznie przyczyniają się do stworzenia więzi. Bliskość nie zawsze jest konsekwencją fizycznej obecności.

To pokrewieństwo dusz, rozumienie się bez słów, życzliwość, akceptacja, tolerancja. Spoglądasz na kogoś i już wiesz. Już rozumiesz.

Ta przyjaźń ma już prawie 13 lat. Jest specyficzna. Inna niż inne.

Oby żyła wiecznie...

...utonęłam w morzu wspomnień...

Granice dobrego smaku

Dobra poranna kawa, pyszne śniadanko, dzień wolny od pracy...telewizorek do towarzystwa żeby sobie coś gadało...
Lecę po kanałach pałaszując sobie pyszną drożdżówkę - a tu nagle centralny widok na brudny klozet bo znów reklamują jakiś środek do czyszczenia toalet.

Już od lat mnie to do szału doprowadza, ale te reklamy były kiedyś jakieś subtelniejsze. Iks lat temu myślałam że znienawidzona reklama Brefa, witająca mnie zawsze po długim dniu pracy przy upichconym naprędce obiedzie to szczyt szczytów w obrzydzaniu ludziom jedzenia. Teraz po latach okazuje się, że tamto to był mały pikuś. Generalnie twórcy reklam chyba już dawno przekroczyli granicę dobrego smaku w promowaniu swoich produktów :/. Ja nie wiem czy sądzą, że ktoś widzący reklamę typu "jak przebiega nasza brudna inwazja na kibel" albo "powstrzymaj latające bakterie" lub "bakterie znalazły sobie nowy cel-twoją szczoteczkę do zębów" - nie będzie miał jeśli nie odruchu wymiotnego, to przynajmniej chwyci pilot i przełączy kanał.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Zaraźliwy uśmiech :D

Zawsze miałam słabość do południowców :). A już ten pan powinien być norrrrmalnie zakazany ;P


Oczywiście z tym zakazywaniem to żarcik ;) Jak na mój gust widok tak szerokiego uśmiechu jest jak lekarstwo.
To leczymy!
/panowie - mam nadzieję - wybaczą ten babski temat/

sobota, 15 sierpnia 2009

Małe rowerkowanie


Dziś zdołałam z siebie wycisnąć całe 5 km rowerkowania wymęczone w 25 minut. Ale to niezły postęp - pierwsze podejście było z wynikiem 1,5 km spacerku rowerowego, to się nawet nie było czym chwalić.

Ale teraz dokładnie widzę, po co były te wszystkie fikuśne i dziwaczne ćwiczenia na rehabilitacji. Co więcej - wyraźnie czuję gdy mam nieprawidłową postawę cokolwiek bym nie robiła - i zaraz się poprawiam :)

Mogliby się szarpnąć...

...i chociaż wywieszać informację w sklepach, że będą zamknięte z okazji święta.

Nie każdy o świętach pamięta, bo nie każdy je obchodzi, za to każdy musi jeść. Gdyby w sklepie witała mnie w drzwiach kartka że "jutro zamknięte", przynajmniej miałabym możliwość się zastanowić dlaczego. A tak... liczę na sklepy otwarte w niedzielę :/.

Poszukiwanie pieczywa dziś z rana skończyło się niepowodzeniem, dodatkowo w ramach bonusu jakimiś dwuznacznymi propozycjami ze strony podpitego "po nocnej zmianie" pana ekspedienta w jedynym otwartym osiedlowym sklepiku :[ Wrrrrrr...... obleśne

czwartek, 13 sierpnia 2009

Wszystko fajnie ale...

...tak w sumie to co z tego że Polska wkopała 2-0 Grekom? Każdy kto widział jak Grecy grali na zeszłorocznych mistrzostwach wie, jak to wyglądało i że to nie mogła być straszna filozofia im wkopać. A dla tych co nie widzieli - napiszę, że wyglądało to tak, jakby Grecy na piknik przyjechali - ot co!

środa, 12 sierpnia 2009

Niesmak po pracy

Nawet jarzyny układają się tak by się chyba upodobnić do nastroju malującego się na mojej twarzy po pracy. Gdy się zorientowałam w jaką piękną buźkę mi się ułożyły, odkładane na stół podczas płukania, pobiegłam po aparat by to uwiecznić, o proszę:


Cóż za podobieństwo... Ostatnio to nic nowego że chodzę po robocie tak zniesmaczona, że coraz trudniej mi to ukryć nawet gdy w tej pracy jestem.

Na szczęście ratuje mnie wrodzone poczucie humoru...w takich sytuacjach przechodzące niestety w czarny humor. To taki rodzaj samoobrony. By nie zwariować :-/

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Częściowo naprawiona - się testuję :)

Zrobiłam wczoraj mały "po-naprawczy" test stanu kręgosłupa i wrzuciłam na tapetę coś w bardziej orientalnych klimatach. Póki co tylko lajtowy pop, bo w razie mocniejszego akcentu nie ręczę za swoje odruchy i ich skutki ;P
Jeszcze bardzo ostrożnie i bez szaleństw, zwłaszcza powściągliwie w przypadku ruchów klatką piersiową, ale chyba nie jest najgorzej :D.




Jak pomyślę, że ponad 2 miesiące temu prawie nie mogłam chodzić, to stwierdzam, że (przynajmniej pod tym względem) mnie naprawili i to dość solidnie :). Pozdrawiam fizjoterapeutę :D, któremu na samym początku rehabilitacji oświadczyłam, że nie spocznę dopóki nie podniosę rączek wysoooko do góry i nie będę znowu tańcować hyhy...

sobota, 8 sierpnia 2009

Przedjesienna wizyta w kwiaciarni

Korzystając z wolnego dnia oraz natchniona wpisem na blogu userki Zochy popędziłam dziś do mojej ulubionej kwiaciarni wywiedzieć się czy dostanę już wrzosy. Coś trzeba posadzić w miejsce z leksza umartych surfinii. No cóż... norma - słońce mi je nieco spaliło w momencie gdy lubią im łysieć łodygi. Ciekawe czy się kiedyś nauczę nie przegapać momentu między tym, gdy surfinie jeszcze są piękne i bujne a tym, gdy są nagle i niespodziewanie łyse.

Okazało się, że na wrzosy jeszcze ciut za wcześnie, więc jeśli chcę mieć ładne to jeszcze warto poczekać cierpliwie. No ale jak to ja - nie mogę przecież z kwiaciarni z pustymi rękami przyjść. Tym razem przytargałam 3 roślinki na kwietnik. Kompletnie nie wiem co przywlokłam, identyfikacją przy dobrych wiatrach zajmę się jutro.

Póki co dziś zrobiłam wielkie czyszczenie i przesadzanie kwiatów. Surfinie przycięłam tam gdzie coś je żarło, sypnęłam wszędzie porządnego nawozu i zobaczymy co się stanie. Zabawię się w eksperymenty ich kosztem, ale na kogoś musiało wypaść :). Ofiarami stały się też - chcąc nie chcąc - dalie i gladiole, których rozsady od jakiegoś czasu leżały sobie zapomniane w pojemniku i już z determinacji własnej zaczęły wypuszczać pędy. Zobaczymy co z nich wyrośnie, do zimy (miejmy nadzieję) jeszcze kawał czasu :).

Foty nowych nabytków wrzucę jutro jak porobię zdjęcia w świetle dziennym :).

P.S. A na przyszły rok upatrzyłam sobie jako roślinkę doświadczalną takie oto wdzięczne kwiaty jak te wysokie żółte na zdjęciu obok. Ciekawe czy sprawdzą się na balkonie jako żywa zasłona przy barierce :).

czwartek, 6 sierpnia 2009

A skoro już o tym mowa...

Wspominkowy nastrój mój oraz wpis o tańcach indyjskich Tribudragona skłonił mnie do dodania wpisu o tym, od czego się w moim przypadku fascynacja orientem zaczęła.

Zaczęło się wieeele lat temu bardzo niewinnie, bo od przypadkowego zobaczenia urywku filmu "Monsunowego Wesela", którego nawet wówczas nie oglądałam. Po prostu przechodziłam obok telewizora i zobaczyłam ten fragment:


Obrazek pozostał gdzieś w podświadomości. Powróciło po wielu latach gdy poszłam do szkoły tańca na warsztaty z latino, a gdzieś w korytarzu przebiegały dziewczyny z zajęć z orientalnego. Nie dało się ich nie zauważyć bo wszystkie dźwięczały monetkami przy pasie ;). Poszłam na pierwsze zajęcia jak na aerobik chcąc sobie poćwiczyć coś innego niż klasyczne "brzuszki". Z pierwszych zajęć wyszłam absolutnie zakochana w oriencie :)

Ciekawe, że u tak wielu osób, które potem uczą się tańca arabskiego, fascynacja zaczęła się od jakiegoś filmu z tańcem indyjskim.

środa, 5 sierpnia 2009

Carpe diem

Nastrój melancholijny, zamiast pobrzdąkać na gitarze na smutki, naszło mnie na wspominki.

Jeszcze tak niedawno się "szalało" jak tutaj:

Albo tutaj:


A teraz pozostają lajtowe elementy tańca w ramach "umilania sobie" kinezyterapii:

Nie wiem czy to nie jest bardziej dobijające niż budujące... Z pewnością irytujące i zniechęcające gdy trzeba kontrolować znów każdy najmniejszy ruch.

Kiedyś ktoś mnie zapytał: "jak można kontrolować ruchy tańcząc?"
Odpowiedziałam: "jeśli trzeba to da się kontrolować każdy najmniejszy krok tak, by nikt tego nie zauważył"

Dobrze, że wykorzystałam na maxa tę chwilę, przebłysk, lepszy czas. Na następny taki czas sobie długo poczekam...a właściwie długo będę go wypracowywać.

Trzeba żyć jak najpełniej gdy tylko mamy po temu sposobność.

Windoza

Windows to MEGA-facet!
- Co krok to zwis :)


Do takiego wniosku doszłam podejmując rozpaczliwe próby zaimportowania pewnego pliku do pewnego programu, które wciąż kończyły się wysypaniem systemu. I to wcale nie dlatego, że format nieobsługiwany.. obsługiwany...teoretycznie :)

wtorek, 4 sierpnia 2009

Komary w malinach

Obżeramy się malinami z funfelą, ale coś komary tną niemiłosiernie.
- Ależ mnie w tą niedzielę tu pogryzły te cholery - mówię
- Tak? A mnie nie chcą gryźć - mówi z zaskoczoną miną
- No tak! U mnie to widać bom zaraz spuchnięta - odpowiadam - ja to chyba jestem jakaś uczulona na jad...
Hmm...Może dlatego jestem uczulona na jadowitych ludzi? - dodaję zamyśliwszy się

Wszystko ma swój początek i koniec


Wolne też.

Pierwszy dzień w pracy całkiem udany i nawet żyję :). Zobaczymy jak długo uda mi się utrzymać zdrowy dystans i bronić przed nakręceniem.

Do pracowni wkradł się znów artystyczny nieład :). Ale trudno o ład w ferworze analiz i wstępnych prac nad projektem ;P

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

DTL czyli Dzień Totalnej Laby


Czyli wczorajsze byczenie się większość dnia pośród zieleni na działeczce w cieniu...
Ależ ulga od wszechobecnej "patelni".
No i cisza, spokój, sąsiedztwo lasu, wszyscy "normalni" ludzie w kościołach albo na niedzielnych obiadkach.
Cudo! Dzień wykorzystany na maxa.
Po powrocie w stanie kompletnego rozleniwienia już mi się tak nic nie chciało, że dopiero dziś wrzucam blogowpis :D

sobota, 1 sierpnia 2009

Co za hałas?

Siedzę sobie spokojnie przy laptopie w sypialni... aż tu nagle coś z zewnątrz błogą ciszę mi zakłóca.
Spoglądam w okno a tam...

...a tam jakiś luzak pędzi nad blokami, w dodatku jakoś dziwnie "celuje" mi w okno krążąc sobie. Miło, że jednak nie zdecydował się przez nie wpaść ;).

Sen nocy letniej

Chyba jednak nie mogłabym mieszkać w miejscu, w którym nocki są zbyt ciepłe. To normalnie mi grozi bezsennością. No i te irytujące komary, po działalności których irytujące się staje wszystko... Albo może i chodzenie spać "z kurami" nie jest wcale takie dobre bo się potem wybudzam po kilku godzinach i amba.

A tak w ogóle to odkryłam dziwną właściwość mojej poduszki. Potrafi się tak naelektryzować, że gdy przeciągam po niej dłonią - dosłownie świeci w ciemnościach pod przesuwającą się ręką. Przestraszyłam się własnej poduchy nie na żarty...
Hmm... a może to coś ze mną nie tak? Nie raz i nie dwa przy zetknięciu z kranem albo klamką byłam traktowana "prądem"... no ale żeby zaraz pościel świeciła?

Niebezpieczna ze mnie kobieta :D

środa, 29 lipca 2009

Setny wpis

Jak to możliwe, że tyle zdołałam naskrobać? :)
Nie sądziłam że to jest do zrobienia w moim przypadku ;)

------------------------
Edit: coś mnie dzisiaj 13-tka prześladuje...
13-ty lipcowy wpis, 13-ta sesja rehabilitacyjna, nawet jakiś piłkarz po sali się plątał w stroju z numerem 13 :D

niedziela, 26 lipca 2009

Wypij do dna...

"...Jeszcze masz jakąś twarz, jakieś ciało
Celę, w której uwięził cię byt
Jeszcze się dotąd nic nie udało
Jedno wiesz - było głupio i wstyd
W pustych dni gęstą sieć zaplątany
W węzłach żył słyszysz szum ciemnej krwi
Nie ma prawd, nie ma kłamstw
Jedno wiesz, jesteś sam
Pogodzony już z klęską ktoś-nikt..."

Michał Bajor "Wino samotnych"

piątek, 24 lipca 2009

Ciekawostka ogrodowa



Nie, to nie jest fotomontaż ani złudzenie optyczne :).

To żółte "cosik" kwitnące na dłuuugiej łodydze to lilia :).