Miejsce akcji: moje osiedle
Okoliczności: wreszcie po ponad dwóch godzinach wychodzę od fryzjera i mogę zrobić małe zakupy w małych, pobliskich sklepikach przed ich zamknięciem.
Wchodzę do warzywniaka po zapas owoców i warzyw. Pani podaje mi sprawnie wszystkie produkty.
Na końcu przypominam sobie o zieleninie, zauważywszy leżący na ladzie ostatni pęczek szczypiorku :)
- ...i jeszcze natkę pietruszki i szczypiorek bym prosiła - zwracam się do pani ekspedientki, na co ona kładzie przede mną pęczek pietruszki i cebulkę "dymkę".
- Ale o tamten szczypiorek mi chodziło - mówię z szerokim uśmiechem, wskazując zauważony wcześniej ostatni pęczek.
- Nie - pani stanowczo kręci głową - tamtego nie ma, jest ten.
Nie zaskoczywszy o co chodzi, zrobiłam wielkie oczy i wpadłam w lekką konsternację. Wszak moje myśli krążyły wokół mojej pięknej, świeżo spod fryzjerskiej szczotki wyjętej czupryny. Tak więc chwilowo byłam w innym wymiarze :D
Pani zauważywszy moje zdziwienie, rzecze konspiracyjnie:
- Tamten pęczek leży i czeka.
- Achaaa... czeka...? - dziwię się głupio, dalej nie za bardzo rozumiejąc.
- On czeka na wiedźmę - sprzedawczyni spieszy z odpowiedzią na wymalowane na mojej twarzy pytanie - No wie pani, jak my mówimy, że "nie", to trzeba nas słuchać. Ten pęczek czeka na koszmarnego klienta, który go dostanie.
- Jak dobrze wiedzieć - roześmiałam się zaskoczywszy wreszcie - że nie jestem wiedźmą...
***
A tak swoją drogą, jak to się ma do tego powiedzenia "kto je ostatki..." ? ;)Miłego nadchodzącego tygodnia życzy Antares-nie-wiedźma :))
24 DDW
